OBEJRZYJ NASZĄ FOTORELACJĘ! Inscenizacja zbrodni ludobójstwa. Wołanie o pamięć i pojednanie

Około 200 aktorów-statystów, blisko 8 tysięcy widzów zebrało się wczoraj późnym wieczorem w Radymnie (podkarpackie).

Jacek Borzęcki / Gazeta Polska
Około 200 aktorów-statystów, blisko 8 tysięcy widzów zebrało się wczoraj późnym wieczorem w Radymnie (podkarpackie). Tam przy wydobywającej się z głośników narracji przypominającej kilkusetletnią historię osadnictwa polskiego na Wołyniu, a także przy dramatycznych dźwiękach „Epitafium Wołyńskiego” autorstwa światowej sławy kompozytora - Krzesimira Dębskiego, zrealizowano rekonstrukcję historyczną zbrodniczego napadu UPA na polską wioskę.

Sceny z codziennego życia wołyńskiej wioski, po zapadnięciu zmroku przerodziły się w scenerię brutalnego napadu UPA. Wcześniej, w mroku nocy, jakiś wieśniak w ukraińskim stroju zdołał wyprowadzić z jednej z chałup matkę z trojgiem dzieci, ratując ich przed tragicznym losem pozostałych mieszkańców. Chwilę potem uzbrojeni upowcy szczelnie otoczyli całą wioskę, a inni wdzierali się do budynków i wyciągali mieszkańców, zabijając ich widłami i siekierami. Raz po raz poszczególnym mieszkańcom udawało się wyrwać z tej rzezi, ale uciekając padali od kul z upowskich karabinów. Towarzyszący upowcom ukraińscy chłopi wynosili z domów co cenniejszy dobytek i ładowali na sprowadzony wóz drabiniasty, po czym podpalali domostwa. W blasku łuny pożaru widać było leżące ciała mieszkańców i przemieszczające się pomiędzy budynkami sylwetki napastników.

Burmistrz Radymna, Wiesław Pirożek, witał senatorów, starostów, burmistrzów, wójtów, i prezydentów miast, jak również członków Komitetów - Organizacyjnego i Honorowego, a także kresowian, którym udało się przeżyć piekło ludobójstwa na Wołyniu. - To nasze dzisiejsze spotkanie ma wzruszyć serce i poruszyć umysł, żeby takie rzeczy już nigdy się nie zdarzyły mówił burmistrz, apelując do kilkutysięcznej publiczności o przeżycie tego wydarzenia „w zadumie i z powagą, bo nie jest to piknik ani zabawa, lecz forma upamiętnienia niewinnej śmierci dziesiątków tysięcy ludzi”.

Inicjator i główny realizator tego wydarzenia, prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych – Mirosław Majkowski, dziękował za uczestnictwo tysiącom widzów, którzy przybyli z różnych miast i wiosek pomimo tej fali krytyki, jakiej nas poddano, mimo tych dziwnych, niezrozumiałych kontrowersji. Bo czy my, Polacy, nie możemy pamiętać o swoich rodakach wymordowanych w tym straszliwym ludobójstwie? Mamy prawo i mamy odwagę o tym powiedzieć. I mamy odwagę powiedzieć, że to była tragedia obu narodów – polskiego i ukraińskiego; że była to tragedia także narodów - ormiańskiego, czeskiego i żydowskiego, które zamieszkiwały na Wołyniu” – powiedział M. Majkowski, w którego rekonstrukcji zagłady polskiej wioski wzięło udział 200 aktorów-statystów.

Prezydent Stalowej Woli, Andrzej Szlęzak, który – wraz z burmistrzem Radymna – najhojniej wsparł realizację rekonstrukcji, dziękował przybyłym kilku tysiącom widzów „za odwagę bycia Polakami, bo okazuje się, że w dzisiejszej Polsce trzeba mieć pewną odwagę, żeby być Polakiem. (brawa) Chciałbym wspomnieć, że wszyscy, którzy zaangażowali się w to przedsięwzięcie, nie mieli łatwego życia. I to nie żadna obca ręka utrudniała im i namawiała do zaprzestania tych prac, tylko jacyś Polacy, a może tylko polskojęzyczni obywatele. Nie wiem. (brawa) Chciałbym w tym momencie przypomnieć o jednej grupie osób, która dla mnie jest jakby najtragiczniejszą grupą w tej zbrodni ludobójstwa, jaka miała miejsce 70 lat temu na Wołyniu. Chciałbym wspomnieć o Ukraińcach, którzy zostali zamordowani przez swoich rodaków, bo mieli odwagę uprzedzać swoich polskich sąsiadów, mieli odwagę ich chronić i bronić. (brawa) Bardzo bym chciał, żebyśmy patrzyli na naszych sąsiadów z Ukrainy nie poprzez morderców z UPA, ale właśnie poprzez tych Ukraińców, którzy mieli odwagę bronić swoich polskich sąsiadów. My zdecydowaliśmy, że w Stalowej Woli postawimy tym Ukraińcom pomnik. (…) Dzisiaj przypomnijmy sobie jeden z najtragiczniejszych epizodów historii naszego narodu, ale bez nienawiści. Pamiętajmy, że prawda zwycięża, a kłamstwo poniża. Więc ci wszyscy w Polsce, którzy i w Sejmie, i w Rządzie, starali się kłamać na ten temat, sami siebie poniżyli. Ale to ich problem.(…)”.

Członek Komitetu Organizacyjnego, historyk i były poseł, dr Andrzej Zapałowski, zarzucił władzom Rzeczypospolitej, że „przez wiele lat oszukiwały kresowian. Obiecywały i oszukiwały. Kiedy przychodził moment uroczystości upamiętnienia, chowały głowy w piasek. W tym roku ogólnopolski komitet obchodów 70-tej rocznicy postanowił nie ulegać już złudzeniom. Postanowiliśmy, że zrobimy własne uroczystości, społeczne, że naród sam zrobi je dla siebie, jeżeli władza tego nie potrafi. Dzisiejsza uroczystość jest pomnikiem – nie materialnym, lecz duchowym. Pomnikiem przeżycia. Dzisiaj żyjemy w dziwnej Polsce: kilka kilometrów stąd, w Hruszowicach, stoi od 20 lat nielegalny pomnik ku czci kureni UPA, i władze polskie nic z tym nie robią. Jednocześnie kilkanaście kilometrów stąd, w Wiązownicy, 120 osób zostało zamordowanych przez UPA, cała wieś została spalona, i do dzisiaj nie ma upamiętnienia. Pytam się, gdzie my żyjemy?”.

Dziękował władzom samorządowym i organizacjom pozarządowym także członek Komitetu Honorowego, publicysta „Gazety Polskiej”, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który zarazem przypomniał, że tytuł rekonstrukcji – „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – jest kopią napisu z krakowskiego pomnika kresowian pomordowanych przez OUN-UPA. - Mój śp. ojciec, który był naocznym świadkiem wymordowania swojej rodzinnej wsi Korościatyn koło Monasterzysk, powiat Buczacz, ziemia tarnopolska, napisał w swoim pamiętniku, że kresowian zabito dwukrotnie. Raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie. I że ta „śmierć przez przemilczenie” jest groźniejsza i boleśniejsza, niż fizyczna. I dlatego my, dzieci, wnuki i prawnuki pomordowanych na Kresach Wschodnich i także tutaj na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, wołamy o tę pamięć. Wydawało się w roku 89, że kiedy przyjdzie wolna Polska, to będzie można mówić prawdę nie tylko o Katyniu, o Pakcie Ribbentrop-Mołotow, ale także o ludobójstwie. I niestety, ze smutkiem musimy to powiedzieć, że w III RP rodziny pomordowanych są traktowane tak, jak rodziny katyńskie w PRL-u. Bez przerwy nam się mówi: nie wolno pamiętać, milczcie, bo są sojusze wojskowe, Ukrainę trzeba wciągnąć do Unii, jest rura gazowa i wiele innych rzeczy. To, co się działo w Sejmie i w Senacie w ostatnich dniach, to jest po prostu hańba. (brawa) Żeby polscy parlamentarzyści, przez nas wybrani, nie mieli odwagi powiedzieć o tym, że polscy obywatele (nie tylko Polacy, ale i Żydzi, bo nacjonaliści ukraińscy wzięli czynny udział w holokauście, a także Ormianie, Czesi i ci sprawiedliwi Ukraińcy) byli wymordowani w ludobójstwie, tak jak w Auschwitz czy w Katyniu. Zabrakło 10 głosów w Sejmie, ... Dlatego dzisiejsza rekonstrukcja nie jest przeciwko nikomu skierowana. Ona jest wołaniem o pamięć, a także o opamiętanie się polityków. Żeby po prostu przestali kłamać, a na tej prawdzie zbudujemy prawdziwe relacje polsko-ukraińskie. Mój prapradziadek był Ukraińcem, i jestem dumny z tego, że w moich żyłach obok polskiej i ormiańskiej, płynie krew ukraińska. Ukraińcy to naród chrześcijański, który dzielił z nami historię, a skłócił nas Stepan Bandera i jego ideologia, i jego zbrodniarze. I dlatego smutno nam, że za wschodnią granicą nie ma pomników pomordowanych Polaków, Żydów, ale są pomniki zbrodniarzy: Stepana Bandery, Romana Szuchewycza, UPA i SS Galizien. I dlatego też apelujemy do braci Ukraińców: odejdźcie od tej opętańczej ideologii nacjonalistycznej, banderowskiej. Ona wyrządziła wiele krzywd, również narodowi ukraińskiemu. Bądźmy razem w jednej Europie, ale w oparciu o prawdę i pojednanie – powiedział ks. Isakowicz-Zaleski.

Wśród widzów (przybyło ich, według oceny organizatorów, około 8 tysięcy) przeważały osoby młode i w średnim wieku. Wiele z nich nie kryło wzruszenia. Wszyscy, których „Gazeta Polska” poprosiła o opinię, potwierdzali, że była to dobrze przeprowadzona i bardzo potrzebna rekonstrukcja. Według Karoliny i Andrzeja z Krosna, takie wydarzenia są dla Polaków bardzo ważne, bo głoszą prawdę historyczną i budują tożsamość narodową. Niektóre młode osoby przyznawały, że wcześniej nic nie wiedziały o ludobójstwie na Wołyniu.

Obejrzyj NASZĄ FOTORELACJĘ

 

Źródło: niezalezna.pl

Jacek Borzęcki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo