Kreml zatonie w niesprzedanej ropie? Wiech dla Niezalezna.pl: Takie embargo cofnie Rosję o dekady

Rosja nie spodziewała się, że sankcje Unii Europejskiej osiągną taki poziom. Te nie dotyczą już tylko węgla, który jest łatwy w składowaniu czy przewożeniu, a uderzają w bardzo wrażliwy punkt na ekonomicznej mapie Rosji. Największy klient energetyczny odmawia kupna ich hitu eksportowego - ocenia w rozmowie z niezalezna.pl ekspert ds. energii Jakub Wiech. Krytykuje jednocześnie brzmienie szóstego pakietu sankcji. - To wkładanie argumentu rosyjskiej propagandzie do ręki - ostrzega.

zdjęcie ilustracyjne / pexels.com/@Nur Andi Ravsanjani Gusma

- Proponujemy całkowity zakaz importu rosyjskiej ropy; w ciągu pół roku zakończymy import ropy naftowej, a produktów rafinowanych do końca roku - mówiła w środę szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Byłby to już szósty pakiet sankcji na Rosję, która ponad dwa miesiące temu ponownie zaatakowała Ukrainę. Eksperci są zgodni, że odcięcie europejskiego rynku od rosyjskiej ropy byłoby dla Rosji najdotkliwszą dotąd sankcją.

- Przede wszystkim należy zauważyć, że proponowane przez Komisję Europejską embargo ma być procesem, nie punktową decyzją. Procesem rozłożonym w czasie, względem możliwości państw członkowskich, które we własnym zakresie będą wprowadzały wstrzymywanie dostaw na przestrzeni najbliższych sześciu miesięcy - podkreśla w rozmowie z niezalezna.pl ekspert ds. energii Jakub Wiech.

Przypomina, że „rynek europejski to pięćdziesiąt procent rosyjskiego eksportu ropy”. - Takiego wolumenu nie da się upchnąć z dnia na dzień - nawet na przestrzeni kilku miesięcy - w inne rynki - ocenia Wiech.

Zaznacza, że Rosja już częściowo przekierowuje surowiec na rynek indyjski czy chiński. - Dostrzeżono w ostatnim czasie duże transakcje z Indiami na dostawy ropy. Całości wolumenu Rosja jednak nie zdoła wypchnąć. Unia Europejska jest głównym odbiorcą rosyjskich paliw. Pytanie, co zrobią Rosjanie z wolumenem, który jest teraz wydobywany, a nie będzie mógł zostać sprzedany - mówi dalej.

Wiech sugeruje na Twitterze, że - by podtrzymać wydobycie - Rosja może spalać ropę bądź ją wylewać.

Pytany, czy to możliwy scenariusz, słyszymy:

„Uważam, że takie rzeczy mogą się wydarzyć. One już były dyskutowane i kto wie, czy nie były realizowane podczas pierwszej fali pandemii w marcu 2020 roku, kiedy również wystąpiły zaburzenia z podażą ropy. Wykorzystywano wówczas tankowce jako tymczasowe magazyny tego surowca, by jakkolwiek go składować. Spalania bądź wylewania ropy wykluczyć nie można, biorąc też pod uwagę, jak Rosja podchodzi do kwestii ochrony środowiska”.

"Niebezpieczne polityczne zagranie"

Wracając do projektu sankcji, przywołujemy doniesienia agencji Reutera, która wskazuje, że „Węgry i Słowacja będą mogły importować rosyjską ropę do końca 2023 roku w ramach istniejących kontraktów”, by - jak czytamy - „uniknąć weta tych dwóch krajów wobec sankcji”.

- To niebezpieczne polityczne zagranie - uważa zastępca redaktora naczelnego Energetyka24.com.

- Tworzy się dysproporcja w Unii Europejskiej. Sam projekt embarga w postaci procesu już jest niebezpieczny, ponieważ tworzy ryzyko nieuczciwej konkurencji między państwami członkowskimi, kunktatorstwa w zakresie odchodzenia od rosyjskiej ropy. Wyłączenie dwóch krajów pokazuje, że rosyjskie stronnictwo w Unii Europejskiej popłaca. To też wkładanie argumentu rosyjskiej propagandzie do ręki - mówi.

„Potrafię wyobrazić sobie sytuację, że Polska i Niemcy odchodzą od rosyjskiej ropy, robią to szybko - co swoją drogą jest możliwe - i przy sezonie wakacyjnym, gdzie ludzie planują podróże samochodem, do mediów dostaje się informacja, że paliwo na Węgrzech czy na Słowacji jest kilkukrotnie tańsze. Natychmiast wzbudzi to negatywną emocję społeczną, poczucie niesprawiedliwości. Nie zapominajmy o tym, jak aktywna jest rosyjska propaganda od 24 lutego i jak duże zamieszanie społeczne może stworzyć, operując informacjami. To bardzo niebezpieczne narzędzie. Broń, która czeka na tego typu amunicję”.

Ropa nie z Rosji, a z Wenezueli i Iranu? "Wybór mniejszego zła"

W rozmowie przywołujemy też fragment najnowszej analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, gdzie czytamy, że „ciągle nie ma decyzji do zniesienia embarga na ropę z Wenezueli i Iranu”. Wiech pytany, czy możliwe jest wznowienie dostaw z tych krajów, odpowiada:

„Wenezuela i Iran cały czas są rozpatrywane jako kraje, które mogą nam bardzo pomóc w tej nowej sytuacji. Trzeba mieć jednak świadomość, że sprowadza się to do wyboru mniejszego zła. Dziś Stanom Zjednoczonym bardziej opłaca się znieść sankcje ciążące na Iranie czy Wenezueli, by osłabić Rosję”.

- Wenezuela ma największe zasoby ropy naftowej na świecie, Iran to także jeden z największych eksporterów tego surowca - tłumaczy i przekonuje, że „odblokowanie potencjału tych państw byłoby niebagatelną pomocą dla wszystkich, którzy odczują wstrzymanie importu rosyjskiej ropy bądź wysoką cenę surowca nierosyjskiego”.

Pytany na koniec, czy projekt embarga na import rosyjskiej ropy oraz widmo odblokowania tego surowca z Wenezueli i Iranu skłoni Kreml do zmiany planów, mówi: „zobaczymy 9 maja” ["Dzień Zwycięstwa"; media przewidują oficjalne wypowiedzenie wojny Ukrainie przez Rosję; więcej TUTAJ].

- Myślę, że może to być punkt przełomowy dla tej wojny - zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie. Rosja nie spodziewała się, że sankcje Unii Europejskiej osiągną taki poziom. Te nie dotyczą już tylko węgla, który jest łatwy w składowaniu czy przewożeniu, a uderzają w bardzo wrażliwy punkt na ekonomicznej mapie Rosji. Największy klient energetyczny odmawia kupna ich hitu eksportowego. Takie embargo może skutkować utratą rosyjskiego potencjału wydobywczego nawet na dekady - konkluduje.

 


Źródło: niezalezna.pl, Polski Instytut Ekonomiczny, Twitter

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo