Jak zwyciężyć imperium zła – instrukcja

W terapii antyalkoholowej jest metoda 12 kroków wyzwalających z uzależnienia, ale tylko wtedy, gdy się je wykona w prawidłowej kolejności, z odpowiednim zaangażowaniem, a przede wszystkim – z żelazną konsekwencją. Żeby wygrać obecne starcie z Rosją i żeby było to starcie ostatnie, wystarczy wykonanie ledwie trzech kroków. Po pierwsze należy rozpoznać Moskwę jako nie chwilowe, ale odwieczne imperium zła; po drugie – użyć wobec niej od dawna znanego sposobu zniszczenia; po trzecie i najważniejsze – mieć chęć i determinację, by tego dokonać!

Obserwując politykę świata wobec bandyckiego państwa zwącego się dziś Federacją Rosyjską, a kiedyś – Ordą, Moskowią, Imperium Rosyjskim, Sowieckim Sojuzem, można zauważyć, że problemy dotyczą każdego z tych trzech niezbędnych kroków…

Jesteśmy w pół drogi

Płaczliwe telefony na Kreml wykonywane przez przywódców największych krajów europejskich, pierwotna chęć dogadania się przez prezydenta największego mocarstwa świata z Putinem, czyli mordercą, jak sam go przecież wcześniej określił, lękliwe jęki polskich symetrystów wspierających ostrzeżenia agentury, by nie drażnić Rosji – wszystko to pokazuje, że w odróżnieniu od „prostodusznego kowboja” Reagana cherlaki ducha rozpaczliwie bronią się przed oczywistą identyfikacją dzisiejszej Moskowii jako imperium zła. No bo wtedy trzeba by być konsekwentnym i wykonać ów krok drugi – podjąć nie rozmowy, gry i przekomarzanki, ale bezwzględną walkę.

Ze skrzypem i przy wtórze narzekań dwa pierwsze kroki zostały wykonane, a właściwie wymuszone przez sam Kreml, ale podjęte zostały zbyt późno i połowicznie, co wskazuje, że decydujący trzeci krok jest wciąż jeszcze przed nami i wcale nie jest do końca pewne, czy powstała chwiejna koalicja znajdzie w sobie dość siły ducha, by go naprawdę i do końca wykonać. Jakże to kontrastuje z czasami, które wszak wielu z nas jeszcze pamięta, gdy w momencie największej na pozór potęgi imperium zła za jego skuteczną dekonstrukcję wzięło się kilku prawdziwych przywódców wolnego świata: najlepszy prezydent w dziejach USA, święty papież i brytyjska żelazna dama!

Dywizje wiary w zwycięstwo dobra

Tylko że wszyscy troje mieli się na czym oprzeć – nie na zafałszowanych do szczętu „wartościach europejskich”, ale prawdziwych dla naszej chrześcijańskiej cywilizacji filarach wiary i nadziei w zwycięstwo dobra. Jest takie niesamowite zdjęcie z Biblioteki Watykańskiej z pierwszego spotkania Ronalda Reagana z Janem Pawłem II, po którym amerykański prezydent rozkręcił na całego walkę z Mordorem – dwaj giganci skupieni nad losami świata, aż chce się na ten widok zawołać z nostalgią: „Jak oni pięknie knuli!”. To wówczas, 7 czerwca 1982 r., Reagan miał powiedzieć papieżowi znamienne zdanie: „Spójrz, jakie złe siły stanęły na naszej drodze, a Opatrzność je przezwyciężyła!”. A trzeba pamiętać, że działo się to w rok po tym, jak na obu przywódców dokonano zamachów, które dzieliło jedynie parę tygodni! Najpierw 30 marca 1981 r. strzelano do prezydenta USA, a 13 maja do głowy Kościoła. W Waszyngtonie jakiś wariat, w Rzymie głupawy turecki terrorysta…

Reagan, który, sądząc z wielu jego głębokich wypowiedzi, bynajmniej prostakiem nie był, mógł jednak mieć na myśli nie tylko zamachy na ich obu, ale złe siły wiecznie dążące do zawładnięcia światem i chętnie posługujące się psychopatami, którzy zyskali władzę dyktatorską w tym czy innym kraju, w toku swojej historii ujawniającym większą od innych predylekcję do zbrodniczych metod w nieustannych próbach podboju i zgnębienia innych narodów, jak w przypadku Rosji czy Niemiec. I w tym kontekście można zrozumieć jego odwołanie się do Opatrzności. Reagan nie pytał, ile dywizji ma papież, jak prymitywnie ironizował Stalin, mściwy wobec religii niedoszły absolwent seminarium duchownego w Tbilisi. Moralna siła świętego papieża była oczywista nawet dla niewierzących czy wyznawców innych religii, moc prowadzącej go Opatrzności była widoczna nawet dla wrogów, z tego właśnie powodu dybiących na jego życie. I dlatego tak boleśnie widoczna jest dzisiejsza nędza duchowa Watykanu.

Putin-faszysta – czyli Lend-Lease porządkuje pojęcia

Ale zostawmy gorzkie żale i zajmijmy się dzisiejszą sytuacją. Targnięty przez Opatrzność za ucho prezydent Biden musiał jednak wskoczyć w nieco przyduże buty Reagana i, uruchamiając zmasowaną pomoc militarną dla Ukrainy, odwrócił całą retorykę Putina, wciąż powołującego się w swej agresji na wzorce walki z faszyzmem z czasów II wojny światowej. Te uzurpacje obala użycie legendarnej formuły Lend-Lease, gigantycznego wsparcia materiałowego USA dla aliantów, którzy bez tego nie wytrzymaliby starcia z potęgą Niemiec Hitlera. Oznacza to w sensie propagandowym postawienie Rosji i Putina właśnie w roli faszystów, co w dzisiejszym świecie pijaru oznacza strącenie na samo dno medialnych piekieł.

Co więcej, definiuje to Ukrainę właśnie jako alianta, którego będziemy bronić do upadłego, co siłą rzeczy musi też zmienić jego rolę w świecie powojennym, przesuwając z kategorii leżących nie wiedzieć gdzie Dzikich Pól, które lekką ręką można oddać pretendującemu do nich władcy Ordy, do rzędu państw prawdziwie europejskich i członków naszego sojuszu, czy to politycznego, czy to militarnego. Putin już wepchnął Ukrainę do UE, a jak tak dalej pójdzie, wepchnie i do NATO!

Pamiętać, że koniec wieńczy dzieło

Konsekwencją uznania Ukrainy za sojusznika jest coś jeszcze ważniejszego – konieczność ostatecznego zwycięstwa nad współczesnym faszyzmem. Wszak podczas II wojny Anglosasi odrzucali wszelkie propozycje zawarcia z Niemcami pokoju, głosząc konieczność zniszczenia totalitaryzmu do cna. Skoro więc doszli wówczas aż do Berlina, powodując śmierć niemieckiego dyktatora i unicestwienie stworzonej przezeń III Rzeszy, to obecnie nie mogą się zadowolić wyparciem armii rosyjskiej z okupowanych przez nią terenów Ukrainy. Rozpętawszy tak wielką operację, powinni ją zakończyć dopiero doszczętnym rozbiciem rosyjskiej pseudofederacji i sprowadzeniem okupowanej w celu denazyfikacji Rosji do jej granic etnicznych. Dotychczas trzymane w rosyjskim imperium inne narody – Czeczeni, Dagestańczycy, Buriaci, ludy syberyjskie – zyskają wreszcie wolność wyboru niepodległości.

Zmieni to także całkowicie układ sił nie tylko w Europie, ale i na świecie. Chcąc uzyskać strategiczną przewagę nad kolejnym przeciwnikiem, Chinami, USA muszą utrwalić układ niepozwalający się odrodzić imperializmowi rosyjskiemu.

Nie lękajmy się

Ujawniany dziś coraz wyraźniej antyamerykanizm dwóch głównych państw kontynentu, Francji i Niemiec, w połączeniu z oczywistym już chyba dla wszystkich dążeniem Berlina do zdominowania całej Europy wręcz wymusza na Stanach Zjednoczonych zmianę hierarchii głównych sojuszników. Obok uwolnionych z unijnego marazmu brytyjskich wyspiarzy konieczne jest wsparcie dużego kontynentalnego sojuszu, którego naturalnym jądrem stają się Polska i Ukraina w mocno zmodyfikowanej strukturze inicjatywy Trójmorza. Musi się ona przekształcić w potężny sojusz polityczno-wojskowy grupujący państwa już będące w NATO i te doń pretendujące, jak Ukraina, Gruzja i Azerbejdżan, ale także pozbyć się tak wątpliwych członków jak Austria, konik trojański Niemiec.

Jak wtedy, gdy trzy lata temu ogłosiłem na słynnych spotkaniach w Jaremczu tekst o potrzebie stworzenia Międzymorza z udziałem Ukrainy, nasi symetryści zawyli, że głoszę „szkodliwe dla państwa fantazje”, niemożliwe do zrealizowania, bo… Bo co? Że wy się boicie, nie znaczy, że lękliwość ma być racją stanu Polski. Jestem przekonany, że tymi „fantazjami” na serio zajmują się teraz najtęższe głowy amerykańskich i brytyjskich think tanków. A ze wszystkiego wyłania się prosty wniosek: chcesz zwyciężyć imperium zła? Zrób to sam! A wtedy okaże się, że możesz liczyć na wcale niemałą pomoc prawdziwych przyjaciół.

 


Źródło:

Jerzy „Bayraktar” Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo