Lisiewicz: Listkiewicz, wracaj do pochwał Dzierżyńskiego i „jednej czarnej owcy”. Od kibiców Lecha won!

„Chyba każde polskie dziecko wie coś o postaci Feliksa Dzierżyńskiego, wybitnego rewolucjonisty, bliskiego współpracownika Lenina. Sądziłem, że i ja wiem o nim niemało. Musiałem jednak przeżyć chwile wstydu” – pisał w 1984 Michał Listkiewicz, dziennikarz „Sportu”, który do PZPR wstąpił w czasie służby wojskowej. Czemu trudno się dziwić, skoro jego krewną była osławiona towarzyszka Wera Kostrzewa z Komunistycznej Partii Polski. W III RP Listkiewicz, prezes PZPN, stał się symbolem obłudy w obronie patologii, gdy po zatrzymaniu jednego z sędziów stwierdził, że „trafiła się jedna czarna owca”. Nienawiść Listkiewicza do „kiboli” ma ten właśnie rodowód: przez lata wściekał się, gdy kibice śpiewali na temat związku, na czele którego stał „J… PZPN”. I do siebie oraz swojej rodziny brał stadionowy okrzyk „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Teraz postanowił wyładować swoją nienawiść na kibicach Lecha Poznań – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz, zastępca redaktora naczelnego Gazety Polskiej.

Garbatowski Paparazzo/Facebook.com/@WiaraLecha · Sport

Po tym, jak prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zabronił kibicom przed finałem Pucharu Polski  wnoszenia na Stadion Narodowy flag większych niż 2m x 1,5m, 15 tysięcy kibiców Lecha Poznań nie weszło na stadion. I bardzo słusznie: wojna o to, by w Polsce nie było modern futbol i żeby na trybunach przetrwały wartości ruchu kibicowskiego jest ważniejsza nie tylko od wyniku jednego meczu, a od wyniku tysiąca meczów. A uniemożliwienie kibicom prezentowania opraw, zarówno  tych patriotycznych, jak ta o Powstaniu Warszawskim, jak i dotyczących ich klubu, jest uderzeniem w te bezcenne wartości. I najważniejsze było to, że kibice Lecha zachowali w tej sprawie jedność i solidarność, nikt nie wszedł na stadion.

W odpowiedzi Michał Listkiewicz napisał o „terrorystach mieniących się kibicami Lecha”. Ogłosił się obrońcą dzieci, które chciały obejrzeć mecz i zarzucił kibicom Lecha że „bezsensownym uporem pozbawili swoich rzekomych pupili wsparcia z trybun, a tysiącom wielkopolskich rodzin przybyłych do stolicy zepsuli majówkę.

Pocieszałem pod stadionem zapłakane dzieci w koszulkach Kolejorza. Jak im wytłumaczyć, dlaczego po przejechaniu setek kilometrów stały godzinami pod bramą stadionu, na którym tak bardzo pragnęły być?”.

Listkiewiczowi sekundował inny były prezes PZPN Zbigniew Boniek, który napisał: „Nie można pozwolić by patologia decydowała kto wchodzi a kto nie na mecz finałowy”.

Bońkowi odpowiadać nie ma sensu, poza oczywistą uwagą: patologia to twój kumpel kapitan Andrzej Placzyński z SB, który zwalczał Jana Pawła II, z którym robiłeś interesy. Natomiast skoro Listkiewicz ustawia się w roli autorytetu moralnego i nazywa mnie terrorystą (na mecze Lecha chodziłem przez lat 25) to warto by ktoś przypomniał mu, kim jest naprawdę. Tym bardziej, że od jakiegoś czasu Listkiewicz puszcza oko także do obozu rządzącego.

W 2005 r. byłem młodym dziennikarzem i pisałem o tym, jak zrodziły się patologie niszczące polską piłkę, w tym przede wszystkim korupcja. Rozmawiałem wówczas z sędziom Adamem Kotarskim, co w latach 80. jeździł z Listkiewiczem jako liniowy. Kotarski opisał mi wyczyny dzisiejszego autorytetu moralnego:  

„Brał chętnie wszystkie fanty – koszule, pościel, wódkę, szampany. Chciwy na prezenty był strasznie. Pamiętam, jak po meczu w Pabianicach zabrał z rozpędu i swoje, i nasze upominki”.

W tym czasie na stadionach padały hasła „J… PZPN” i „Polscy sędziowie to k… sprzedawczykowie!”, niezwykle trafnie oceniające to, czego byliśmy świadkami. Złodziejskie leśne dziady z PZPN to była betonowa komuna. W ramach tejże komuny największe obrzydzenie budzili nie prymitywni działacze, którzy trzepali kasiorę w owej korupcji, a typy zgrywające w tym środowisku „lepszych”, „inteligentów”, a tkwiące w owej patologii po uszy, jak Listkiewicz, rodem z komunistycznych elit, czy gwiazdor Boniek, w koszulce CCCP, który ze swojej kariery zrobił źródło nieustającego marketingu.

No i na koniec: szukając nowych kolegów na prawicy Listkiewicz myślał, że ma do czynienia z jakimś tam kolejnym PZPR. Podliże się, odchyli jak chorągiewka w odpowiednią stronę, napisze znowu coś przymilnego jak niegdyś o Dzierżyńskim i będzie OK. Otóż to nie w naszym obozie panie Listkiewicz. Wracaj towarzyszu do swoich komuchów, bo siostra babci Wera Kostrzewa w grobie się przewraca.

A na polskich stadionach nigdy żadnej majówki nigdy nie będzie. Będą rządzić fanatycy, a nie przefarbowane na establishment komunistyczne popychadła.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo