Polskie Stronnictwo Schrödera

Gdyby ktoś nie znał polskiej polityki i nagle włączył telewizję informacyjną, to mógłby odnieść wrażenie, że w Polsce wszystkie partie zrównują antyrosyjskość z polską racją stanu.

Jednym z bardziej radykalnych jest dziś Władysław Kosiniak-Kamysz, który chamstwem nazywa posądzanie ich formacji o sprzedawanie interesów Polski. Ponieważ z założenia jestem chamem, i do tego pamiętliwym, to pozostaje mi tylko przypomnieć, jak to PSL wojował z Rosjanami. Gdy Leszek Miller zwalczał jako premier rurę z północy, wicepremierem był Jarosław Kalinowski, do dzisiaj siedzący w Europarlamencie. Nie pamiętam, żeby PSL groziło wtedy zerwaniem koalicji. W czasie gdy ludowcy byli przystawką Platformy Obywatelskiej, działania były podobne i kwintesencją był oczywiście kontrakt na gaz, który chciał nam wcisnąć Waldemar Pawlak. Na szczęście UE okazała się mądrzejsza niż wódź z PSL-u. Wtedy ludowcy na stałe weszli w buty najbardziej prorosyjskiej partii. Po 2016 roku folgowali sobie w najlepsze. W 2016 roku – dwa lata po tym, jak Ruskie zabrały Krym i wschód Ukrainy – Rada Naczelna PSL przyjęła uchwałę, w której zaapelowała o zniesienie embarga Unii Europejskiej wobec Rosji. Zresztą ta narracja obowiązywała latami, a sam Kosiniak-Kamysz wzywał do tego latami. Regularnie politycy PSL zabiegali o to, aby wznowić mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim. Miało to być zgodne z polską racją stanu. Niemal w każdej dziedzinie politycy PSL-u realizowali agendę Kremla. Nie ma sensu udawać, że było inaczej. Można spokojnie powiedzieć, że ludowcy byli w tym tak gorliwi jak sam Gerhard Schröder. 

 


Źródło:

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo