Polska wyemituje obligacje wojenne? Prof. Krysiak (SGH) dla Niezalezna.pl: Ciekawy i dobry pomysł

Jeśli obligacje byłyby wyżej oprocentowane, niż depozyty bankowe, nie trzeba by nawet specjalnie przekonywać obywateli. Pamiętajmy, że taka inwestycja jest praktycznie wolna od ryzyka. Państwo nie zbankrutuje. To końcowy argument - mówi nam o idei emisji obligacji wojennych przez Skarb Państwa dr hab. Zbigniew Krysiak, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej oraz przewodniczący Rady Programowej Instytutu Myśli Schumana.

fot. Gazeta Polska Codziennie

Zarabiajmy i brońmy się. To założenie przedstawionej przez Tomasza Sakiewicza idei wyemitowania dodatkowych obligacji przez Skarb Państwa. Papierów wartościowych, ze sprzedaży których państwo mogłoby pozyskać niezbędne środki do wzmocnienia potencjału obronnego kraju czy poprawienia infrastruktury krytycznej. Potrzebne są dziesiątki, jak nie setki miliardów złotych. I choć w podpisanej już w marcu przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawie o obronie ojczyzny wskazano, że Polska zwiększy wydatki na obronność (co najmniej 3 proc. PKB rocznie), to nadal mowa o wieloletnim procesie modernizacji armii.

Po tarczach covidowych na rynku zostało ponad 100 mld zł dodatkowych pieniędzy. W dużej mierze pieniądze te trzymane są na nisko oprocentowanych depozytach bankowych, w domach bądź konsumowane - bez większego pożytku dla gospodarki. Jeśli państwo wyemitowałoby obligacje na korzystnych warunkach (np. obligacje indeksowane inflacją), przy niemal zerowym ryzyku utraty środków, wielu mogłoby chętnie sięgnąć po taki instrument. W dodatku, że mowa o wspólnym celu - bezpieczeństwie Polski.

- Ciekawy i dobry pomysł - mówi nam dr hab. Zbigniew Krysiak ze Szkoły Głównej Handlowej.

Przypomina, że w Stanach Zjednoczonych w trakcie i po II wojnie światowej emitowano tego typu obligacje. - One nie wchodziły w tzw. element długu publicznego, bo miało to charakter inwestycji. Te obligacje cieszyły się ogromnym zainteresowaniem - przywołuje w pigułce.

- Uważam jednak, że potencjalne środki z emisji tych obligacji powinny być inwestowane w rozwój i budowę przemysłu zbrojeniowego - z nim z kolei są powiązane przemysł energetyczny czy wysokie technologie. Nie powinny być w całości przeznaczone na zakupy uzbrojenia. Naturalnie część tych pieniędzy powinny wspomóc nasz potencjał militarny, ale logika inwestycyjna wskazuje na konieczność „włożenia” środków do zakładów, które by produkowały, generowałyby przychody, które by zatrudniały - ocenia akademik SGH.

Wskazuje, że środki z wyemitowanych obligacji mogłyby pokazać Stanom Zjednoczonym czy Wielkiej Brytanii, że „obrona wschodniej flanki NATO jest nierozerwalnie połączona z dużymi mocami produkcyjnymi tu, w Polsce”. - Musimy być w stanie natychmiast dostarczać na front potrzeby uzbrojenia. W czasie wojny na Ukrainie widzimy, że różne kraje mają swój przemysł zbrojeniowy ustawiony pod kątem stanu pokojowego. Mają określone zapasy, które - przy dostawach na Ukrainę - wyczerpują się - zaznacza.

Prof. Krysiak jest zdania, że w” obligacje należałoby włączyć różne firmy zagraniczne, które są zaangażowane w kooperację w zakresie dostarczania szeregu technologii i produkowania ich tu, na miejscu”. - Myślę o amerykańskich firmach zbrojeniowych. Samo wyemitowanie obligacji i skierowanie z nich pieniędzy wyłącznie na zakup kłóci się z logiką inwestycyjną. Przy spłacaniu tych obligacji państwo musi generować gotówkę, która obsłuży i odsetki, i kwotę nominalną obligacji - tłumaczy dalej.

Pytany, czy zwiększenie bezpieczeństwa - wyłącznie poprzez zakup broni - nie byłoby wartością samą w sobie, mówi:

„to nie ulega wątpliwości. To pierwszorzędny cel emisji takich obligacji. Jednak w procesie zwiększania bezpieczeństwa i obronności naszego kraju kluczowe jest stworzenie takiej struktury wydatków tych środków, by zapewnić sobie zdolność szybkiego dozbrajania i produkcji. Słusznie wskazano na początku tej rosyjskiej agresji, że pomoc przybędzie tylko wtedy, kiedy będzie zdolność obrony. Ukraińcy nie padli w pierwszych dniach, za to bronią blisko trzy miesiące. Stąd dziś szereg krajów wspomaga Kijów”.

Wracając do partycypacji inwestorów amerykańskich prof. Krysiak wskazuje, że przełożyłoby się to na obronność i bezpieczeństwo, a w konsekwencji korzystnie wpłynęłoby na gospodarkę, ponieważ - jak tłumaczy - „taka obecność ściągnęłaby więcej inwestorów zza oceanu”. - Tak uwiarygodnione obligacje skłaniałyby obywateli do kupowania - zamiast depozytów bankowych - obligacji. Obywateli, którzy dodatkowo są zaangażowani emocjonalnie. Z jednej strony zarobiliby więcej, niż w depozytach, z drugiej zaś mieliby świadomość, że zabezpiecza to ich gospodarstwa domowe, biznesy. Tak przedstawiony projekt daje szanse na pozyskanie wielkiej ilości polskich inwestorów indywidualnych - prognozuje przewodniczący Rady Programowej Instytutu Myśli Schumana.

„Rynki wierzą w tych, którzy potrafią poradzić sobie sami. Uzależnienie od długu z zagranicy powoduje, że każde zagrożenie wywołuje natychmiastowe wycofanie kapitału. Jeżeli dług państwa znajdzie się w rękach polskich obywateli i firm, takie zjawiska będą ograniczone” - cytujemy w kontrze fragment artykułu z piątkowej „Codziennej”.

- To ważne, by mieć dużo wewnętrznych inwestorów - przychyla się prof. Krysiak i dalej:

„struktura naszego długu publicznego poprawiła się na rzecz długu wewnętrznego. Nigdy jednak nie da się funkcjonować w ten sposób, by bazować wyłącznie na długu wewnętrznym. Tym bardziej, że gospodarstwa domowe mają deficyt kapitału z powodu złej transformacji gospodarczej”.

Tłumacząc słuszność zaangażowania inwestorów zagranicznych w obligacje Skarbu Państwa, podkreśla, że „obrona wschodniej flanki NATO jest ważna dla Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii” oraz, że „władze amerykańskie oraz brytyjskie są zainteresowane, by ich firmy miały bezpieczną pozycję”. - Na marginesie, mamy niestety zbyt dużo niemieckich, holenderskich i francuskich firm, które cały czas wyzyskiwały i eksploatowały naszą gospodarkę. W przeszłości ten model nie skupiał się na wzroście polskiego kapitału, choć to dziś wygląda zgoła inaczej - przywołuje.

- W sytuacji, gdyby Rosja zdecydowała się zaatakować Polskę, wysiłki, zaangażowanie sprzętowe i wojskowe będą ze strony Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii dużo większe. Efektywniejsze będzie dla nich przygotowanie polskiej infrastruktury. Właśnie dlatego amerykańskie czy brytyjskie podmioty, które zaangażowałyby środki w takie obligacje, nie wycofają się z kapitałem. Jeszcze bardziej w takiej sytuacji będą podtrzymywały lub zwiększały potencjał. Odległość od Arizony do Alaski jest większa, niż od Nowego Jorku do Polski - słyszymy dalej.

Pytany na koniec, czy w obecnej sytuacji (wojna u sąsiada, pandemia, wysoka inflacja, rosnące raty kredytów) Polacy przekonaliby się do masowego inwestowania w obligacje Skarbu Państwa, odpowiada:

„jeśli obligacje byłyby wyżej oprocentowane, niż depozyty bankowe, nie trzeba by nawet specjalnie przekonywać obywateli. Pamiętajmy, że taka inwestycja jest praktycznie wolna od ryzyka. Państwo nie zbankrutuje. To końcowy argument”.



Więcej i idei emisji obligacji wojennych przez Polskę w artykule autorstwa red. Tomasza Sakiewicza: "Wyemitujmy obligacje dla obrony Polski".

 


Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo