Lisiewicz: Józef Mackiewicz jest dziś bardziej aktualny, niż za życia. Te dni pokazują to najsilniej

„Gdyby mnie ktoś prosił, abym sformułował mój pogląd w trzech słowach, ująłbym go tak: Jest to pomysł utworzenia pomiędzy dwoma wrogimi dla nas blokami, niemieckim i rosyjskim, takich organizacji państwowych, albo takiego organizmu państwowego, który by mógł prowadzić wojnę na dwa fronty. To znaczy: obronić narody zamieszkałe pomiędzy Rosją i Niemcami, nie tylko przed każdym z tych wrogów pojedynczo, ale nawet w wypadku zaatakowania nas („nas” tzn. narody zamieszkałe jak wyżej) jednocześnie z zachodu i wschodu. Oto cała mądrość” – to słowa Józefa Mackiewicza opublikowane w 1942 r. Mackiewicz jest dziś bardziej aktualny niż za życia. Gdy nasze narody były w niewoli, wielu wydawać się mogły tylko nierealnymi marzeniami. Dziś ich realizacja nie przekracza naszych możliwości – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz. (tekst wygłoszony został w czasie Inauguracji Roku Józefa Mackiewicza w Wilnie 25 stycznia 2022).

Inauguracja Roku Józefa Mackiewicza w Wilnie. Od lewej: Piotr Lisiewicz, Lech Nowacki, Leonardas Vilkas
Fot. ZW/ Liudas Masys

Gdy polski Sejm ustanowił rok 2022 rokiem Józefa Mackiewicza, zacząłem zaraz szukać, jak głosowali byli komuniści. Ze zdziwieniem odnotowałem, że podnieśli ręce hurtowo za, co wzbudziło we mnie podejrzenie, że oni Józefa Mackiewicza nie czytali. Głosów wstrzymujących się nie było, przeciw głosował jeden poseł tyleż radykalnie prawicowej, co promoskiewskiej partii, co wzbudziło z kolei podejrzenia, że on akurat Józefa Mackiewicza przeczytał.

Jacek Kwieciński i „Bij komunistów, ratuj wolną myśl”

Skąd u mnie wzięło się zainteresowanie tym akurat pisarzem? W redakcji Gazety Polskiej byłem w 1993 roku pierwszym w jej historii 21-letnim praktykantem, gdy jej czołowym publicystą był śp. Jacek Kwieciński, niektórym z państwa znany osobiście, innym z czytania, notabene za tydzień minie 10. rocznica jego śmierci, który to Jacek, duchowo konserwatysta w stylu angielskim wyglądał jak stary hipis, siedział na podłodze na balkonie i odpalał jednego papierosa od drugiego, bazgrząc coś odręcznie na małych karteczkach.

Jacek był entuzjastą Józefa Mackiewicza. Na mnie patrzył surowo, jako na osobnika nie rokującego większych nadziei. Pewnego razu zapytał mnie, czy czytam książki, z wyraźną sugestią, że zapewne nie. „Od tego ponoć oczy się psują” – postanowiłem podenerwować mojego opiekuna. Ale gdy powiedziałem w końcu, że przeczytałem w ostatnim roku wszystkie książki Józefa Mackiewicza, które wówczas były w Polsce wydane, spojrzał na mnie łagodniej i powiedział dwa słowa: „Nie wiedziałem”. Brak krytyki i milczenie to były w przypadku Jacka wyrazy najwyższej pochwały.

Był jeszcze drugi powód zainteresowania Mackiewiczem, buntowniczy. W kręgu młodych krakowskich zadymiarzy, antykomunistów, powstał Klub Polityczny im. Józefa Mackiewicza, na czele którego stał Paweł Chojnacki, dziś historyk w Instytucie Pamięci Narodowej, a wojownicze hasło klubu brzmiało: „Bij komunistów, ratuj wolną myśl”.

Wolny Kaukaz, czyli Mackiewicz powinien zapłacić za nas grzywnę

Gdy więc sięgałem po pierwszą powieść Mackiewicza „Lewa wolna” o wojnie polsko-bolszewickiej, spodziewałem się bojowych opisów polskich tryumfów, a przeczytałem, jak Państwo wiecie, coś zupełnie innego… Przyznaję, że byłem lekko zawiedziony, ale mimo to zacząłem pochłaniać kolejne powieści, „Drogę donikąd”, „Nie trzeba głośno mówić”, „Kontrę”, publicystykę w „Zwycięstwie prowokacji”. Że mogę po Mackiewiczu spodziewać się wojowniczości inaczej ukierunkowanej, niż się spodziewałem, przekonałem się już w przypadku „Kontry”, gdzie Mackiewicz patrzy na świat oczami nie Polaka, a dońskich Kozaków i mieszkańców Kaukazu, mając więcej zrozumienia dla ich racji, no a szczególnie czytając „W cieniu krzyża” i „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy”.

Gdy w 1999 r. Rosja napadła na Czeczenię wraz m. in. z kolegami z krakowskiego klubu Mackiewicza miałem zaszczyt współtworzyć Komitet Wolny Kaukaz, w ramach czego wtargnęliśmy do konsulatu Federacji Rosyjskiej w Poznaniu, zdejmując z masztu flagę rosyjską i wciągając uroczyście na maszt flagę czeczeńską. Tak działał na naszą wyobraźnię Józef Mackiewicz i to on, gdyby żył, powinien otrzymać do zapłaty przynamniej połowę grzywny oraz dostać połowę wyroku w zawieszeniu, który otrzymaliśmy za tę akcję solidarności z potomkami bohaterów „Kontry”. Stare dzieje, byliśmy młodzi, ja jako najstarszy z terrorystów miałem lat 27.

Rosja i Niemcy, czyli „Idea dwóch frontów”

Dla mnie osobiście niezwykle ważnym tekstem programowym Józefa Mackiewicza, który trzeba wręcz zacytować w Wilnie, jest ten otwierający książkę „Prawda w oczy nie kole” z 1942 roku, a więc jeszcze sprzed ukazania się znanych powieści Józefa Mackiewicza, zatytułowany „Idea dwóch frontów” który, przy wszystkich historycznych różnicach, można by uznać za manifest współczesnego Międzymorza (…)
Wspominając twórców idei krajowej Józef Mackiewicz, „syn potomstwiennych dworian wilenskoj guberni”, jak mu wpisano w metryce, pisze: „Zarówno w ich dążeniach, jak moich, znaczną rolę odgrywa sentyment, polityczny romantyzm, płynący po prostu z przywiązania do specyficznych cech terenu.  Ale moje osobiste, głębokie przekonanie do tzw. (tylko tak zwanej) idei krajowej (wyjaśnijmy, że Mackiewicz nie lubił tej nazwy – PL) wypływa z najzimniejszego rozsądku politycznego”. To zastrzeżenie, co ważne, pojawi się w tekście kilkakrotnie.

Dalej pisarz wyjaśnia: „Gdyby mnie ktoś prosił, abym sformułował mój pogląd w >>trzech słowach<<, ująłbym go tak:
Jest to pomysł utworzenia pomiędzy dwoma wrogimi dla nas blokami, niemieckim i rosyjskim, takich organizacji państwowych, albo takiego organizmu państwowego, który by mógł prowadzić wojnę na dwa fronty. To znaczy: obronić narody zamieszkałe pomiędzy Rosją i Niemcami, nie tylko przed każdym z tych wrogów pojedynczo, ale nawet w wypadku zaatakowania nas („nas” tzn. narody zamieszkałe jak wyżej) jednocześnie z zachodu i wschodu. Oto cała mądrość”.

Witold z Jagiełłą, czyli gdy rządziły nie nacjonalizmy, a książęta

Mackiewicz kreśląc tło historyczne idei krajowej wskazuje, dlaczego możliwe był proces, który doprowadził do powstania Rzeczpospolitej Obojga Narodów: „Dopóki narodami nie dysponowały ich nacjonalizmy, a ich książęta, mógł Witold z Jagiełłą zapoczątkować mocarstwo tak silne, że odpierające zakusy agresywne jednocześnie ze wschodu i zachodu. Z chwilą, gdy organizm Rzeczypospolitej rozdrobnił się z pojęcia „obojga narodów” na pojęcia Polaków, Białorusinów, Ukraińców i Litwinów, zamieszkałych wszystkich pomiędzy Niemcami i Rosją, wspólny,  nie zmieniony los tych narodów zmusza nas do utworzenia takiego porozumienia, takiego układu, do takiej decyzji, która by zastąpiła łatwą kiedyś decyzję książąt - trudną dziś decyzją narodów, obarczonych skomplikowaną machiną narodowościowo-wyznaniowo-gospodarczych aspiracji”.

Wierny politycznemu realizmowi Mackiewicz porównuje tę sytuację do przykładów budowy siły innych państw, pisząc także o historii Niemiec: „Skąd się bierze sława tego oficera niemieckiego sztabu generalnego sprzed pierwszej wojny światowej, która nadała mu tytuł „genialnego stratega”? (notabene bardzo niepopularnego u mnie w Poznaniu – PL). Stąd, że słabe, poszatkowane Niemcy dochodzą za Bismarcka do potęgi przez zjednoczenie swych sił. Niemcy, podobnie jak ongiś Rzeczpospolita, znalazły się pomiędzy dwoma blokami kontynentalnymi: Francją i Rosją”.

Idea krajowa według Mackiewicza jest próbą przełamania historycznego fatalizmu, który dotyczy wszystkich naszych narodów: „A o cóż nam chodzi? O to, żeby przestać być igraszką niemiecko-rosyjską, żeby wyjść z impasu wiecznego lawirowania pomiędzy tymi dwoma potęgami, żeby nie dochodzić do niepodległości tylko z łaski wojny pomiędzy nimi i nie ginąć na poczekaniu z chwilą ich zgody i wspólnego działania. O nic więcej”.

Dalej tłumaczy tym, którzy oskarżali go o zdradę polskich interesów: „Jakże to zrobić?  Musimy stworzyć wielkie, ogromne państwo polskie - powiadali tzw. „mocarstwowcy”. [skreślono: z moim bratem Stanisławem Mackiewiczem na czele] Bardzo słusznie. Ale, jak się rzekło, pomiędzy dwoma zaciskającymi nas kleszczami, los wspólny jest zarówno dla Polaków, jak Białorusinów, Ukraińców i Litwinów. Otóż ci nasi wspólnicy nie godzą się na koncepcję, ażeby to było tylko wielkie państwo – „polskie”. Skoro się nie godzą, a będąc naszymi dziejowymi wspólnikami, narodowościowo tak się wzmocnili, że nie liczyć się z ich głosem niepodobna - musimy iść z nimi na kompromis i układać wspólnie ten organizm państwowy, aby był mocny, trwały i od wewnątrz nie rozsadzany przez [dopisano: nacjonalistycznych] malkontentów”. 

Analiza mozaiki Międzymorza

Mackiewicz mówi o państwie lub związku współpracujących ze sobą państw i wylicza:
„Wielkie Księstwo Litewskie (nazwijmy je jak chcemy) obejmuje wszystkie ziemie białoruskie i litewskie w ogólnym kierunku od Dniepru i Prypeci na północny zachód, ze stolicą w Wilnie. Polska - od etnograficznej granicy białorusko-ukraińskiej, na zachód i południe, łącznie z Pomorzem, Śląskiem itd. Na południowym wschodzie Ukraina. Mniej więcej w centrum tego trójpaństwa, gdzieś u początku Prypeci, schodziłyby się trzy granice. Trzy stolice stanowiłyby: Warszawa, Wilno, Kijów”.

Tu nie ma jeszcze mowy o Białorusi, ale spokojnie, za chwilę będzie. Mackiewicz proponuje dalej: 
„Do sfery interesów członu państwa, które nazwałem tradycyjnie Wielkim Księstwem Litewskim, włączona byłaby Łotwa i kierunek północno-wschodni na Psków - Nowogród - Smoleńsk - Briańsk. Prusy Wschodnie objęte wspólną sferą wpływów Wilna i Warszawy.

Do sfery interesów Polski należałyby odrodzone Czechy, Słowacja i Węgry aż po Bałkany. Rumunia wchodziłaby we wspólną sferę wpływów polsko-ukraińskich. Do sfery interesów Ukrainy należałby Krym, Kozacy Dońscy, Kubań po Kaukaz.

Tego rodzaju organizm państwowy musiałby dążyć do wytworzenia wokół korzystnej dla siebie konstelacji, zabezpieczającej go od oskrzydlenia z północy i południa. Na północy więc utworzenie wielkiego bloku skandynawskiego z hegemonią, powiedzmy, Szwecji nad Finlandią i Estonią w antywschodnim sojuszu z Wilnem, oraz nad Norwegią i Danią w antyzachodnim sojuszu z Warszawą. Na południu blok państw bałkańskich w sojuszu z Warszawą. Na południowym wschodzie hegemonia Ukrainy nad Donem i, możliwe, Kaukazem w sojuszu z Turcją. To byłby schemat”.

Co nie było wtedy łatwe do przewidzenia, Mackiewicz pisze w 1942 r. o perspektywie powstania niepodległej Białorusi i stwierdza: „Gdyby nawet Białoruś uzyskać kiedyś miała niezależność z rąk Niemiec czy Rosji, bez oparcia o Polskę, to ta niezależność pozostałaby zawsze nominalna, bez dostępu do morza, albo pod postacią protektoratu niemieckiego, albo folwarku rosyjskiego, że już pominę strukturę sowiecką”.

Pisarz bierze pod uwagę całą mozaikę interesów naszych narodów. Pisze: „Litwini, otrzymując dostęp do Wilna-stolicy i całej historycznej Litwy, nie tracą nic ze swego narodowościowokulturalnego dorobku, pozostając równorzędnym elementem w państwie, siedzą na jego dostępach do morza. Białorusini stanowią element przeważający, nie potrzebują się zatem obawiać wynarodowienia, zwłaszcza groźnego im na rzecz Rosji.

Polacy wileńscy, zachowując swój język ojczysty i kulturę, tudzież swą tradycyjną odrębność od Korony, dochodzą wreszcie do głosu we własnej, ścisłej ojczyźnie (Heimatland), nie tracą, a nabierają powagi, jako element stanowiący zbitą masę w samym centrum i stolicy. Poza tym stanowią nie kość niezgody, ale pomost łączący Wilno z Warszawą”.

Przestępcze przedkładanie nacjonalizmów na zrzucenie jarzma niewoli

Czy ten projekt jest naiwny? Józef Mackiewicz na to pytanie odpowiada akurat bardzo ostro: „Jest to tylko krótki szkic. Jeżeliby jednak miał się komuś wydać naiwnym ze względu na różnice aspiracji i animozje dzielące Litwinów, Polaków i Białorusinów - to odpowiem, że, moim zdaniem, nie tylko naiwnym, ale przestępczym wydaje mi się przekładanie drobnych ambicji językowych, hegemonistycznych aspiracji poszczególnych nacjonalizmów, ponad dobro niezależności państwowej, zrzucenie jarzma niewoli, wyemancypowanie spod wiekowej zależności politycznej Berlina bądź Moskwy”.

Rzecz jasna czytając ten manifest w roku 2022, czyli w równo 80 lat po jego napisaniu, trzeba by dodać do niego parę przypisów. M. in. ten, że dziś mówimy wyłącznie o ścisłym sojuszu niepodległych, równych sobie państw, a nie państwie wspólnym. I takim, że Niemcy współczesne, choć nam w Polsce nie podobają się różne ich zakusy, oczywiście nie są Niemcami hitlerowskimi. No i nie zamierzamy oddawać naszych estońskich przyjaciół pod kuratelę któregokolwiek z państw skandynawskich. Niemniej przy tych wszystkich zastrzeżeniach cała koncepcja Mackiewicza jest wręcz szokująco aktualna.

Jak Lech Kaczyński przełamał fatalizm z „Kontry” Mackiewicza

Wracając na chwilę do współczesności, a w zasadzie nieodległej historii, to gdy prezydenci Litwy, Łotwy i Estonii, a także premier Ukrainy pojawili się wraz z prezydentem mojego kraju Lechem Kaczyńskim w stolicy Gruzji w 2008 roku, to wiecie obrazy z jakiej książki stanęły mi przed oczami? Znowu z „Kontry” Józefa Mackiewicza, o tej samej historii pisał on w artykule „Zbrodnia nad rzeką Drawą”. Przypomnijmy, że Józef Mackiewicz pokazał, jak brytyjska armia wydała w 1945 r. w sowieckie ręce tysiące żołnierzy – Kozaków i mieszkańców Kaukazu. Przeszli oni pieszo tysiące kilometrów, wierząc w cywilizowany, kulturalny Zachód. Ten, na podstawie tajnych porozumień z Jałty, potraktował ich jak podludzi i wydał na śmierć Moskwie. Kto przeczytał opisy Mackiewicza, czynione z rzetelnością przedwojennego reportażysty, ten ich nie zapomni do końca życia: „Mała dziewczynka podeszła do innego (żołnierza – przyp. PL) i podała mu kartkę: napisaną po angielsku: „Zabijcie nas ale nie oddawajcie bolszewikom”. Żołnierz przeczytał, schował do kieszeni i nagle zapłakał”. I dalej: „Wielotysięczna ciżba na kolanach zasłaniająca się krzyżem; po łąkach i polach rozbiegane tabuny koni i wielbłądów; kobiety z dziećmi drapiące się na skaliste zbocza, uchodzące w śmiertelnym przerażeniu przed kulami i pałkami chrześcijańskich żołnierzy, zapędzających wszystko w ręce kata... Co to było? Ano, gdybym chciał być złośliwy, powiedziałbym ironicznie: wydawanie „Azjatów” w ręce europejskiego marksizmu”.

Otóż w 2008 roku przełamany został fatalizm, opisany w „Kontrze”, a dotyczący naszych krajów. Oto ta gorsza Europa, przedstawiciele pogardzanych narodów, po raz pierwszy zachowała się jak lepsza Europa. Jak państwa naprawdę niepodległe i wolne, które występują w obronie gruzińskich braci.

W 2010 r. Lech Kaczyński zginął zapewne właśnie po to, by tę naszą część Europy znów zdegradowano. Żeby unaocznić nam, że nic w tej sprawie nie zrobi Zachód i co jest dla mnie szczególnie bolesne, nic nie zrobi ówczesne polskie państwo. Moglibyśmy rozmawiać tu pewnie godzinami o tym, co się wtedy stało, jednak nie mam wątpliwości, że celem tej zbrodni było zdegradowanie całego naszego regionu poprzez uderzenie w męża stanu, który po wystąpieniu w Tbilisi wyrastał na lidera odbudowy jego znaczenia. Pokazano nam: żadnych mrzonek, jesteście nadal państwami tylko z nazwy niepodległymi, z którymi możemy zrobić, co chcemy, równie bezradnymi jak tonący w Drawie.

„Najzimniejszy rozsądek polityczny”

Ale jak pisał bardzo mocno związany z Wilnem Adam Mickiewicz, „Pieśń ujdzie cało”. Za odwagę w głoszeniu pięknych idei płaci się czasem cenę najwyższą, o czym przekonało się wielu prometeistów z naszych krajów przed II wojną światową. Ale jednocześnie te idee, szczególnie głoszone nie tylko słowem, ale i czynem, pozostawiają po sobie niezatarte, realne skutki. Budowa wspólnoty państw Trójmorza, pokazuje że romantyzm przekłada się na, jakby powiedział Mackiewicz, „najzimniejszy rozsądek polityczny”, jakim są choćby infrastrukturalne inwestycje w naszych państwach. Oczywiście przyjdzie przetrwać nam niejeden gwałtowny wiatr, liczne gorsze i lepsze międzynarodowe koniunktury, ale jeśli samym naszym narodom nie zabraknie determinacji, szansa na realizację idei Józefa Mackiewicza wydaje się dziś bliższa niż kiedykolwiek w ciągu tych 80 lat. Gdy słyszymy w Polsce ze strony rosyjskich agentów wpływu, w tym znanych youtuberów, że choćby koncepcje Jerzego Giedroycia są dziś już nieaktualne, wiemy że idziemy w dobrym kierunku.

Chcę z tego miejsca powiedzieć: Józef Mackiewicz jest dziś bardziej aktualny niż za tej części jego życia, gdy pisał powieści i zajmował się polityczną publicystyką. Gdy nasze narody były w niewoli, wielu wydawać się mogły tylko nierealnymi marzeniami. Dziś są może nie na wyciągnięcie ręki, ale ów „najzimniejszy rozsądek polityczny” podpowiada, że łatwo nie będzie, ale ich realizacja nie przekracza naszych możliwości.

„Odznaczamy się kompletnym brakiem szaleńców”

Spotkaliśmy się dziś w Wilnie w szczególnym czasie, gdy losy naszych narodów decydować się mogą na Ukrainie, w Kazachstanie, wreszcie na zbuntowanej Białorusi. Przechodząc przed studenckimi akademikami w Poznaniu, w których w czasie pandemii zostali głównie studenci z innych państw, w oknach widziałem białoruskie flagi, w jednym z nich flagę z herbem Pogoni. Cóż, „Obok Orła znak Pogoni”, jak głosi znana polska pieśń.

Co doradziłby nam w tej sytuacji Józef Mackiewicz? Na pewno odradzałby nam wzajemne waśnie, rozbuchane nacjonalizmy, skierowane przeciwko sobie wzajemnie. Sterowane przez Moskwę i wzajemnie się nakręcające. Powodujące, że w decydujących momentach choćby trochę słabiej się wzajemnie wspieramy (…).

Poza tym z pewnością doradziłby nam odwagę i wolę walki. „Odznaczamy się kompletnym brakiem szaleńców” – pisał Mackiewicz 3 grudnia 1956 w liście do Jerzego Giedroycia. Zwracał uwagę na to, jak często w polskich dyskusjach pada fraza „to by było szaleństwem!”. Zarzucał, że jesteśmy wbrew stereotypowi „zdyscyplinowanym narodem, który podaje siebie za najbardziej niezdyscyplinowany”. Polecam wszystkim lekturę, nad wyraz słusznego, na wielu poziomach, opowiadania „Pochwała alkoholu”, pokazującego, jak paraliż słowa i czynu działa na naszą psychikę. Jednocześnie Mackiewicz z przerażeniem konstatował upadek szaleństwa, nonkonformizmu na świecie.

Jak zauważał, to co dziś ogłasza się buntem, w rzeczywistości jest najbardziej przychylnie przyjmowane przez tyranów. W „Zwycięstwie prowokacji” Mackiewicz pytał: „Gdzie się podzieli ci indywidualiści starych czasów, ci rozczochrańcy ideowi wzywający do czynów niemożliwych? Wprawdzie po wszystkich bulwarach wielkomiejskich spotykamy dziś nie mniej, a więcej rozczochranych egzystencjonalistów, ale nie stanowią już typu indywidualnego, a raczej kolektywny; nie reprezentują zwolenników obalania tyranii, a przeważnie zwolenników zgodnego współżycia z tą tyranią”.

Twarde eliminowanie posowieckiej agentury

Z pewnością doradziłby nam dokończenie rozliczenia komunizmu i twarde eliminowanie z życia naszych narodów posowieckiej agentury. Mackiewicz był zwolennikiem tezy, że komunizm należy obalić nie dlatego, że jest niereformowalny, lecz odwrotnie - dlatego, że jest skończenie reformowalny. Był zwolennikiem zbrojnego obalenia komunizmu. Nie wierzył w pokonanie go poprzez pokojową ewolucję. Za najgroźniejszą broń przeciwko komunizmowi uważał prawdę. W Polsce i wielu innych krajach, które wyzwoliły się spod komunizmu życie nie poszło w kierunku, którego Mackiewicz był zwolennikiem. Po 1989 r. komunizm nie został obalony zbrojnie. Przeszedł ewolucję, transformację, w wyniku której powszechnie stwierdzono jego upadek. Największym problemem nowego ustroju okazał się brak przywrócenia prawdy.

Na pewno doradzałby nam też stanięcie w prawdzie, we wszystkich naszych sporach, zarówno krajowych jak i pomiędzy naszymi narodami, zgodnie z maksymą, że „Tylko prawda jest ciekawa”. Wielki polski poeta Zbigniew Herbert pisał o tym samym: „Wielu z nas sądziło, że po 1989 roku, choć nie zbudujemy od razu raju na ziemi, to przynajmniej otrząśniemy się z dawnego kłamstwa. Nie było to możliwe, ponieważ ludzie nie stworzyli języka prawdy. A przecież podstawowym obowiązkiem intelektualisty jest myśleć i mówić prawdę”.

„Każdy z naszych talentów warto poświęcić tej sprawie”

Pisał Józef Mackiewicz, za zbyt małą znajomość przyrody strofujący nawet Adama Mickiewicza i Henryka Sienkiewicza w „Drodze donikąd”: „Gawrony są przecież ptakami też przelotnymi, które pod swoimi skrzydłami pozwalają przesuwać się ziemi z północy na południe i z południa na północ: lasy, pola, rzeki, wieże kościelne, ubogie podwórka, twarze ku niebu obróconych drzew, wstęgi szos, pod słońce migające szyny i znów lasy, znów łąki...

Jednym słowem, kraje całe, różnorodne, okupowane i nie okupowane, łachy piaszczyste przy jeziorach, obce zachody i wschody słońca... jakżeby to wyrazić po ichniemu: wielką przestrzeń i wielką wolność: „kraaa... kraaa?”.

Zlecieliśmy się dziś do Wilna, jak te ptaki przelotne, by walczyć o wielką przestrzeń i wielką wolność. Naszą przestrzeń i naszą wolność. Może nie wszystko, ale bardzo wiele jest w naszych rękach. Wyjdźmy z tej konferencji z przekonaniem, że bardziej od słów liczą się czyny. Że każdy z naszych talentów warto poświęcić tej sprawie. Że z tego rozliczy nasze pokolenia historia. Że przecież jest nam łatwiej, niż „Ptasznikowi z Wilna”. I trzeba przełamać niemoc i paraliż, a powieści i publicystyka Józefa Mackiewicza są na tym froncie naszą ważną bronią.

 



Źródło: niezalezna.pl,

 

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo