Świadectwo rosyjskich zbrodni wojennych

Ludzie podbiegali do mnie i pytali, kiedy zacznę zabierać zwłoki. Kateryna – radna i ratowniczka z Mariupola, której udało się wydostać z oblężonego miasta – opowiada o rosyjskich zbrodniach wojennych przeciwko ludności cywilnej. Swoje przejmujące świadectwo przekazała Centrum Lemkina, prowadzonemu przez Instytut Pileckiego.

arch. www.instytutpileckiego.pl

Kateryna przebywała w oblężonym przez wojska rosyjskie Mariupolu do 17 marca. Uczestniczyła w akcjach ratowniczych, udzielała pierwszej pomocy i transportowała rannych do miejscowych szpitali. Jako naoczny świadek rosyjskich zbrodni i cierpienia mieszkańców miasta złożyła relację w Centrum Lemkina. Bardzo chciałaby, aby jej głos został usłyszany na świecie.

W reakcji na rosyjską inwazję na Ukrainę Instytut Pileckiego powołał Centrum Dokumentowania Zbrodni Rosyjskich w Ukrainie im. Rafała Lemkina. Zadaniem jednostki jest zbieranie świadectw Ukraińców w celu stworzenia archiwum służącego naukowcom i dziennikarzom. Centrum Lemkina działa od 26 lutego 2022 i współpracuje już z 60 wolontariuszami, którzy zbierają relacje ukraińskich uchodźców w różnych miejscach Polski.

W odróżnieniu od sędziów i prokuratorów gromadzimy relacje w celach naukowych i popularyzatorskich. Wojna w Czeczeni była również straszna, ale niestety została zapomniana. Zadaniem świata akademickiego jest udokumentować inwazję Rosji w Ukrainie i w ten sposób zakorzenić ją w pamięci zbiorowej. W trosce o bezpieczeństwo osób, które mają odwagę zgłosić się do Centrum Lemkina, nie ujawniamy ich tożsamości i na tym etapie nie udostępniamy treści relacji. W odpowiedzi na wyraźne żądanie pani Kateryny, publikujemy jej świadectwo, aby świat już teraz poznał skalę zbrodni popełnianych przez Rosję.

 tłumaczy prof. Magdalena Gawin, dyrektor Instytutu Pileckiego. 

Fragment świadectwa pani Kateryny:

W drugim tygodniu blokady Mariupola, na ulicach zaczęły się pojawiać ciała ludzi, którzy zginęli od odłamków i kul. Bardzo wielu ludzi, zwłaszcza starszych, zmarłych z głodu lub z wychłodzenia. Ich zwłok nie miał już kto zabrać. Mieszkańcy mojego rejonu często wzywali mnie do udzielenia pierwszej pomocy medycznej, jeździłam do nich samochodem lub szłam pieszo. Często, kiedy już udzielałam rannym pomocy, ludzie podbiegali do mnie i pytali, kiedy zacznę zabierać zwłoki, dlaczego nie zabieram zmarłych, kto ma to robić. Dla ludzi była to bardzo trudna psychologicznie sytuacja. Było dla nich szokiem, że na ulicach leżą martwi i nikt ich nie usuwa.

[…]

Akurat odwoziłam z mariupolskiego szpitala obwodowego do domu rannego. Koło świetlicy zauważyłam ostrzelany samochód wojskowy naszych obrońców z ukraińskiej armii. Kiedy podjechałam dalej, w przejściu między blokami, dostrzegłam rosyjskich żołnierzy. Po ich prawej stronie leżał martwy żołnierz Federacji Rosyjskiej. Ponieważ wiedziałam, że w świetlicy przebywa troje nastolatków, trochę odjechałam i zatrzymałam się na parkingu. Wyszłam z auta i poszłam w kierunku rosyjskiej grupy dywersyjnej. Miałam na sobie kamizelkę ratownika Maltańskiej Służby Medycznej. Poszłam do nich bo się bałam, że zechcą pójść do świetlicy, w której są dzieci. Musiałam udawać, że nie orientuję się w sytuacji, że nie rozumiem, w jakiej armii służą, ale chociaż nie mieli na sobie wojskowych naszywek, zidentyfikowałam ich po rodzaju kamuflażu. Zapytałam, czy jest potrzebna pomoc temu człowiekowi, który leżał obok ich auta. Odpowiedzieli, że już nie żyje, ale że obok przejścia leży żołnierz ranny w nogę. Poprosiłam, żeby pozwolili mi wrócić do samochodu po apteczkę, żebym mogła udzielić pomocy. W odpowiedzi wymierzyli we mnie swoje karabiny.

Po dobrych 10 minutach powiedziałam, żeby mnie puścili wolno, bo mam w samochodzie rannego, który się wychładza. Pozwolili przejść wzdłuż budynku, przy samych klatkach schodowych. Musiałam padać na ziemię, bo w tym czasie bombardował samolot. Kiedy już przeszłam na drugą stronę zobaczyłam dymiący samochód, który mógł wybuchnąć. Znajdujący się w nim mężczyzna był w takim stanie, że nie mogłam mu już pomóc. Koło auta siedziała dziewczynka, zasłaniała twarz jedną ręką. Była to drobna nastolatka. Ponieważ przez cały ten czas słychać było odgłosy wybuchów, krzyknęłam do dziewczynki, żeby szybko wstała i ze mną poszła. Powiedziałam też, by wzięła ze sobą leżący przy niej plecaczek. Zauważyłam, że jedna jej ręka bezwładnie zwisa. Miała na sobie kurtkę, na której było widać plamy świeżej krwi. Zorientowałam się, że jest słaba, więc ją podtrzymywałam, wzięłam od niej plecak. Podeszłyśmy do kobiety, która znajdowała się w odległości około 10 metrów. Dziewczynka powiedziała, że to jej mama, a mężczyzna w aucie był jej ojczymem. Mama jeszcze żyła, leżała w kałuży krwi. Zdałam sobie jednak sprawę, że nie będę mogła ratować wszystkich. Że muszę dokonać wyboru.

 

 



Źródło: instytutpileckiego.pl

#rosyjskie zbrodnie wojenne #Mariupol #Instytut Pileckiego

Magdalena Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo