BBC ujawnia: Rosjanie niemal doprowadzili do nowej katastrofy w Czarnobylu

Dziennikarzom BBC udało się dotrzeć do elektrowni atomowej w Czarnobylu, która przez ponad miesiąc była okupowana przez Rosjan. Dowiedzieli się, że okupanci niemal doprowadzili w niej do kolejnej poważnej katastrofy nuklearnej.

Ingmar Runge, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0>, via Wikimedia Commons

26 kwietnia 1986 roku doszło do awarii reaktora numer 4 w w elektrowni atomowej w Czarnobylu. To jeden z zaledwie dwóch wypadków atomowych, obok katastrofy w Fukushimie, który otrzymał siedem punktów, maksymalną ocenę, na Międzynarodowej Skali Zdarzeń Nuklearnych (INES). Bezpośrednim skutkiem tej katastrofy była śmierć 28 osób na chorobę popromienną oraz tysiące przypadków raka, głównie tarczycy, ich dokładna liczba jest do dzisiaj nieznana. Obecnie elektrownia w Czarnobylu jest nieczynna, ale wymaga stałego nadzoru i inwestycji, aby nie dopuścić do ponownego skażenia. 

Czarnobyl jest położony w pobliżu białoruskiej granicy oraz ok. 130 kilometrów od Kijowa, a do tego w pobliżu przebiega prowadząca do stolicy Ukrainy droga regionalna PO2, która miała strategiczne znaczenie w planowanej ofensywie na Kijów. Rosjanie zaatakowali tzw. Strefę Wykluczenia już pierwszego dnia inwazji. Elektrowni bronił niewielki oddział Ukraińskiej Gwardii Narodowej, liczący mniej niż 200 żołnierzy. Ukraińcy nie mieli najmniejszych szans się obronić i Rosjanie już pierwszego dnia wzięli ich do niewoli. 31 marca strona ukraińska ogłosiła, że wobec załamania się ofensywy na Kijów Rosjanie opuścili okolice Czarnobyla i była elektrownia znów znalazła się pod ich kontrolą. 

Teraz do elektrowni dotarła ekipa brytyjskiej stacji BBC. Dziennikarze dowiedzieli się tam, że Rosjanie wzięli do niewoli 170 ukraińskich żołnierzy i zamknęli ich w piwnicy. Następnie przeszukali teren całej elektrowni, szukając broni i materiałów wybuchowych. Po zakończeniu tego przeszukania inżynierowie, nadzorcy i inny personel techniczny otrzymali polecenie powrotu do pracy. Dopiero po dwóch dniach na miejsce sprowadzono ekspertów z rosyjskiego Rosatomu. 

Jeden z pracowników elektrowni, Oleksandr Łobada, który na co dzień nadzoruje poziom promieniowania, powiedział dziennikarzom, że Rosjanie byli bardzo zainteresowani tym, jakie procedury bezpieczeństwa obowiązują w elektrowni. „Chcieli wiedzieć, w jaki sposób jest zarządzana. Chcieli informacji o wszystkich procedurach, dokumentacji i o operacjach” - powiedział - „Bałem się, ponieważ wypytywali o to przez cały czas, i czasami robili to agresywnie”. 

„Musieliśmy z nimi stale negocjować, i bardzo się starać, żeby ich nie obrazić, aby pozwolili naszemu personelowi zarządzać ” - powiedział inżynier Walery Semonow. Podał przykład pokojów, które znajdowały się na ostatnim piętrze elektrowni. W środku znajdowała się aparatura używana do kontroli elektrowni. Ukraińcy bali się wpuścić do nich Rosjan, więc powiedzieli im, że nie mają do nich kluczy – a Rosjanie włamali się do nich, wycinając z drzwi fragmenty, w których były zamki. 

Okazało się, że obawy Zachodu były uzasadnione i w elektrowni faktycznie niemal doszło do katastrofy. Na skutek działań wojennych była ona bowiem pozbawiona przez trzy dni prądu. Urządzenia monitorujące jej stan działały dzięki generatorom prądu – ale szybko zaczęło brakować do nich paliwa. „Jeśli stracilibyśmy prąd, to mogło to być katastrofalne. Radioaktywny materiał mógłby być uwolniony. Skali tego nie możecie sobie nawet wyobrazić” - powiedział Łobada - „Nie bałem się o swoje życie. Bałem się tego, co się stanie, jeśli elektrownia zostanie pozbawiona monitoringu. Bałem się, że to będzie katastrofa dla ludzkości”. Semonow wyjaśnił, że najgorszego scenariusza udało się uniknąć, bo pracownicy elektrowni „organizowali”, gdzie się dało, paliwo do generatorów, łącznie z kradzeniem go z rosyjskich pojazdów, i udało im się doczekać ponownego włączenia prądu. 

W pobliżu elektrowni znajduje się też obszar zwany popularnie Czerwonym Lasem, gdyż na skutek promieniowania rosnące tam sosny przybrały rdzawą barwę. To jedno z najbardziej radioaktywnych miejsc na ziemi. Jakiś czas temu ujawniono, że rosyjscy żołnierze zbudowali tam ziemianki, co kilkudziesięciu z nich przypłaciło chorobą popromienną. Pracownicy elektrowni potwierdzili, że taka sytuacja faktycznie miała miejsce. Ich zdaniem dowodzi, że Rosjanie okupujący Czarnobyl nie mieli zielonego pojęcia o bezpieczeństwie nuklearnym. 

 



Źródło: BBC, niezalezna.pl

 

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo