Z OSTATNIEJ CHWILI

Sąd uznał Saleha Abdeslama za winnego zabójstw w atakach terrorystycznych w Paryżu z 2015 roku.  • • • Salah Abdeslam został skazany na dożywocie za udział w zamachach terrorystycznych z listopada 2015 roku.  • • •

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz na zdrowie!

Koktajl Grzegorz Brzęczyszczykiewicz składa się z czerwonego wina wytrawnego, malinowego kordiału i mleczno-śmietankowej pianki. Połączenie tych składników daje biało-czerwony napój i przypomina w smaku nalewkę. Ponadto każdy Ukrainiec, który za pierwszym razem bezbłędnie wymówi nazwę koktajlu, otrzymuje zniżkę. Jak i dlaczego powstał Grzegorz Brzęczyszczykiewicz?

Przygody Franka Dolasa, polskiego żołnierza z czasów II wojny światowej, od dawna są tematem memów na Ukrainie. Tak! Film legenda polskiej kinematografii z końca lat 60., w którym jest zresztą trochę komunistycznej propagandy, widzowi ukraińskiemu znany jest głównie z jednej sceny – przesłuchiwania Franciszka Dolasa przez gestapo. W scenie występują niezapomniani Marian Kociniak i Emil Karewicz. Gestapowiec (Karewicz) pyta Dolasa (Kociniak) o nazwisko, a ten, by je ukryć, zdezorientować Niemca i zyskać na czasie, odpowiada: „Grzegorz Brzęczyszczykiewicz”. Niemiec poci się, by to zrozumieć i wpisać w formularz. Potem jest jeszcze lepiej, bo Dolas pochodzi z Chrzęszczyżewoszyc w powiecie Łękołody… 

Polskie barwy, smak i charakter

Spotkałem się z Wsewołodem Poliszczukiem pracującym w branży gastronomicznej. Jest jednym z „ojców” koktajlu w polskich barwach o wymownej (czy raczej niewymownej) polskiej nazwie. Grzegorza Brzęczyszczykiewicza zaczęto serwować w jednej z restauracji Lwowa, Mozart and Celery. To jedno z miejsc, z którymi Wsewołod współpracuje jako menedżer. Właściwie z zawodu jest trochę restauratorem, trochę konsultantem gastronomicznych biznesów, fachowo prowadzi badania kulinarne oraz odkrywa mało znane przepisy i historię kuchni, szczególnie galicyjskiej. Oprócz tego aktywnie angażuje się w działalność społeczną. Od czasu najazdu Rosji na całego zaangażował się jako wolontariusz. 

Wraz z grupą przyjaciół zadecydowali stworzyć coś, co mogłoby połączyć polskie barwy, smak, charakter. Coś, co pokazywałoby ukraińskiemu klientowi polskość. A jednocześne byłoby wyrazem prawdziwej wdzięczności i szacunku wobec Polaków za pomoc w obronie przed Rosją. 

Z wdzięczności, że nie byliśmy sami

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz składa się z czerwonego wina wytrawnego, malinowego kordiału i mleczno-śmietankowej pianki. Połączenie tych składników daje biało-czerwony napój i przypomina w smaku nalewkę. Ponadto każdy Ukrainiec, który za pierwszym razem bezbłędnie wymówi nazwę koktajlu, otrzymuje zniżkę. – Ta decyzja restauracji Mozart and Celery o stworzeniu i podawaniu takiego kotajlu jest rodzajem komplementu oraz wyrazem wdzięczności wobec Polaków za liczne przykłady solidarności i pomocy Ukraińcom w czasie wojny – mówi Wsewołod Poliszczuk. 

– Kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja, pomoc Polski była bardzo ważna. Z jednej strony wszyscy przeżywaliśmy huśtawkę emocji: szok, strach, stres, niepokój na wieść o bombrdowaniach i posuwających się rosyjskich czołgach. Z drugiej strony prawie od razu zaczęliśmy dostawać mnóstwo telefonów i mejli od przyjaciół i znajomych z zagranicy. Szczególnie z Polski i Litwy. „Jak u was?”, „W czym mogę pomóc?”. I byliśmy tym zaskoczeni. Polacy zaczęli pomagać naszym uchodźcom na granicy, później w swoim kraju. To było po prostu niesamowite. I bardzo wzruszające. Pomoc uchodźcom dopełniała chęć Polaków, by na inne sposoby wspierać Ukrainę. Polscy przedsiębiorcy i artyści zaczęli zbierać składki na pomoc ukraińskim uchodźcom, Polacy zaczęli zbierać na pomoc dla ukraińskich żołnierzy. Od razu po rozpoczęciu inwazji zobaczyliśmy, że nie jesteśmy sami, że cały naród jest po naszej stronie i wspiera naszą walkę – opowiada Poliszczuk.

Restauracja przekorna jak Franek Dolas

Swoją drogą lokal, w którym serwowane są polskie koktajle, został otwarty na początku marca, mimo wojny. Wyły syreny, Rosjanie bombardowali całe terytorium Ukrainy i Lwów nie był wyjątkiem. Wróg nacierał, biorąc w okrążenie Mariupol, Sumy, Czernihów, Charków, wdarł się do Chersonia i parł w kierunku Zaporoża, atakowal w Donbasie, na przedmieściach Kijowa. Tysiące mężczyzn jechały na front, by stanąć do walki, tysiące ukraińskich kobiet i dzieci wyjeżdżały za granicę, w większości do Polski. Dalszy przebieg działań wojennych trudno było przewidzieć, jeszcze trudniej niż dziś. Odważyć się na otwarcie lokalu w takich okolicznościach – na pewno nie było decyzją prostą.

– Już od samego otwarcia restauracji w marcu wiedzieliśmy, że chcemy zrobić coś, aby wyróżnić ukraińsko-polską przyjaźń. Widzieliśmy wiele jej przejawów. Otrzymujemy pomoc humanitarną, przekazywaliśmy ją dalej na wschód, gdzie była większa potrzeba. Od swoich znajomych słyszeliśmy, jak ciepło Polacy przyjmują naszych rodaków, nasze dzieci, nasze żony, siostry i matki. Wszyscy byliśmy wzruszeni i wdzięczni – mówi Poliszczuk.

– Dlatego chciałem coś zrobić, by okazać wdzięczność, wyrazić te emocje – kontynuuje. – Format naszej restauracji nie pozwalał na przygotowanie tradycyjnych polskich potraw, takich jak bigos, żurek czy flaki, więc zastanawialiśmy się, w jaką inną formę można oblec tę ideę. We Lwowie, jak i w wielu innych miastach, ogłoszono prohibicję i mocny alkohol był zakazany. I to też zawężało pole do wynalazków. Dlatego zrobiliśmy napój z bardzo lekkich składników.

Brzęczyszczykiewicz i palianycia

– W czasie dopasowywania czerwonego wina, malinowego likeru, przypraw i pianki mleczno-śmietankowej trwała burza mózgów w poszukiwaniu nazwy. Nie chcieliśmy banałów, szukaliśmy sensów i skojarzeń, które by mogły dopełnić wizualną stronę tego polskiego koktajlu – wspomina Poliszczuk. – Aż na jednym ze spotkań ktoś wrzucił link z tego polskiego filmu, gdzie gestapowiec męczy się, usiłując powtórzyć i zapisać to imię: „Grzegorz Brzęczyszczykiewicz”. I sprawa była załatwiona. Nazwa stała się tym składnikiem, który dopełnił polski charakter. 

To prawda, że wymówienie nazwiska „Brzęczyszczykiewicz” jest trudne nie tylko dla Niemców. Również dla Ukraińców. Jest jeszcze jeden wymiar, który łączy Franciszka Dolasa vel Grzegorza Brzęczyszczykiewicza z ukraińskimi realiami – wojna. Schwytanych rosyjskich dywersantów Ukraińcy rozpoznawali po tym, że Rosjanie nie dawali rady wymówić z odpowiednim akcentem słowa „palianycia” (to jeden z rodzajów ukraińskiego chleba). I oto właśnie palianycia jest ukraińskim odpowiednikiem Brzęczyszczykiewicza. 

– To rzeczywiście coś podobnego do słowa „palianycia”, które już niesie w sobie oznaczenie: swój lub obcy. Słowa takie ukazują, jak blisko jesteś pewnej kultury. Nasi klienci dobrze to odczytali. Podchwycili ideę z koktajlem w polskich barwach narodowych i wyraźnym polskim brzmieniem jako okazję do podziękowania Polakom – tłumaczy restaurator. – Nie powiem, że za Grzegorzem Brzęczyszczykiewiczem ustawiają się kolejki, ale nawet jeśli ktoś nie chce zamówić, to jest zainteresowany. Wielu naszych rodaków osobiście doznało pomocy i szczodrości Polaków. Nasza idea została zrozumiana. 


Autor jest polsko-ukraińskim dziennikarzem, redaktorem programów historycznych na 24tv.ua i polskiego programu radiowego w Równem „Polska Fala”

Współpraca: Marcin Herman
 

 


Źródło:

Andrzej Końko
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo