Z OSTATNIEJ CHWILI

Sąd uznał Saleha Abdeslama za winnego zabójstw w atakach terrorystycznych w Paryżu z 2015 roku.  • • •

Zachodnioeuropejska hańba

Podczas gdy Polska oraz inne kraje Trójmorza, wspomagane przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, odgrywają kluczową rolę w dostarczaniu broni i pomocy humanitarnej Ukrainie, Emmanuel Macron i Olaf Scholz dzwonią na Kreml z coraz bardziej niedorzecznymi pomysłami. 

W zeszłym tygodniu wypłynęła informacja, że prezydent Francji rozmawiał ze swoim odpowiednikiem na Kremlu o tym, w jaki sposób mogłoby dojść do zakończenia wojny na Ukrainie, tak aby Putin zachował twarz. Macron miał podobno snuć rozważania o tym, jakich terytoriów powinna zrzec się Ukraina, aby zaspokoić apetyt agresora. Od razu pojawiły się humorystyczne komentarze, że być może Francja w zamian za gwarancje pokoju powinna podarować Moskwie Korsykę bądź Prowansję. 

Syci sojusznicy Rosji nie chcą wygranej Ukrainy 

Niestety tego typu żenująca postawa jest częsta wśród europejskich elit. Uzależnienie od rosyjskich surowców oraz przekonanie, że zatrzymanie śmierci i cierpienia niewinnych ludzi nie jest warte tego, aby zrezygnować z nadmiernej konsumpcji i wystawnego stylu życia, jest charakterystyczne dla Paryża, Berlina, Wiednia i Rzymu. W zachodnich krajach Unii Europejskiej panowało przekonanie, że Rosja szybko poradzi sobie z Ukrainą i powstanie nowy ład bezpieczeństwa, gwarantowany przez Moskwę, na czym będą one gospodarczo korzystać. 

Niemcy i Francja kibicowały Rosji i robią to nadal. Mimo że oficjalnie opowiadają się za zwycięstwem Ukrainy, w rzeczywistości napawa ich to przerażeniem, ponieważ grozi to rekonstrukcją Unii, jaką znaliśmy do tej pory. Gesty Berlina i Paryża wobec Kijowa są teatralne, poparcie – nieszczere, a pomoc – na żenującym poziomie, jeśli weźmie się pod uwagę możliwości obu krajów. Trzeba powiedzieć to wprost: mimo ogromu okrucieństwa i zbrodni wojennych popełnianych przez Rosjan Francja i Niemcy pozostają ich sojusznikami i robią wszystko, aby zjednać sobie przychylność zbrodniarza z Kremla. 

Warto przypomnieć, że prezydent Emmanuel Macron i kanclerz Olaf Scholz wciąż wydzwaniają do Władimira Putina z nowymi pomysłami. W chwili, gdy wojska ukraińskie przechodzą do kontrofensywy wokół Charkowa i odbijają tereny zajęte przez okupanta, wypychając jego wojska z powrotem do Rosji, Francja i Niemcy proponują zawieszenie broni, aby Rosja mogła zagrabić zajęte tereny. 
Macrona martwią się nie gwałty na kobietach i dzieciach, masowe groby ludności cywilnej, świadczące o etnicznym ludobójstwie, wywózki na Sybir i renesans gułagów. Francuski prezydent martwi się upokorzeniem Rosji i problemami, które mogą wyniknąć z tego powodu dla francuskich przedsiębiorców. Z tego, że Ukraina mogłaby wygrać tę wojnę, nie jest też zadowolony kanclerz Scholz. Berlin chce natychmiastowego przerwania ognia i rozwiązania pokojowego, oczywiście korzystnego dla Moskwy, a nie dla Kijowa.

W podobnym tonie wypowiada się premier Włoch Mario Draghi. Wszyscy trzej przywódcy zaczynają więc wywierać presję na prezydenta Zełenskiego. 

Klub hipokrytów ekologiczno-rubelkowych

Stanowisko europejskich przywódców wobec rosyjskich zbrodni woła o pomstę do nieba. Wiele krajów, uzależnionych od rosyjskiego gazu, tańczy tak, jak im Kreml zagra. Choć jasne jest, że Rosja prowadzi wojnę dzięki sprzedaży surowców energetycznych Europie, członkowie UE zrobią wszystko, aby dalej kupować od Moskwy gaz i ropę. Dlatego Niemcy, Austria, Holandia i Węgry nie tylko sprzeciwiają się embargu na rosyjskie surowce, ale są też gotowe płacić za nie w rublach, tak jak chce tego Putin. To najbardziej jaskrawy przykład nielojalności wobec cierpiącej Ukrainy. Według Bloomberga już 20 europejskich dużych firm założyło w Gazprombanku konta w rublach, a 14 czeka w kolejce. 

Na poziomie strategicznym Niemcy dbają o to, aby uzależnienie od Moskwy trwało i Putin miał zagwarantowane środki na prowadzenie agresywnej polityki wobec Europy Środkowo-Wschodniej. W polityce energetycznej Berlin wyklucza, aby prócz rosyjskiego gazu, traktowanego jako paliwo ekologiczne i sprzyjające europejskiej polityce klimatycznej, udział miała energetyka jądrowa. Parlament Europejski planuje uznać zeroemisyjne elektrownie jądrowe za neutralne klimatycznie. Byłoby to zawarte w przepisach prawnych i podatkowych, zachęcających do inwestycji w związku z prowadzoną polityką wobec zmian klimatu. Ale Niemcy, które ostatnio wyłączyły swoje elektrownie jądrowe, stawiając na rosyjski gaz z gazociągów Nord Stream, zdeklarowały, że zawetują rozwój tego sektora. 

Zarówno rząd federalny, jak i ministerstwo ochrony środowiska Niemiec zapowiedziały, że opowiedzą się przeciwko atomowi. Ich sojusznikami są Austria i Luksemburg. Warto zauważyć, że co prawda gaz emituje mniej CO2 niż węgiel, ale jedynie energetyka jądrowa jest w tym przypadku zeroemisyjna. Co więcej, znany jest fakt, że im więcej gazu Rosja sprzedaje, tym w większym stopniu braki energetyczne uzupełnia węglem, z wiadomym skutkiem środowiskowym. Nie miejmy złudzeń – tutaj nie chodzi o ochronę środowiska, ale o politykę. O politykę przyjazną Rosji. 

Wciąż hamowane są także nowe sankcje. Obecnie Ukraina wciąż odnosi nieporównywalnie większe straty wskutek wojny niż Rosja wskutek międzynarodowych sankcji. Trzeba też powiedzieć jasno, że najnowszy pakiet sankcji, wprowadzający embargo na import rosyjskiej ropy, blokuje Budapeszt. Węgry są największym hamulcowym nowego pakietu sankcji i nie chcą się zgodzić na całkowity zakaz kupowania ropy naftowej od Putina. Mimo zaproponowania wydłużonego okresu przejściowego dla mocno uzależnionych od Moskwy Węgier i Słowacji w celu dywersyfikacji dostaw premier Viktor Orbán nie chce się na to zgodzić, zasłaniając się czynnikami ekonomicznymi. Budapeszt stale eskaluje żądania wobec UE i chce dla siebie wyjątku, ale przecież interesy Węgrów z Rosjanami mają znacznie szerszy charakter i nie są dla nikogo tajemnicą. 

Niemoralność Zachodu i szansa dla Polski

Nie do uwierzenia jest postawa Francuzów i Niemców w obliczu największej ludzkiej tragedii od czasu II wojny światowej. Egoizm i przywiązanie do luksusu okazują się największymi przeszkodami dla pomocy Ukraińcom. 

Garry Kasparow, szachowy geniusz, a obecnie antyputinowski działacz na rzecz praw człowieka, od lat ostrzegał, że Putin szykuje się na wojnę z Zachodem. Teraz wzywa do twardej linii wobec Kremla. Kasparow w artykule dla „Wall Street Journal” zwraca uwagę, że Putin zignoruje dziurawe sankcje, a czas wykorzysta na dozbrojenie się do kolejnego ataku. „Każdy telefon legitymizuje jego reżim, każdy metr sprzedanego gazu i baryłka ropy kupiona z Rosji to pomoc dla dyktatury, która po raz pierwszy się chwieje” – pisze Kasparow. „Przerwanie ognia pozostawi rosyjskie siły na ukraińskiej ziemi i pozwoli Putinowi na kontynuowanie ludobójstwa i masowych deportacji pod przykrywką, tak jak to ma miejsce od inwazji w 2014 r.” – dodaje. 

Mimo wszystko zachodnie sankcje stają się coraz bardziej uciążliwe dla Putina i w dłuższej perspektywie mogą zachwiać militarną siłą Rosji. Według magazynu „Foreign Policy” obostrzenia dotknęły kilkaset firm i osób z przemysłu zbrojeniowego, stając na przeszkodzie modernizacji armii. Zachód zamroził 60 proc. rosyjskich rezerw walutowych o wartości przeszło 340 mld dol. Z Rosji wyjechało już ponad 100 tys. wykształconych specjalistów, aby uniknąć izolacji w kołchozie Putina. Rosyjska gospodarka skurczy się w tym roku o co najmniej 15 proc. 

Nie zapominajmy, że kompromitacja Europy Zachodniej to też szansa dla Polski. Nasze państwo odgrywa i będzie odgrywało kluczową rolę w regionie jako ważny partner euroatlantycki, a w przyszłości być może kluczowy kraj w Unii Europejskiej dla Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. 


Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)


 

 


Źródło:

Tomasz Teluk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo