"Tego się nie da nawet porównać do piekła". Kobiety opisują swoją ucieczkę z Mariupola

Od pierwszego dnia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Mariupol jest pod ostrzałem. Bombardowane są domy, bloki, szpitale i szkoły. Rosjanie celowo popełniają tam zbrodnie wojenne, a jak przekazują władze miasta ok. 40 tys. mieszkańców zostało wywiezionych na terytoria kontrolowane przez zależnych od Moskwy separatystów. Na szczęście, chociaż części Ukraińców, udało się uciec.

Mariupol pod ostrzałem od 24 lutego
By Mvs.gov.ua, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=116358513

Do skali bestialstwa w Mariupolu odniósł się w poniedziałek szef ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeba. Po ujawnieniu masakry pod Kijowem stwierdził, że - "zbrodnie wojenne w Buczy to wierzchołek góry lodowej, w Mariupolu zostało ich popełnionych jeszcze więcej. Słowa polityka mogą potwierdzać najnowsze relacje uchodźców z codziennie bombardowanego miasta.

"Tego nawet do piekła się nie da porównać"

44-letnia Maria, która wraz z dwójką dzieci uciekła do Lwowa, opowiada, że nie chciała opuszczać Mariupola "do samego końca". "Do momentu, kiedy na moich oczach został zabity mężczyzna" - wspomina. Jak relacjonuje, ukrywała się w sklepie należącym do jej brata, kiedy Rosjanie zastrzelili przy wejściu do lokalu młodego mężczyznę. "On po prostu tam stał i chciał zapalić papierosa" - wyjaśnia Maria.

Kobiecie i jej dzieciom udało się wydostać z Mariupola dzięki pomocy nieznajomego mężczyzny, który zawiózł ich do Zaporoża, miasta kontrolowanego przez wojska ukraińskie.

"Mieliśmy tyle szczęścia. W ciągu miesiąca nasze życie zamieniło się w koszmar. Tego nawet do piekła nie da się porównać"

- podkreśla.

"Tego miasta już nie ma"

Inna mieszkanka Mariupola, 40-letnia Anastasia Kiselowa również uciekła do Lwowa; razem z trójką swoich dzieci. Relacjonuje, że jej rodzinne miasto zostało praktycznie zrównane z ziemią w wyniku nieustannych bombardowań rosyjskich. "Tego miasta już nie ma" - mówi kobieta płacząc. Jak wspomina rosyjski ostrzał Mariupola zaczął się już 24 lutego, pierwszego dnia inwazji. "Zrzucali bomby na wszystko - szkoły, bloki mieszkalne, domy prywatne" - opowiada. Anastasia i jej rodzina przez tydzień ukrywali się w piwnicy swojego bloku zanim opuścili Mariupol.

"Płakaliśmy, modliliśmy się i chcieliśmy po prostu przetrwać" - mówi kobieta.

Jak dodaje, wyjechała z miasta swoim samochodem jadącym w konwoju. Rosjanie otworzyli ogień do pojazdów. "Jeden samochód spłonął, pięć osób zostało rannych" - opowiada.

Wspomina także, że na obrzeżach Mariupola kilkaset osób oczekiwało na ewakuację. Rosyjscy żołnierze wsadzali ich do autobusów, które miały jechać do okupowanych przez Rosjan miast w obwodzie ługańskim.

"Cmentarze w każdym parku"

W Mariupolu zginęły dziesiątki tysięcy osób - twierdzą władze miejskie. 28-letnia Wioletta Tarasenko relacjonuje w rozmowie z Kyiv Independent, że ona i mieszkańcy jej bloku pochowali ciała zmarłych na podwórku.

"Nikt już tego nie liczy. Cmentarze są w każdym parku"

- mówi.

 

 

 


Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Ukraina

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo