Oczko Ławrowa do arabskiej ulicy

Siergiej Ławrow wzburzył zachodni świat, twierdząc, że Hitler miał pochodzenie żydowskie. Słowa szefa rosyjskiego MSZ nie były przypadkowe. Rosja bowiem chce dalej podpalać świat dyskursem, który na Bliskim Wschodzie uchodzi za niemalże prawdę historyczną, tak jak w wielu kręgach spiskowych na Zachodzie.

Holokaust był zbrodnią europejską. Bliski Wschód za nią nie był i nie jest odpowiedzialny, niemniej w percepcji świata arabskiego to on ponosi konsekwencje niemieckiego ludobójstwa. Izrael bowiem był utworzony jako zadośćuczynienie Zachodu dla Żydów na terenie pandatowej Palestyny i to Palestyńczycy, a nie Niemcy, odpokutowują za zagładę. Holokaust na Bliskim Wschodzie kojarzony jest z „syjonistycznym spiskiem” mającym uzasadnić „okupację Palestyny”. 

Spiskowe teorie dziejów 

Antysemityzm jest bronią, którą Rosja od wieków sprawnie się posługiwała. Z jednej strony kraj stałych pogromów antyżydowskich z czasów carskich czy szykowanej przez Stalina czystki, która nie została zrealizowana, bo dyktator umarł. Z drugiej strony Rosja niezależnie od systemu gospodarczego kreuje się na obrońcę tradycji, starego lub nowego porządku świata, w zależności od okoliczności. Szczególnie to widać pośród skrajnych środowisk w świecie demokratycznym. Zarówno skrajna lewica, jak i skrajna prawica nienawidzą Izraela. 

Dla lewicy Izrael to okupant Palestyny. I to jest zupełnie nieistotne, że domniemany apartheid jest fikcją, że arabscy muzułmanie i chrześcijanie w Izraelu zostają sędziami, dyplomatami, sportowcami, artystami, oficerami lub politykami najwyższego szczebla. Takiej „tolerancji” dla grup mniejszościowych nie ma w żadnym innym kraju na Bliskim Wschodzie. Skrajna prawica natomiast uważa, że Izrael jest centrum globalnego spisku, który trwa przez tysiąclecia. Niezależnie, jakie są fakty, zarówno skrajna lewica, jak i prawica czerpią swoje ideologiczne pomysły z jednego źródła, które możemy zlokalizować w Moskwie, która, jak wiemy, poprzez wojnę na Ukrainie toczy walkę ze światowym „spiskiem”. 

Niestety Bliski Wschód jest obszarem, na którym teorie spiskowe znajdują bardzo podatny grunt, co więcej, podtrzymują je i uwiarygadniają lewicowe środowiska z Zachodu szczególnie poprzez narrację o skutkach kolonializmu. Tłumaczy ona krajom Trzeciego Świata, głównie z Afryki i Bliskiego Wschodu, że jak Zachód wykorzystywał je w erze kolonialnej, tak czyni to współcześnie. To wywołuje poczucie usprawiedliwionej krzywdy oraz szczególnie w świecie muzułmańskim dążenie do szukania sprawiedliwości. A jak ją uzyskać? Poprzez wyrównanie rachunków, destrukcję Zachodu. 

Sojusznik i wytłumaczenie arabskich bied

Dlatego też konstruktywne i rozsądne inicjatywy twórcze z reguły nie są cenione na Bliskim Wschodzie. Zarówno świat mediów, jak i nauki nie nawołuje w tej przestrzeni do pójścia drogą Chin, Japonii czy Korei Południowej. A więc do wytężonej pracy nad reformą własnej rzeczywistości kulturowej, tak aby przynajmniej na potrzeby rynkowe zaabsorbować zachodnią kulturę pracy i technikę. Zamiast tego panuje żądza zniszczenia Zachodu i Izraela, a dla radykałów islamskich jest to warunek globalnego dżihadu i powrotu świata do realiów z VII w. n.e.

Brak reform oznacza dalszą pauperyzację świata islamu, który eksploduje demograficznie, a rynki pracy krajów muzułmańskich poprzez nepotyzm, korupcję, zacofanie i brak technologii są niewystarczające, by masom dać środki do życia. Niemniej jednak wszystkiemu temu winni są Zachód i jego bliskowschodni przyczółek – Izrael. Dlatego też Rosja zdobywa wpływy na Bliskim Wschodzie jako siła, która ma zbieżne interesy (zniszczenie Zachodu) oraz będąca obrońcą (przed zgnilizną Zachodu) tradycyjnych „wartości”. Ostatecznie doprowadza to kraje, które są pod wpływami rosyjskimi, do rozszerzania obszaru biedy, wzmożonej emigracji na Zachód oraz do szerzenia fermentu w regionie i na świecie, tak jak to zresztą się dzieje w przypadku Jemenu, Syrii, Palestyny czy Sahelu, a więc największych moskiewskich aktywów w regionie. 

Słowa Ławrowa o żydowskim pochodzeniu Hitlera są niczym woda na młyn na bliskowschodnią propagandę. Krzywda, która spotkała Palestyńczyków w 1948 r., wraz z powstaniem Izraela na terenie mandatowej Palestyny w świecie arabskim nigdy nie była rekompensowana. 800 tys. Palestyńczyków zostało wyrzuconych lub sami uciekli z ziem, na którym powstał Izrael, i dziś ci ludzie i ich potomkowie żyją w obozach dla uchodźców w świecie arabskim. A to właśnie w tych obozach rekrutowali się wpierw sponsorowani przez ZSRS bojownicy OWP, a po upadku Sowietów islamscy bojówkarze Hamasu lub dżihadu. 

Podkręcić rozgoryczenie i odwrócić uwagę od reform

Inaczej ma się sytuacja w Izraelu, który przy wsparciu kapitału z USA stworzył nowoczesne państwo, które na tle upadłego gospodarczo regionu jaśnieje ekonomicznie i politycznie ponad swoje realne możliwości i znaczenie. Pomimo wielu turbulencji Izrael jest demokratyczny i panuje w nim wolność słowa, a izraelscy dziennikarze skutecznie omijają archaizm dawnych czasów w postaci cenzury wojskowej. Żydzi pomimo braku doświadczenia własnej państwowości i wojskowości stworzyli bardzo sprawne państwo. To widać przy kryzysach militarnych lub przy pandemii. Kapitał, który tam trafił z USA, nie został rozkradziony, lecz pomnożony, dlatego też pozycja Izraela w Waszyngtonie jest inna niż krajów, które Amerykanie muszą dotować bez wyraźnych korzyści. 

A wystarczy tylko wspomnieć, że Arabia Saudyjska, która dysponuje o wiele większymi środkami finansowymi, dopiero za sprawą obecnego następcy tronu Mohammada ibn Salmana zaczyna inwestować i tworzyć projekty przyszłości. Korupcja i złodziejstwo pogrążyły też Liban, w którym poznikały miliardy dolarów przeznaczone na odbudowę Bejrutu po wojnie domowej. Zachód przestał też już pytać władze Autonomii Palestyńskiej, gdzie się podziały pieniądze podarowane ekipie OWP w czasie procesu pokojowego w latach 90.

To wywołuje przekonanie, że Zachód uważa Arabów za gorszych od Żydów. To drażni Arabów, którzy czują się dumni z tego, że to z ich ludu i języka wyszedł islam i że w zaledwie 120 lat stworzyli wielkie imperium ciągnące się od Hiszpanii po Indie. Imperium islamskie zostało przejęte przez Persów czy Turków, a sami Arabowie odzyskali podmiotowość polityczną dopiero w drugiej połowie XX w. Żydzi arabscy (z Iraku, Egiptu, Maroka) przejęli demograficznie Izrael, chociaż tego niezaznajomiony turysta w Tel-Awiwie czy Hajfie może zupełnie nie dostrzec. Jednak absorpcja do nowoczesnej gospodarki ludzi z Lewantu (Żydów i Arabów) pokazuje, że problemem w kryzysie bliskowschodnim jest przede wszystkim kwestia zarządzania i systemu. 

Jednak za sprawą fałszywej propagandy i demagogii populizm w bliskowschodnich masach podsycany przez Moskwę będzie wstrzymywał modernizacyjne reformy, które ongiś podjął Kemal Ataturk w Turcji, Gamal Abdel Naser w Egipcie czy obecnie Mohammad ibn Salman w Arabii Saudyjskiej. Przez to biedny i rozgoryczony Trzeci Świat będzie tylko dążył do zniszczenia Zachodu, nie proponując nic w zamian. I to jest cel Rosji.

 

 


Źródło:

Paweł Rakowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo