​Ubój rytualny – powracający konflikt

  

Aktualny konflikt o ubój rytualny nie jest w dziejach Polski niczym nowym. W II RP w latach 30. dyskusja o tym, jak powinny wyglądać relacje między zwyczajami mniejszości narodowych a prawem, oraz która z metod uboju jest bardziej humanitarna, także okazała się bardzo gorącym tematem politycznym.
 
W „Naszym Przeglądzie", największym piśmie żydowskim (syjonistycznym) wydawanym w języku polskim, 29 lutego 1936 r. można było przeczytać: „Nagle sprawa żydowska stała się »ostatnim krzykiem« mody politycznej, ostatnim słowem snobizmu towarzyskiego. Na herbatkach i kawkach, w salonach i palarniach, w autobusach i przedziałach kolejowych – o niczym innym się nie mówi, jak tylko o uboju rytualnym. Wstęp do flirtu, który dawniej startował od pytania: »Czy pani czytała Prousta« – dziś inauguruje się kwestią kokieteryjną: »Czy jest pani za sposobem rytualnym, czy też z uprzednim ogłuszeniem?«".
 
Ubój rytualny, zwany również szechitą (hebr. szechitah – od słowa szachat – ubić, stąd szochet – rzeźnik rytualny, rzezak) polegał na poderżnięciu gardła przytomnego zwierzęcia jednym szybkim cięciem za pomocą ostrego, idealnie gładkiego noża. Przed ubojem wygłaszano benedykcję: „Pochwalonyś Wiekuisty Boże, nasz Królu świata, który nas przepisami Twymi uświęciłeś i przykazałeś nam, jak dokonywać uboju".
 
Religia, humanitaryzm, gospodarka
 
Żydzi uważali swoją metodę za najbardziej humanitarną, wynikającą z ich religii. Polacy odwrotnie: za barbarzyństwo i zabobon, wykonywany do tego w brudnych rzeźniach. Gedalja Rozenman, rabin Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Białymstoku, opisywał wizytę komisji państwowej w jednej z rzeźni: „Systemem rytualnym zarżnięto 37 sztuk bydła. Od chwili dokonanego uboju przez rzezaka do momentu, kiedy zwierzę przestało dawać znaki życia, upłynęło od 34 sekund do 2 minut i 40 sekund. Krew spływała w tempie bardzo szybkim i była koloru jasnoczerwonego. Systemem rewolweru dokonano uboju czterech sztuk bydła. Proces konania zwierzęcia trwał od 2 minut 40 sekund do 7 minut. Upływ krwi następował w tempie powolnym i krew była koloru fioletowo-czerwonego. Systemem ogłuszania zwierzęcia przy pomocy prądu elektrycznego [...] dokonano uboju 6 sztuk bydła i większej ilości świń. Proces agonii zwierząt trwał od 3 do 8 minut. Jedna świnia po ogłuszeniu przy pomocy prądu zerwała się z miejsca i w ciągu dłuższego czasu z okropnym rykiem biegała po wielkiej hali rzeźni. Procedura nakładania hełmu metalowego i drutów elektrycznych trwa bardzo długo i wywiera okropne wrażenie".
 
W kwestii humanitarności uboju, a zarazem zasad higieniczno-sanitarnych podzieleni byli też naukowcy. Prof. Petheo (Frankfurt): „Rozmaite ruchy, które dają się spostrzegać po cięciu rytualnem, są bez wątpienia czysto odruchowego pochodzenia, które tylko laik może uważać za wyraz bólu". Piotr Emil Raux, dyrektor Instytutu Pasteura w Paryżu: „Pragnąłbym umrzeć tak lekką śmiercią jak zwierzęta zabijane metodą rytuału żydowskiego".
 
Z kolei ks. prof. Stanisław Trzeciak (rektor kościoła św. Jacka przy ul. Freta w Warszawie, znawca Biblii i Talmudu), powołany przez Sejm na rzeczoznawcę w sprawie szechity, pisał: „Wszyscy Polacy pracują na Żydów za ich barbarzyńskie znęcanie się nad zwierzętami przy uboju rytualnym. Pracuje rolnik, pobierając niskie ceny za bydło i pracuje każdy konsument mięsa, płacąc zawyżone stawki. Przy pomocy uboju rytualnego Żydzi wyciągają ze społeczeństwa polskiego około pół miliarda zł. rocznie przez zmonopolizowanie handlu mięsem, bydłem, skórami, wyprawą skór i odpadkami rzeźnianymi".
 
Katolicka Agencja Prasowa 4 marca 1936 r. podała: „W kwestji zniesienia barbarzyńskiego uboju wcale nie chodzi o względy religijne. Chodzi o to, by nie znęcano się nad niewinnemi zwierzętami, a także o zwolnienie producentów i konsumentów chrześcijan z obowiązkowego haraczu, jaki muszą składać na rzecz rzezaków, rabinów i kahałów żydowskich".
 
Komentarz „Naszego Przeglądu": „KAP jako agencja religijna powinna wiedzieć o tem, co jest nakazem danej religji, decydują tylko duchowni odnośnego wyznania. Nazywanie więc »barbarzyństwem» tego, co ogół rabinów uważa za świętość, jest nie tylko wtrącaniem się do cudzej religji, ale i posługiwaniem się stylem bezbożników".
 
Podział w sprawie szechity był jasny: z jednej strony endecja, sanacja i PPS, z drugiej wszyscy Żydzi: od ortodoksyjnej Agudy, przez syjonistów, fołkistów (ludowców), po socjalistyczny Bund. Referat Spraw Mniejszościowych w MSZ-ecie informował: „Chociaż Bund potępia ubój rytualny jak wszelkie inne zabobony religijne, to jednak widzi w nim dalszy krok ku eksterminacji gospodarczej w stosunku do Żydów".
 
Piechota i kawaleria
 
Największa batalia rozegrała się w Sejmie IV kadencji. „Który z Panów [posłów] zgodziłby się iść pod nóż operacyjny bez narkozy?" – pytała autorka ustawy posłanka Janina Prystorowa (w 1908 r. uczestniczka słynnej akcji PPS pod Bezdanami, w II RP działaczka samorządowa, żona byłego premiera Aleksandra Prystora). „Ubój rytualny jest przeciwny mojej religii, godności narodu, etyce, kulturze i kieszeni. To jest walka o rynek mięsny, o miliardowe jego obroty i ogromne dochody, walka o moralne i materialne podstawy istnienia chasydów. Przeprowadzenie ustawy staje się sprawą prestiżową dla 30 milionów ludności polskiej".
 
Rabin Ozjasz Thon na łamach innego żydowskiego dziennika syjonistycznego, wydawanego w języku jidysz „Hajnt" („Dzisiaj") pisał: „Z ogłuszającą zaciętością zabrała się posłanka Prystorowa do ubicia uboju rytualnego. […] Po drodze do miłosierdzia nad biednym stworzeniem Bożym, nad wołem i cielakiem zatrzymuje się Żyd, któremu można przy tej sposobności dać szturchańca".
 
Jan Hoppe, poseł kilkuosobowej grupy „Jutro Pracy" (inicjatora zakazu szechity), tak charakteryzował Prystorową: „Na pewno nie rasistka i nie antysemitka. Wystąpiła w tej sprawie raczej jako orędowniczka bezspornej konieczności opieki nad zwierzętami. Stosowane sposoby uboju były jej, i nie tylko jej zdaniem, okrutne". Potem Hoppe oceniał swojego klubowego kolegę Juliusza Dudzińskiego, referenta ustawy: „Był to stateczny ojciec rodziny, a w stosunkach z ludźmi człowiek łagodny i dobry. Nie palił i zupełnie nie pił. Nie lubił ordynarnych słów i manier. Nie lubił i nigdy nie opowiadał sprośnych kawałów. […] Ale w przedwojennej Polsce trudno było poruszać jakkolwiek sprawę dotyczącą środowiska żydowskiego bez narażenia się na wielki atak prowadzony pod znakiem obrony uciśnionego narodu. W stosunkowo niewielkiej sprawie posypały się wielkie słowa. W jak najlepszych intencjach zrodzony projekt zacnej kobiety urósł do miary aktu krzywdy i prześladowania Żydów".
 
Juliusz Dudziński mówił w Sejmie: „W Polsce czujecie się zbyt pewnie, bo w Polsce Wam może ujść ten krzyk bezkarnie. Dlatego że w sercu naszym nie było nigdy nienawiści, potrafiliście opanować gospodarczo cały kraj, i cały naród, i całe nasze Państwo. I właśnie ten piękny rycerski naród był przedmiotem Waszego wyzysku. Zawsze zgarnialiście śmietankę, zostawiając narodowi polskiemu serwatkę".
 
Poseł piłsudczyk Bogusław Miedziński skrytykował posła Dudzińskiego: „Okazał się typowym oficerem kawalerii, który jak dostał rozkaz szarży, czy też sam zarządził szarżę swego oddziału, to nie wolno dobremu oficerowi kawalerii mieć żadnych wątpliwości, musi on iść naprzód. Jest to cenna decydująca zaleta kawalerzysty, może jednak jest mniej cenna dla parlamentarzysty". Miedziński opowiedział się za łagodniejszą rządową wersją ustawy (zamiast zakazu – ograniczenie uboju), gdyż: „minister [rolnictwa i reform rolnych] Poniatowski jest z piechoty, ja też. Mamy inną taktykę, idziemy miarowo, oglądamy się ciągle na boki i patrzymy naprzód; dochodzimy do swoich celów znacznie spokojniej".
 
Dudziński odpowiadał Miedzińskiemu: „Zarówno piechota, jak artyleria, jak i kawaleria rozglądają się wtedy, kiedy prowadzą wywiad, ale kiedy idą do ataku, to ogląda się tylko straż tylna. Gdyby piechota w ataku zaczęła się zanadto rozglądać, to nieprzyjaciel zająłby jej pozycje. Gospodarka polska jest niezreformowana, bo stosuje się taktykę piechoty. Za mało idziemy naprzód i dlatego pozostajemy w tyle od innych narodów".
 
Żydowski poseł Lejb Mincberg: „Celem całej kampanii jest i było obrzydzenie i zohydzenie żydostwa, dążenie do zepchnięcia nas do roli pariasów. Wszystko jedno, czy sposobem artylerii, czy piechoty, bo i artyleria i piechota zdążają do jednego i tego samego celu".
 
Dwa podejścia
 
Ostatecznie 20 marca 1936 r. Sejm uchwalił projekt ustawy o ograniczeniu uboju rytualnego z poprawkami rządu. Palestyński „Doar Hayom" pisał: „Ostre protesty posłów żydowskich, popieranych przez posłów ukraińskich nie odniosły żadnego skutku. Miliony Żydów polskich spędzających wczorajszy dzień na modlitwach i poście, przyjęły wiadomość o uchwaleniu zakazu z wielkim rozgoryczeniem i rozpaczą. W dzielnicach żydowskich Warszawy i innych miast polskich Żydzi protestowali przez zamknięcie swych sklepów".
 
Ustawę rozpatrywał 27 marca 1936 r. Senat. Żydowski senator, warszawski rabin Jakub Trockenheim: „Czy Konstytucja obowiązuje tylko tam, gdzie ludność żydowska wynosi 3 proc. [w tych miastach ubój miał być całkowicie zakazany]? Czy Konstytucja uzależnia swobodę wykonywania przepisów religijnych od ilości obywateli?".
 
Wtórował mu senator rabin Mojżesz Schorr: „Nie szło i nie chodzi wcale o »religijny idealizm«, ani o humanitaryzm, ani o »zachwianie stanowiska Polski w rodzinie cywilizowanych narodów«. Rzecz idzie o pozbawienie dziesiątków tysięcy rodzin możności zarobkowania, o wyrzucenie ich z pewnej gałęzi ekonomicznej".
 
Jeszcze tego samego 27 marca 1936 r. Senat uchwalił projekt w brzmieniu sejmowym. Ustawa wchodziła w życie z dniem 1 stycznia 1937 r. Tam, gdzie ludności żydowskiej było więcej niż 3 proc., władze wojewódzkie ustalały kontyngenty mięsa koszernego tak, aby chrześcijanie nie musieli już kupować mięsa z uboju rytualnego. Żydzi mogli handlować swoim mięsem tylko w wydzielonych sklepach.
 
Ustawa ubojowa nie przeszła jednak całej ścieżki legislacyjnej. Planowana na jesień 1938 r. dyskusja w Senacie nie odbyła się z powodu rozwiązania parlamentu. Potem wybuchła wojna…
 

Tadeusz Płużański, publicysta, szef działu Opinie „Super Expressu", autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie", „Bestie 2" i „Oprawcy.
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl