Czy Niemcy kiedykolwiek się zmienią? „Do tej pory otrzymaliśmy same obietnice, żadnych konkretów”

Wiceminister spraw zagranicznych RP ocenił, że od największego kraju w Unii Europejskiej oczekujemy więcej. - W czasie wojny w Ukrainie Niemcy składają dużo obietnic, ale nie idą za tym działania – mówi Szymon Szynkowski vel Sęk w wywiadzie dla tygodnika „Spiegel”.

Szymon Szynkowski vel Sęk
Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Jak ocenia wiceszef polskiego resortu dyplomacji, decyzje w Berlinie zapadają powoli, a czasem wcale, głównie pod wpływem międzynarodowych nacisków.

„Oczywiście ta postawa Berlina nie do końca wzmacnia nasze zaufanie, wpływa też na relacje z innymi krajami, nie tylko z nami”

– podkreśla Szynkowski vel Sęk, dodając, że „w samych Niemczech większość jest zdania, że rząd nie zdał egzaminu z zarządzania tym kryzysem”.

„W tej sytuacji oczekujemy więcej od największego i najsilniejszego kraju w UE. Nie można siedzieć bezczynnie i mieć nadzieję, że jakoś to wszystko minie. Ukraina potrzebuje pomocy teraz, a Rosję trzeba powstrzymać” – podkreśla Szynkowski vel Sęk.

Jego zdaniem potrzebne jest przede wszystkim wyraźne poparcie przez Berlin sankcji przeciwko Rosji, a także dostarczanie ciężkiej broni wschodnioeuropejskim partnerom.

„Przekazaliśmy już na Ukrainę znaczną liczbę czołgów. Do tej pory dostaliśmy z Berlina tylko obietnice, poza tym prawie żadnych konkretów. Niemcy obiecały uzupełnić nasze zapasy, ale nic nie zrobiły” - mówi.

Historia?

Jak tłumaczy „Spiegel”, postawa rządu RFN wynika z faktu, że socjaldemokratyczną SPD - partię kanclerza Olafa Scholza - „dręczą historyczne obawy i wyrzuty sumienia z powodu nazistowskich zbrodni przeciwko Rosji”.

„Historia zawsze się liczy. A ja jako Polak mówię, że też byliśmy ofiarami Niemców. Rozumiem te argumenty. Ale nie rozumiem, jak socjaldemokraci mogli popełnić takie błędy w stosunku do Rosji”

– mówi minister. Dodaje, że Niemcy patrzyły na Rosję przez pryzmat „egoizmu, naiwności i biznesu”, a kwestia bezpieczeństwa w Europie została odsunięta na bok. „To dlatego Niemcom tak trudno jest teraz zmienić kurs” – podkreśla Szynkowski vel Sęk.

„Czołowi politycy, nie tylko SPD, ale także CDU, od dziesięcioleci rozpowszechniali zniekształcony obraz Rosji. Uważali, że Moskwa to trudny partner, ale nadal można na nim w jakiś sposób polegać, bezpiecznie wiązać się z Rosją pod względem dostaw energii” – wyjaśnia polski wiceminister. W dodatku Niemcy były przekonane, że jako członek NATO są bezpieczne. „To były katastrofalnie błędne osądy” - podkreśla.

„W przeszłości Niemcy popełniały różne błędy w stosunku do Rosji, a wielu polityków nie wyciągnęło z tego żadnych wniosków. Część klasy politycznej w Niemczech wciąż nie ma odwagi powiedzieć, że to Ukraina musi wygrać tę wojnę. Wciąż panuje przekonanie, że Rosji należy zaoferować wyjście (z obecnej sytuacji) z twarzą”

– zauważa Szynkowski vel Sęk.

Z punktu widzenia Polski „Rosja nie powinna czerpać żadnych korzyści ze swojej agresji, choćby najmniejszych. Atak na suwerenne państwo musi zakończyć się porażką Rosji, aby nigdy więcej nie mogła zaatakować Ukrainy ani żadnego innego kraju” – podkreśla przedstawiciel polskiego rządu.

Jak zauważa „Spiegel”, Polska wśród krajów UE jest inicjatorem pomocy dla Ukrainy, ale jednocześnie trwa spór polskiego rządu z Brukselą.

„Domagamy się sprawiedliwości. Zniesiemy budzącą kontrowersje Izbę Dyscyplinarną (Sądu Najwyższego) i wprowadzimy kilka innych zmian w sądownictwie, trwają prace nad nowelizacją prawa. Wykazujemy elastyczność oraz chęć dialogu i oczekuję, że Komisja Europejska w końcu to doceni” – mówi Szynkowski vel Sęk. „To paradoks, że do Rosji w tym czasie w dużych ilościach płyną pieniądze za dostawy energii, ale fundusze dla Polski, która pomaga Ukrainie, są zamrożone” – dodaje.

 


Źródło: niezalezna.pl, PAP

#Ukraina

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo