Czy Putin wywoła III wojnę światową?

Kreml zaostrza swoją retorykę. Mołdawia lub ponownie Ukraina – eksperci ostrzegają, że w tych miejscach Rosja może otworzyć kolejny front wojny. Równocześnie Kreml zaostrza retorykę wobec sąsiednich państw. Niewykluczone, że w poniedziałek, podczas przemowy z okazji Dnia Zwycięstwa, Putin powie, że wydarzenia na Ukrainie to element ogólnoświatowej „wojny z nazizmem”.

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Rosja opracowała szczegółowy plan agresji na Mołdawię. Dniem jej rozpoczęcia może być 9  maja –  wskazuje strona ukraińska, powołując się na dane służb specjalnych. Potwierdzeniem ma być seria prowokacji w kontrolowanym przez Rosję Naddniestrzu. Według władz Ukrainy Kreml może, tak jak niedawno w  przypadku republik donieckiej i ługańskiej, uznać niepodległość Naddniestrza. Ułatwi to Rosji przerzucenie tam znacznej liczby żołnierzy, którzy następnie mogą zostać wykorzystani do ataku na kolejne tereny. 

Kijów nadal nie wyklucza też nowej ofensywy na swój kraj. Wśród możliwych scenariuszy pojawił się ten mówiący o  ogłoszeniu dziś przez Putina powszechnej mobilizacji i przerzucenie większości sił na Ukrainę. O  tym, że Rosja szuka sposobów na odniesienie pierwszych sukcesów podczas tej wojny, świadczy również fakt, że władze FR w  trybie pilnym przenoszą swoje oddziały z  Syrii na Ukrainę. Szczegóły w artykule red. Konrada Wysockiego pt. „Czy Putin wywoła III wojnę światową?” w poniedziałkowej „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Red. Jan Kamieniecki podaje przykłady działalności rosyjskiego „seryjnego samobójcy”, którego ofiarami są tamtejsi oligarchowie i ich rodziny.

Kilku rosyjskich menedżerów zginęło w dziwnych okolicznościach w ostatnich tygodniach. – To nie były samobójstwa. Wiedzieli za dużo, więc zostali wyeliminowani – mówi w „Bildzie” pochodzący z Ukrainy były wiceprezes Gazprombanku Igor Wołobujew, który po agresji Rosji na jego kraj porzucił posadę w Moskwie i wrócił do ojczyzny. 
W pierwszych miesiącach tego roku znaleziono ciała co najmniej sześciu rosyjskich biznesmenów. Wszyscy stracili życie w  podejrzanych okolicznościach, sugerujących, że popełnili samobójstwo. Niektórzy z nich zginęli razem ze swoimi rodzinami. Czy zabiły ich służby specjalne, by uciszyć przeciwników prezydenta Władimira Putina? W styczniu br. zmarł nagle 60-letni Leonid Szulman, były dyrektor naczelny w Gazpromie. Znaleziono przy nim notatkę, która skłoniła śledczych do przypuszczenia, że popełnił samobójstwo. Podobne okoliczności towarzyszyły śmierci 61-letniego Aleksandra Tiuliakowa, również byłego dyrektora Gazpromu. 25 lutego znaleziono go powieszonego w garażu domu pod Petersburgiem z pożegnalnym listem. Więcej w poniedziałkowej „Gazecie Polskiej Codziennie”, w artykule pt. „Służby zabijają wrogów Putina?”.

Dzień 9 maja – dla Sowietów i ich mentalnych spadkobierców - obchodzony ze szczególną nabożnością dzień zwycięstwa. W przeddzień tych wydarzeń prowokację w Polsce postanowił przeprowadzić ambasador Rosji. Dzięki prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu – udało się. 

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski opublikował w sobotę na Twitterze pismo, które miał skierować do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dotyczące planowanych przez Ambasadę Federacji Rosyjskiej 9 maja obchodów dnia zwycięstwa. Według Trzaskowskiego, uroczystość miałaby mieć miejsce na Cmentarzu Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich przy ul. Żwirki i Wigury w Warszawie. „Ambasada Rosji chce uczcić 9 maja w Warszawie i zwróciła się do MSZ o wsparcie. Stanowczo się temu sprzeciwiam" - napisał prezydent Warszawy, wywołując burzę. 

Odpowiedział mu Marcin Przydacz odpowiedzialny w MSZ za politykę wschodnią. „Ze zdumieniem przyjmuje korespondencje prezydenta Rafała Trzaskowskiego. MSZ RP nie planował udzielać Ambasadzie Federacji Rosyjskiej wsparcia i takiego wsparcia nie udzieli. W odpowiedzi na notę - przekazaliśmy Ambasadzie nasze negatywne stanowisko. Uprzejmie też informuje Pana Prezydenta, że MSZ RP nie jest organem władnym do zakazywania uroczystości na terenie Warszawy. W przypadkach prawem przewidzianych może to zrobić prezydent Miasta Warszawy” - napisał Przydacz. Więcej w artykule red. Jacka Liziniewicza „Ruska prowokacja z udziałem Trzaskowskiego”. 

A co na polskim poletku politycznym? Otóż Donald Tusk chce podporządkować sobie opozycję.

Lider Platformy Obywatelskiej, Donald Tusk chce, by przed następnymi wyborami parlamentarnymi powstały wspólne listy partii opozycyjnych do Sejmu i Senatu. Pomysł poparła część samorządowców związana z PO. Sceptyczni natomiast są liderzy innych partii opozycyjnych. Władysław Kosiniak-Kamysz już zapowiedział, że PSL-Koalicja Polska do wyborów nie pójdzie oddzielnie. W podobnym tonie wypowiadają się także przedstawiciele Lewicy oraz Polski 2050.

Donald Tusk poinformował w zeszłym tygodniu, że w najbliższym czasie podpisze „porozumienie o wzajemnym wspieraniu się” z samorządowcami, ale też z innymi partiami opozycji demokratycznej.  Z kolei samorządowcy ze stowarzyszenia „Tak dla Polski” (związani z Platformą Obywatelską) przekazali, że ich zdaniem powinna powstać jedna wspólna lista bloku anty-PiS w kolejnych wyborach parlamentarnych. Przedstawili też projekt deklaracji w tej sprawie, który przedstawili Koalicji Obywatelskiej, Polsce 2050, PSL oraz Lewicy. - Według mojej wiedzy wszystkie te partie są zainteresowane podpisaniem tej deklaracji, a samorządowcy są bardzo zainteresowani, aby politycy tych opcji poważnie potraktowali ideę współpracy przy wyborach i jednej listy – skomentował tę sprawę Tusk.
Jednak jak się okazuje liderzy innych partii opozycyjnych nie są przekonani do pomysłu wspólnej listy wyborczej. Szczegóły w artykule red. Jana Przemyłskiego pt. „Zgrzyty w bloku anty-PiS”.
    
Na koniec analizę Filipa Batora pt. „Krok w kierunku transformacji Unii w superpaństwo”. 

Tendencje zmierzające w kierunku federalizacji Unii Europejskiej są coraz silniejsze. Ujawniły się one szczególnie w związku z Konferencją o Przyszłości Europy (CoFoE). Na przełomie kwietnia i maja opublikowano jej końcowe zalecenia. Zakładają one utworzenie ponadnarodowych list wyborczych, likwidację zasady weta w Radzie Unii Europejskiej i podjęcie prac nad unijną „konstytucją”. 

Te postulaty zdecydowanie idą w stronę wizji Unii widzianej oczami federalistów. Filip Bator CoFoE od roku przedstawiana była jako przestrzeń debaty społecznej i platforma dyskusji z obywatelami na temat problemów Unii Europejskiej i różnych wizji jej rozwoju. W rzeczywistości konferencję wykorzystano do nadania pozorów legitymacji społecznej dla projektowanych zmian. Miała ona sprawiać wrażenie istnienia powszechnego konsensusu społecznego w kwestii przyszłości Europy oraz wspólnej wszystkim chęci dalszej centralizacji władz unijnych i ograniczania kompetencji państw członkowskich. W praktyce konferencja cieszyła się znikomym zainteresowaniem opinii publicznej. Dlaczego? Dowiedzą się Państwo z artykułu „Krok w kierunku transformacji Unii w superpaństwo”.

„Gazetę Polską Codziennie” polecamy w poniedziałek!

 

 



Źródło: niezalezna.pl,

masz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo