Uczulenie na jad owadów. Tylko nieliczni są leczeni w ambulatorium

Zwiększa się ryzyko ukąszenia przez owady. Jednak zaledwie 5 proc. pacjentów leczonych z powodu uczulenia na jad owadów błonkoskrzydłych korzysta z terapii ambulatorium. Pozostali muszą zgłosić się do szpitala, by przyjąć szczepionkę odczulającą – alarmuje prof. Marek Jutel.

Zdjęcie autorstwa daniyal ghanavati z Pexels

To bardzo uciążliwe i niepotrzebnie zwiększa koszty leczenia. Zdaniem specjalisty, który jest prezydentem Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI), kierownikiem Katedry Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, pacjenci leczeni z powodu uczulenia na jad owadów błonkoskrzydłych (takich jak pszczoły, osy, trzmiele, szerszenie, mrówki) przyjmują szczepionkę odczulającą od ośmiu do dwunastu razy w ciągu roku, przez trzy do pięciu lat, bez możliwości rezygnacji.

Powodem tego jest brak refundacji preparatów odczulających w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. 

Jesteśmy wyjątkiem. Takie działanie nie znajduje uzasadnienia, ani merytorycznego, ani związanego z bezpieczeństwem chorych. To „zaszłość”, na której traci i pacjent i system.
- podkreśla prof. Marek Jutel.

W Polsce nawet 5 proc. populacji dorosłej jest uczulona na jad owadów błonkoskrzydłych w tak silnym stopniu, że po użądleniu występuje u nich uogólniona reakcja organizmu. Anafilaksja, czyli ciężka reakcja, potencjalnie zagrażająca życiu dotyka 1-2 proc. populacji ogólnej. W liczbach bezwzględnych w Polsce dużymi reakcjami systemowymi może być zagrożonych nawet 400 tys. osób. Uczulenie na jad błonkoskrzydłych może wystąpić u osób w każdym wieku, od noworodka po seniora, i zagraża życiu pacjenta.

Silne toksyny zgromadzone w jadzie owadów błonkoskrzydłych u każdej użądlonej osoby wywołują reakcje miejscowe, takie jak zaczerwienienie, ból, obrzęk i uporczywy świąd. Jeżeli jednak reakcje te są bardzo silne, obrzęk czy zaczerwienienie skóry obejmuje większy obszar w miejscu użądlenia, wówczas należy wziąć pod uwagę fakt, że osoba ta jest uczulona na jad owadów błonkoskrzydłych.

Na szczęście, nawet silne reakcje miejscowe, w przypadku użądlenia w ramię czy udo, nie stanowią zagrożenia dla życia chorego, w przeciwieństwie do użądlenia w okolicę głowy a zwłaszcza szyi, ponieważ mogą prowadzić do groźnej duszności. Problemem są jednak reakcje systemowe, czyli inaczej uogólnione, przebiegające od łagodnych, objawiających się pokrzywką, obrzękiem, poprzez nieco cięższe z nudnościami, wymiotami, biegunką, do bardzo ciężkich manifestujących się: skurczem oskrzeli, spadkiem ciśnienia, szybkim biciem serca. Te nasilone reakcje, bez udzielenia szybkiej pomocy medycznej, mogą zakończyć się zgonem.
- wyjaśnia prof. Jutel.

Zagrożenie reakcją anafilaktyczną

Reakcją anafilaktyczną może być zagrożonych 1-2 proc. osób. Duże reakcje miejscowe występują u ponad 10 proc. populacji. Najbardziej narażone na reakcje alergiczne po użądleniu owadów błonkoskrzydłych są osoby dorosłe, przebywające długo na powietrzu, np. pszczelarze, rolnicy, sadownicy, leśnicy i sportowcy. Zagrożone są również dzieci, które wraz z nadejściem ciepłych dni spędzają więcej czasu na zabawach na świeżym powietrzu: w parku, lesie, placach zabaw.

Pierwsze owady pojawiają się obecnie już pod koniec marca ze względu na zmianę klimatu, przynoszącą ocieplenie. Większość pacjentów zwyczajnie obawia się wiosny i lata z uwagi na dużą aktywność owadów.
- tłumaczy p.o. prezesa Fundacji Centrum Walki z Alergią Grzegorz Baczewski.

Gdy osoba uczulona doświadczyła już reakcji anafilaktycznej, wykazuje silne lęki przed owadami i pobytem na zewnątrz.

Prof. Jutel wskazuje, że w Polsce brakuje rzetelnych danych dotyczących liczby zgonów pacjentów w wyniku użądleń. Ekstrapolując takie dane ze Stanów Zjednoczonych na warunki polskie należałoby przyjąć, że każdego roku w naszym kraju, w efekcie reakcji alergicznej po użądleniu przez błonkoskrzydłe ginie 40-50 osób.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, dane te są mocno niedoszacowane. Nigdy nie będziemy wiedzieli, ile tak naprawdę osób umiera z powodu użądlenia. Jeżeli bowiem ktoś ginie jadąc na rowerze albo po tym, jak spadł z drabiny, żaden lekarz nie bierze takiej ewentualności pod uwagę. W akcie zgonu najczęściej wpisuje przyczynę nieznaną albo zgon z powodu zaburzenia krążeniowo-oddechowego.
- wyjaśnia specjalista.

Alergia na jad owadów - leczenia

W razie uczulenia na jad owadów błonkoskrzydłych wykorzystuje się dwa rodzaje leczenia. Pierwsza metoda to leczenie objawowe, zapobiegające śmierci i ciężkim powikłaniem. Polega ono na podaniu osobie uczulonej natychmiast po użądleniu - adrenaliny. Druga metoda leczenia ma charakter przyczynowy - jest nią immunoterapia alergenowa. Doprowadza ona do wytworzenia tolerancji użądlenia przez danego owada, trwa od 3 do 5 lat, a jej skuteczność dochodzi do 90 proc.

Prof. Jutel uważa, że z immunoterapii alergenowej powinna korzystać każda uczulona osoba, u której występują ciężkie reakcje systemowe, takie jak: duszność, spadek ciśnienia, przyspieszone bicie serca. Dla nich odczulanie jest terapią ratującą życie.

Jak wyjaśnia alergolog, immunoterapia na jad owadów błonkoskrzydłych podawana jest w postaci iniekcji. Do dyspozycji alergologów pozostają dwa rodzaje preparatów. 

Pierwsze, to preparaty rozpuszczalne w wodzie o natychmiastowym uwalnianiu, drugie, to preparaty o wydłużonym uwalnianiu. Te ostatnie, z uwagi na dużo wyższy profil bezpieczeństwa, dopuszczone są do stosowania w warunkach ambulatoryjnych.
- zaznacza.

Ministerstwo Zdrowia jak do tej pory nie dopuściło do refundacji aptecznej, a co za tym idzie, możliwości stosowania tych preparatów w warunkach ambulatoryjnych. W efekcie 95 proc. pacjentów, którzy są odczulani na alergię na jad owadów, musi korzystać z terapii w warunkach szpitalnych. Tylko wtedy jest ona bezpłatna.

W przypadku odczulania ambulatoryjnego refundowane jest samo podanie immunoterapii, ale preparat pacjent musi wykupić w aptece. Trzeba pamiętać, że odczulanie jest najpierw prowadzone co tydzień, a po osiągnięciu wysycenia, dawkę podtrzymującą należy przyjmować najczęściej w odstępach czterotygodniowych przez 3-5 lat.
- wyjaśnia prof. Jutel.

 

 



Źródło: Niezalezna.pl, PAP,

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo