TYLKO U NAS! Fragmenty, skrawki, wycinki... Jak pracownicy IPN kleją historię, aby osądzić agentów

Benedyktyńska praca archiwistów i prokuratorów katowickiego IPN, któremu jako jedynemu w Polsce, udało się przejąć z delegatury UOP, 267 worów ewakuacyjnych ze zniszczonymi aktami, doprowadziła do ujawnienia faktów o agenturze, inwigilacji księży, kłamstwach lustracyjnych, czy nawet historii AK. Najbardziej spektakularna jest historia Włodzimierza Kulisza, byłego prezydenta Siemianowic Śląskich, któremu dzięki "dokumentom odzyskanym" udowodniono współpracę z SB (pseudonim "Karbon").

Agnieszka Kołodziejczyk

Zniszczone dokumenty zyskują nowe życie

Archiwum katowickie Instytutu Pamięci Narodowej jest drugim, po warszawskim, pod względem wielkości, zawiera – ponad 12 tys. m.b. jednostek archiwalnych. Wyjątkowy w skali całego kraju jest zasób powstający z odzyskanych materiałów, które na przełomie 1989 i 1990 r. zaczęto niszczyć.

Dokładna skala zniszczeń w całej Polsce nie jest znana, ale dane Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Poznaniu mówią o 1,5 tony zmielonych dokumentów i 16 tonach zniszczonych przez służby.

Udało się odzyskać tylko część materiałów, w Katowicach, Białymstoku, Gdańsku i Szczecinie. Np. Oddziałowe Archiwum IPN w Katowicach, jako jedyne w kraju, przejęło w 2001 r. od delegatury Urzędu Ochrony Państwa 267 worów ewakuacyjnych ze zniszczonymi aktami (ok. 120 litrów każdy). Zawartość worów stanowiły akta o różnym stopniu zniszczenia: od całych kart, wyrwanych z okładek i przemieszanych ze sobą, przez karty podarte na kilkanaście kawałków, aż po ścinki wyjęte z niszczarek. 

Z doświadczeń Polaków korzystają inne kraje postkomunistyczne

Dr Renata Dziechciarz, naczelnik pionu archiwalnego IPN w Katowicach, w trakcie konferencji prasowej poświęconej pokazaniu osiągnięć archiwistów: – Rzeczywistość okazuje się ciekawsza i bogatsza (i niewiele mniej sensacyjna) niż fabuła filmu „Psy”: dokumenty w ostatniej wręcz chwili uniknęły zniszczenia, odzyskują życie w rękach archiwistów i, co więcej, służą historykom do odtwarzania przeszłości, a prokuratorom z Biura Lustracyjnego – do jej porządkowania w prowadzonych procesach.

Przypomnijmy: w 2006 r. pracownicy IPN rozpoczynają systematyczną pracę nad odzyskiwaniem materiałów archiwalnych. Udaje się uporządkować i skleić 19 tys. jednostek archiwalnych spraw operacyjnych i obiektowych, 1 tys. jednostek archiwalnych spraw administracyjnych. Łącznie to 125 metrów bieżących akt. (Uporządkowano też i sklejono 170 metrów bieżących kart ewidencyjnych). Zrekonstruowane materiały bezpośrednio po zakończeniu działań konserwatorskich są włączane do zasobu i udostępniane czytelnikom. (Z doświadczeń Polaków korzystają inne kraje postkomunistyczne, m.in. naukowcy z Instytutu Gaucka w Niemczech, bowiem w NRD Stasi także niszczyło niewygodne dla siebie dokumenty).

Historia "odzyskana" w Katowicach

Dotyczy okresu powojennego (sprawy prowadzone przeciwko członkom Armii Krajowej, Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Narodowych Sił Zbrojnych) oraz lat 70. i 80. (NSZZ „Solidarność”, akta osób internowanych). Sporo jest materiałów na temat agentury, kontroli zakładów przemysłowych, fotografii wykonanych osobom śledzonym przez funkcjonariuszy SB, broszur, ulotek czy publikacji MSW. Wśród odzyskanych materiałów operacyjnych znalazło się też ponad tysiąc Teczek Ewidencji Operacyjnej na Księdza (tzw. TEOK).

"Niewątpliwie najbardziej spektakularną sprawą katowickiego Oddziałowego Biura Lustracyjnego, opartą na dokumentach z makulatury była lustracja Włodzimierza Kulisza"

- mówi nam prokurator Andrzej Majcher, naczelnik OBL w Katowicach.

- Obecnie pan Kulisz podlegał lustracji jako członek rady nadzorczej, natomiast w przeszłości łącznie przez 8 lat pełnił funkcje wiceprezydenta i prezydenta Siemianowic Śląskich. W jego sprawie prawomocne orzeczenie uznające, że złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, zapadło w marcu 2018 roku. W odniesieniu do jego akt jako tajnego współpracownika o pseudonimie "Karbon" zachowały się protokoły komisyjnego zniszczenia dokumentów, natomiast z worów ewakuacyjnych archiwiści odzyskali fragmenty akt, m.in. część potarganego ręcznie - kilkustronicowego kwestionariusza.  Nie było dokumentów pisanych odręcznie przez pana Kulisza, ale zeznania funkcjonariusza SB doskonale uzupełniały się z fragmentarycznie zachowanym kwestionariuszem i to wystarczyło do przekonania sądu.

Epilog tej sprawy był taki, że dwa lata później, w innym worze ewakuacyjnym, odnaleziono brakującą resztę kwestionariusza - obecnie jest on kompletny, pięknie złożony i sklejony. A co najciekawsze: odnaleziono także odręcznie napisane przez Włodzimierza Kulisza zobowiązanie do współpracy ze służbą bezpieczeństwa.

- Jakie już zamknięte sprawy udało się z powrotem odtworzyć i które zakończyły się skazaniem sprawców? - pytamy.

"Jeśli chodzi o sprawy zakończone, co do których odnaleziono nowe dokumenty, w kilku wypadkach trwają analizy i czynności sprawdzające - nowe możliwości dowodowe, ale o sprawach toczących się nie udzielamy informacji. Mogę powiedzieć, że informacje o nowych dokumentach w jednej ze spraw przekazano do OBL w Krakowie i tam miało zostać podjęte postępowanie w sprawie wcześniej zakończonej zarządzeniem. Są to jednak informacje z ostatniego okresu i nie pozwalają - na razie - na przesądzanie o efektach końcowych. Z kolei w jednej z naszych spraw zakończonych przed sądem uniewinnieniem odnaleziono fragmenty dokumentów, ale zbyt słabe, aby występować o wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania. Cały czas monitorujemy kolejne odzyskiwane przez archiwistów dokumenty i liczymy, że znajdzie się jeszcze niejeden ciekawy i przydatny dla naszych spraw, być może także w tej sprawie sądowej"

-  podkreśla w rozmowie z nami prokurator Majcher.

Benedyktyńska praca

"Te podniszczone dokumenty wyglądają jak puzzle, które trzeba złożyć, aby opowiedzieć pewną historię"

– mówił podczas konferencji podsumowującej prace katowickiego Archiwum IPN - dr Karol Nawrocki, prezes IPN. – To unikatowy projekt, wyjątkowy w skali całego kraju. 

Jak dodał, praca historyków i archiwistów wymaga głębokiej skrupulatności i cierpliwości. To benedyktyńska robota. Klasyfikuje się i dopasowuje do siebie podobne elementy (bierze pod uwagę brzegi karty, grubość, fakturę, kolor, rodzaj arkuszy). Dokumenty są składane ręcznie i w sposób cyfrowy.

"W ciągu kolejnych 15 lat odnajdziemy nowe historie. Z wielką niecierpliwością czekamy na dalsze sukcesy naszych archiwistów"

– podkreślił dr Karol Nawrocki.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#Instytut Pamięci Narodowej

Agnieszka Kołodziejczyk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo