Etyk dla Niezalezna.pl o wojnie na Ukrainie, herezji „ruskiego miru” oraz bluźnierstwach Cyryla

W rozmowie z naszym portalem ks. prof. Andrzej Kobyliński – kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie - wskazał na bluźnierstwa Patriarchy Cyryla i Władimira Putina usprawiedliwiających zbrodniczą wojnę na Ukrainie przy pomocy Boga i Ewangelii. Ksiądz profesor zauważył również, że nie tylko Rosyjska Cerkiew Prawosławna poparła inwazję na Ukrainę. Uczynili tak bowiem również rosyjscy muzułmanie.

TV Republika

Już od ponad 50 dni trwa wojna rosyjsko-ukraińska. Patriarcha moskiewski Cyryl nazwał ją „świętą wojną”, prowadzoną przeciw materializmowi i „wolności”, której symbolem są parady gejowskie. Jak ksiądz profesor odniósłby się do tych słów?

Oczywiście nie zgadzam się z patriarchą Cyrylem. Jego poparcie dla mordowania niewinnych ludzi jest bluźnierstwem. Nie wolno wykorzystywać Boga i religii do usprawiedliwienia wojny, zbrodni i przemocy.

Jawnym bluźnierstwem były także słowa wypowiedziane przez prezydenta Federacji Rosyjskiej 18 marca 2022 roku na moskiewskim stadionie Łużniki, gdzie zorganizowano wiec-koncert z okazji ósmej rocznicy aneksji Krymu i Sewastopola.

W swoim przemówieniu Władimir Putin przekonywał, że głównym powodem tak zwanej „specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie jest „ludobójstwo”, którego Ukraińcy mieli się rzekomo dopuścić na prorosyjskich mieszkańcach Donbasu.

„Nasi chłopcy – twierdził rosyjski przywódca – walczą ramię w ramię. Pomagają sobie i wspierają się nawzajem, a w razie potrzeby osłaniają się ciałem przed kulami na polu walki. Dawno nie było takiej jedności”. W celu religijnego wzmocnienia tych słów Putin zacytował wypowiedź Jezusa Chrystusa z Ewangelii według św. Jana: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). To bluźnierstwo!

W jaki sposób można wytłumaczyć poparcie liderów rosyjskiego prawosławia dla obecnej wojny?

Niestety, Rosyjska Cerkiew Prawosławna jest całkowicie podporządkowana Kremlowi. Władze Federacji Rosyjskiej wykorzystują więc religię do uzasadnienia swoich działań politycznych i militarnych.

Niezwykle ważnym elementem doktrynalnym, który utorował drogę dla obecnego stanowiska Patriarchatu Moskiewskiego w sprawie wojny w Ukrainie, jest koncepcja „ruskiego miru”, czyli „rosyjskiego świata”. To błąd religijny, herezja potępiona przez wiele środowisk prawosławnych funkcjonujących poza granicami Rosji.

Co stanowi istotę tej herezji?

Zwolennicy „ruskiego miru” twierdzą, że wszyscy ludzie mieszkający w różnych krajach, ale religijnie należący do Patriarchatu Moskiewskiego Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, tworzą jeden wielki naród rosyjski.

„Rosyjski świat” obejmuje swoim zasięgiem nie tylko mieszkańców Federacji Rosyjskiej, ale również tych Białorusinów czy Ukraińców, którzy jako wyznawcy prawosławia podlegają jurysdykcji Patriarchatu Moskiewskiego.

„Ruski mir” stanowi kontynuację idei „Świętej Rusi” oraz Moskwy postrzeganej jako „Trzeci Rzym”. Koncepcje „Świętej Rusi” i „Trzeciego Rzymu” miały w przeszłości charakter religijny i polityczny, ponieważ były oficjalną ideologią uzasadniającą ekspansywną politykę Księstwa Moskiewskiego, a następnie Cesarstwa Rosyjskiego. „Ruski mir” jest często przedstawiany jako rosyjski projekt cywilizacyjny, a sama Rosja jako centrum cywilizacji prawosławnej.

A jak z perspektywy katolickiej można określić obecną wojnę na Ukrainie prowadzoną w imię tegoż „ruskiego miru”?

Agresorem w tej wojnie jest Rosja. Należy stanowczo potępić tę agresję. Z kolei Ukraina prowadzi wojnę obronną. Ukraińcy powinni otrzymać odpowiednią broń, żeby mogli odeprzeć rosyjską inwazję.

I tu dodam, że wszyscy ludzie rodzą się równi i wolni. Każdemu człowiekowi przysługuje takie samo prawo do życia, które nakłada na wszystkich innych ludzi obowiązek uszanowania tego życia. Moralnie zakazany jest każdy akt człowieka zmierzający bezpośrednio do zniszczenia nie tylko własnego, ale także cudzego życia. Zakaz „nie zabijaj innego człowieka” stanowi nakaz prawa naturalnego i wchodzi w strukturę obiektywnego i niezmiennego świata wartości.

Można jednak zabić człowieka w obronie własnej.

Dopuszczalność zabicia człowieka w obronie własnej dotyczy między innymi właśnie wojny obronnej. Intuicyjnie żywimy przeświadczenie, że taka dopuszczalność jest moralnie słuszna. Św. Tomasz z Akwinu był pierwszym myślicielem chrześcijańskim, który zajął się tym zagadnieniem w sposób systematyczny, stosując tak zwaną zasadę podwójnego skutku. Zgodnie z nią czynna samoobrona nie obarcza osoby działającej moralną winą morderstwa. Jest tak dlatego, że w akcie obrony własnego życia powodowane są dwa skutki: jeden z nich – śmierć, występuje „poza intencją” osoby działającej, podczas gdy przedmiotem zamierzenia jest drugi skutek, czyli zachowanie własnego życia.

A ponieważ nie ma obowiązku poświęcenia własnego życia na rzecz życia bliźniego, wszystkie zaś prawa pozwalają odeprzeć siłę przy pomocy siły, w sytuacji ostatecznej konieczności można zastosować środek obrony pociągający za sobą nawet śmierć napastnika. Oczywiście każdemu człowiekowi – tak napadniętemu, jak i agresorowi - przysługuje prawo do życia z tytułu jego moralnej wartości. Jednakże zasada aksjologicznej równości wszystkich ludzi domaga się, aby równość ta była zachowana także w sytuacji aktualnej agresji. I w tej sytuacji przestaje obowiązywać prawo uszanowania życia drugiego człowieka. 

Dlaczego?

Gdyby także w sytuacji agresji obowiązywał nakaz uszanowania życia drugiego człowieka, to wówczas moralna pozycja agresora byłaby lepsza od pozycji osoby napadniętej i broniącej siebie lub swojej Ojczyzny. Dlatego elementarna racja równości domaga się tego, aby moralną wartość życia agresora i wyrastające z niej prawo miały taki obiektywny status normatywny, który by zacieśnił ich ważność i moc imperatywną, stawiając sytuację agresji poza ich granicami.

Zachowują one zatem swój obiektywny i nienaruszony stan aksjologiczny do linii, poza którą zaczyna się agresja. Toteż wszystkie działania bezpośrednio godzące w życie człowieka poza agresją są moralnie złe i zakazane. W akcie agresji natomiast chociażby były równie bezpośrednio zabójcze, nie są jednak moralnie złe. Należy podkreślić, że wolno zabić człowieka także w obronie cudzego życia, wolności czy niepodległości.

W tym kontekście pojawia się koncepcja wojny sprawiedliwej. Jak ją rozumieć?

Od wielu wieków etyka chrześcijańska posługuje się kategorią wojny sprawiedliwej. Myśl chrześcijańska odrzuca skrajną postawę pacyfistyczną i obronę pokoju za wszelką cenę. Nie ma pokoju bez poszanowania godności osoby i jej podstawowych praw.

Pokój to owoc sprawiedliwości i spokój porządku. Z jednej strony, z powodu dramatycznych konsekwencji każdej wojny, należy dążyć do pokoju. Istnieje nawet moralny obowiązek działania na rzecz unikania wojen, dotyczący każdego obywatela i wszystkich rządzących. Jednak z drugiej strony tak długo jak będzie istniało niebezpieczeństwo wojny, nie można odmawiać państwom prawa do koniecznej obrony, jeśli tylko wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań.

W tym kontekście przywołuje się teorię wojny sprawiedliwej. Zawiera ona cztery dokładne warunki usprawiedliwiające obronę z użyciem siły militarnej: 1) Szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie musi być długotrwała, poważna i niezaprzeczalna; 2) Wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się nierealne lub nieskuteczne; 3) Muszą być uzasadnione warunki powodzenia użycia siły militarnej; 4) Użycie broni nie może pociągać za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć.

Czy teoria wojny sprawiedliwej jest wciąż aktualna?

Zdecydowanie tak. Wypracowaniem aktualnych kryteriów wojny sprawiedliwej obecnie zajmuje się w świecie bardzo wielu filozofów, myślicieli, intelektualistów, którzy tworzą współczesne kodeksy etyczne dotyczące działań wojennych.

Należy podkreślić, że pojęcie wojny sprawiedliwej daje jedynie pewne ramy myślowe, wewnątrz których mężowie stanu, kierując się roztropnością, podejmują konkretne rozwiązania.

Teoria wojny sprawiedliwej została sformułowana przez rzymskiego myśliciela Cycerona w I wieku przed Chrystusem. Na gruncie chrześcijańskim rozwinął tę koncepcję św. Augustyn w V wieku po Chrystusie w kontekście najazdu Wandalów na Cesarstwo Rzymskie.

Warto zauważyć, że w klasycznej teorii wojny powodem ją usprawiedliwiającym były następujące czynniki: odpowiedź na agresję; odzyskanie czegoś, co zostało odebrane w sposób bezprawny; ukaranie zła.

Współcześnie istnieje tendencja do ograniczania uzasadnionych powodów wojny do odpowiedzi na agresję. Często mówi się także o kategorii wojny prewencyjnej. Istnieją również militarne interwencje humanitarne, których celem jest zahamowanie ludobójstwa.

Czy obecnie Kościół katolicki akceptuje teorię wojny sprawiedliwej?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony doktryna wojny sprawiedliwej jest bardzo precyzyjnie opisana w obowiązującym obecnie Katechizmie Kościoła Katolickiego.

Z drugiej strony w październiku 2020 roku papież Franciszek opublikował encyklikę „Fratelli tutti (Wszyscy bracia)”, w której twierdzi, że nie istnieje wojna sprawiedliwa.

Zwolennicy stanowiska papieża Franciszka uważają przy tym, że nie zmienił on nauczania na temat wojny sprawiedliwej, tylko je uzupełnił, idąc drogą wyznaczoną przez swych poprzedników.

Zdaniem przeciwników wojny sprawiedliwej bardzo trudno jest dzisiaj utrzymać racjonalne kryteria, które wypracowano w poprzednich wiekach po to, aby mówić o możliwości takiej wojny. Zmieniły się bowiem technologie, które zwielokrotniły niszczycielską siłę broni. Negujący możliwość wojny sprawiedliwej twierdzą też, iż nauczanie o wojnie sprawiedliwej dało się obronić jeszcze do I wojny światowej. Kiedy jednak w użyciu znalazła się broń chemiczna i biologiczna oraz bomba atomowa, niemożliwym stało się rozróżnienie między tymi, którzy walczą a ludnością cywilną.

Siła rażenia broni stała się też nieproporcjonalnie wysoka. Obrońcy papieża Franciszka twierdzą więc, że radykalna zmiany siły stosowanej dzisiaj broni obaliła dotychczasowe kryteria wojny sprawiedliwej, bazujące głównie na zasadzie proporcjonalności. 

Żołnierze Federacji Rosyjskiej na Ukrainie niszczą cywilne budynki, zabijają i torturują kobiety oraz dzieci, rabują i wysyłają ukradzione rzeczy do kraju. Nasuwa się pytanie: dlaczego tak się zachowują? Dlaczego łamią tyle przykazań Bożych? Czy jakąś rolę odgrywa tu fakt, że podobno znaczna część z nich to są niechrześcijanie z Dalekiego Wschodu, a więc zapewne buddyści lub muzułmanie?

Na wojnie odzywają się najgorsze instynkty mieszkające w głębi człowieka. Nie sądzę, że można stopniować barbarzyństwo wojsk rosyjskich, odwołując się do przekonań religijnych żołnierzy.

Podejrzewam, że w znakomitej większości są oni de facto ateistami lub agnostykami. W XX wieku w Rosji walka komunistów z religią doprowadziła do prawdziwej pustyni duchowej. Owszem, większość mieszkańców współczesnej Rosji uważa się za wyznawców prawosławia, ale bardzo często tego rodzaju deklaracja ma niewiele wspólnego z autentycznym praktykowaniem wyznawanej religii.

Warto w tym miejscu dodać, że inwazję Rosji na Ukrainę poparł nie tylko Patriarchat Moskiewski, ale także przywódcy islamu. 17 marca 2022 roku bowiem duchowi przywódcy muzułmanów z Północnego Kaukazu, Tatarstanu, obwodu saratowskiego i Krymu w pełni poparli rosyjski najazd na Ukrainę.

„My, przedstawiciele głównych religijnych organizacji muzułmańskich Rosji, chcemy wyrazić swe poparcie dla kierownictwa naszego kraju i w pełni uznajemy rosyjską doktryną wojskową jako obronną” – stwierdza oświadczenie ogłoszone 17 marca 2022 roku po spotkaniu liderów islamskich w Północnej Osetii.

Ich zdaniem, rosyjska operacja zbrojna w Ukrainie podjęta w celu zmuszenia agresora do pokoju jest wymuszonym środkiem obronnym i zapobiegawczym użytym po to, aby chronić Rosję i wszystkich jej obywateli przed rzeczywistą groźbą użycia broni jądrowej i biologicznej przez wojska NATO.

Jaka odpowiedzialność moralna ciąży na dowódcach rosyjskich, którzy rozkazują niszczyć Ukrainę i zabijać jej mieszkańców, a przynajmniej na to przyzwalają? Większa niż na zwykłych żołnierzach?

Zdecydowanie tak! Głównymi winowajcami są ci politycy i wojskowi, którzy tę wojnę wywołali. Natomiast najmniejsza odpowiedzialność moralna spoczywa na żołnierzach poborowych.

W Rosji istnieje obowiązkowa służba wojskowa. Część wojsk rosyjskich, które zaatakowały Ukrainę, stanowią bardzo młodzi mężczyźni, którzy zostali wcieleni do wojska w ramach tej właśnie obowiązkowej służby wojskowej.

Warto też pamiętać o wielkiej odpowiedzialności tych środowisk politycznych, naukowych i medialnych, które w Rosji odpowiadają za propagandę i manipulację. Działalność tych kręgów na przestrzeni wielu dziesięcioleci doprowadziła do tego, że ponad 80 proc. mieszkańców Rosji popiera obecną wojnę!

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Eryk Łażewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo