Historia trzech Ukrainek w Polsce - Naty, Katii, Tani. „Nigdy nie myślałam, że opuszczę Ukrainę”

Nigdy nie myślałam, że opuszczę Ukrainę. Nawet gdy rosyjskie czołgi zbliżały się do Kijowa, chciałam zostać z rodziną i chłopakiem – przyznaje Nata, która ostatecznie wraz z mamą i dwoma psami znalazła schronienie w Warszawie. - W pewnym momencie czułam się winna, że poszczęściło się nam uciec przed wojną, kiedy jeszcze mało kto wierzył, że ona się zacznie – przyznaje z kolei Katia, która do Polski przeniosła się wraz z mężem, pracownikiem amerykańskiej firmy. - Codziennie słuchamy opowieści o rozłąkach, które poruszają nawet najsilniejszych z nas – dodaje Tania, ukraińska studentka z Krakowa, która od pierwszych dni pomaga na granicy przyjmować uchodźców.

Tania, Nata, Katia - arch.

Spotkanie z Polską dla każdej z tych młodych ukraińskich kobiet zaczęło się inaczej. Tania wyjechała do Polski cztery lata temu, by studiować migrację międzynarodową na jednym z najstarszych uniwersytetów w Europie: Jagiellońskim. Dziewczyna przyznaje, że wybierając kierunek wykształcenia, nigdy nie myślała, że pozna kwestię migracji w kontekście wojny w jej ojczyźnie. - Od pierwszego dnia rosyjskiej inwazji na Ukrainę staram się być przydatna w Polsce. Ja i moi przyjaciele protestowaliśmy przeciwko wojnie przed rosyjskim konsulatem w Krakowie. Potem pojechałam na granicę Polski z Ukrainą – mówi Tania, dla której pomoc uchodźcom w Europie staje się zawodem.

Również historia Katii w Polsce zaczęła się jeszcze przed wojną. Młoda Ukrainka przeprowadziła się nad Wisłę wraz z mężem. – Dopiero rozpoczynaliśmy nasze życie rodzinne, dla nas ważna była stabilność. Mój mąż pracuje w amerykańskiej firmie i w obawie przed inwazją Rosji na Ukrainę zaproponowano mu przeprowadzkę do Polski. Zgodziliśmy się. Wówczas nie u wszystkich znaleźliśmy zrozumienie. Wiele osób sceptycznie patrzyło na to, że dojdzie do wojny na szeroką skalę – wspomina.

Jednak spełniły się najczarniejsze scenariusze. Zmusiło to uciec do Polski Natę i jej mamę.

- Nigdy nie myślałam, że opuszczę Ukrainę. Nawet gdy rosyjskie czołgi zbliżały się do Kijowa, chciałam zostać z rodziną i chłopakiem. Dopiero gdy usłyszałam od moich przyjaciół z okupowanych terytoriów o wszystkich okropnych rzeczach, jakie rosyjscy żołnierze robią mężczyznom, kobietom i dzieciom, podjęłam tę decyzję. Powiedziałam sobie, że nie dam rady unieść tego ciężaru, gdy będę musiała przeżyć podobne

– tłumaczy swoją decyzję Nata. Ona i jej matka spakowały walizki, by opuścić Ukrainę z dwoma psami, podczas gdy jej ojciec i chłopak zostali, by bronić Kijowa.

Swoją drogę do Polski pamięta bardzo dokładnie, jakby to było zaledwie wczoraj.

- Znalazłyśmy pociąg do Warszawy, ale gdy dotarłyśmy do dworca, nie było o nim żadnych informacji. Ponieważ wiele osób opuszcza Ukrainę, dostęp do takich informacji jest ograniczony ze względów bezpieczeństwa. Udało nam się dostać do wagonu już po brzegi wypełnionego ludźmi i opuściłyśmy dworzec przy odgłosach bombardowania miasta. Miałyśmy szczęście, ponieważ wiele osób nie zdołało się przebić do pociągu i musiało zostać. Ludzie stali lub leżeli w przejściu, ponieważ w wagonie było dwa razy więcej osób, niż powinno, a może więcej

- wspomina.

Droga do Polski była niewątpliwie jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie Nata musiała znieść, opuszczając Ukrainę. Dotarcie w bezpieczne miejsce zajęło jej i jej matce półtora dnia.

Bezpiecznie w Polsce

Tania jest jedną z pierwszych osób, które widzą uchodźcy z Ukrainy, trafiając do Polski. - Bardzo często ludzie gubią się po przekroczeniu granicy. Boją się o tych, których z bólem w sercu zostawili w domu, i martwią się o to, czy dadzą radę zaopiekować się dziećmi, których zabrali ze sobą. Codziennie słuchamy opowieści o rozłąkach, które poruszają nawet najsilniejszych z nas. Wolontariusze, zwłaszcza ci, którzy mówią po ukraińsku, starają się udzielić uchodźcom wsparcia emocjonalnego, a także wszelkiego innego – mówi.

Podobnie w pomoc uchodźcom angażuje się Katia, która codziennie jedzie z Lublina kilka godzin do granicy polsko-ukraińskiej, by zabrać ze sobą kogoś z granicy. Młoda kobieta podziwia, jak ofiarni są Polacy w czasach tragedii na Ukrainie.

- Ludzie mogą pomóc na różne sposoby. Czasami nawet zaangażowanie w sortowanie rzeczy jest tak cenne, jak dzielenie z kimś domu lub przekazywanie darowizn

– zaznacza.

Nata zaś próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. - Rozumiem, jak ważna jest teraz stabilność finansowa. Dlatego chcę znaleźć pracę w Polsce. Mam nadzieję, że mając wyższe wykształcenie i rozmawiając po polsku, zarobię wystarczająco dużo pieniędzy, by wesprzeć moich rodziców i ukraińską armię – stwierdza.

Największy kryzys z czasów II WŚ

Co jest najtrudniejsze teraz? Wszystkie trzy wskazują na potrzebę prowadzenia w Polsce normalnego życia w nowych dla siebie warunkach. Nata nie może powstrzymać łez, gdy myśli o tym, że jej ojciec i ukochany pozostali w Kijowie, by bronić jej przyszłości. - Przestałam czytać wiadomości. Stres związany z życiem w kraju ogarniętym wojną jest ogromny. Czuję potrzebę zdystansowania się od wszystkich okropności wojny, aby być pomocnym tutaj, w Polsce. Wiem, że moja rodzina mnie potrzebuje, a myśl, że nigdy więcej ich nie zobaczę, jest dla mnie najtrudniejsza – przyznaje. Jak dodaje, codziennie dzwoni do domu i wie, że są ciągle pod ostrzałem. - Mój tata nie zamierza wyjeżdżać z Ukrainy. Mój chłopak ma duże szanse, że zostanie wezwany do wojska. W tej chwili nic nie jest pewne i boli nas wszystkich – mówi.

Jednak nawet przebywanie z ukochaną osobą w bezpiecznym miejscu, jak w przypadku Kati, nie czyni życie łatwiejszym i nie zmniejsza zmartwień. „W pewnym momencie czułam się winna, że poszczęściło się nam uciec przed wojną, kiedy jeszcze mało kto wierzył, że ona się zacznie. Jestem świadoma cierpień, jakie przeżywa moja rodzina i przyjaciele na Ukrainie. Jednak my tu też przeżywamy swój ból. Mój mąż i ja nigdy nie myśleliśmy, że znajdziemy się w Europie w wyniku tego, że przyjdzie nam uciekać przed wojną w naszym kraju. Nigdy nie chcieliśmy tak w pośpiechu opuścić Ukrainy. W tej chwili nie mamy też sił myśleć o przyszłości w Polsce. Rosja wszystko nam odebrała”.

Dla Tani to jednak nie pierwszy kryzys uchodźczy na Ukrainie, ponieważ dziewczyna zajmowała się nim od momentu gdy swoje domy utracili Ukraińcy wysiedleni w wyniku okupacji przez Rosję ukraińskiego Krymu i części Donbasu w 2014 r. Dziś Ukrainka udziela pomocy rodakom, poszukującym legalnego schronienia w Polsce.

- Niewiele z przybywających osób rozumie, co oznacza bycie uchodźcą. Moim zadaniem jest wyjaśnić im, czego się od nich oczekuje, a czego nie oczekuje się, gdy staną się uchodźcami. Osoby te powinny przejść procedurę ubiegania się o ochronę międzynarodową, która wyznacza pewne granice ich działalności na terenie Polski lub innego państwa, do którego udają się. Po zapoznaniu się z tym mogą wybrać, co dalej. To nie tylko rozmowa, ale raczej konsultacje udzielone ludziom na temat tego, co muszą zrobić, aby legalnie pozostać w tym kraju – wyjaśnia swoją działalność. - W tej chwili Europa stoi w obliczu największego kryzysu migracyjnego od czasów II wojny światowej. Jeśli nie będzie skutecznej odpowiedzi ze strony świata, trudności tej wojny mogą wkrótce pojawić się w innych sferach życia ludzi

– stwierdza.

______________________________________________

Trzy historii Ukrainek w Polsce zebrała młoda ukraińska dziennikarka Kateryna Sydoruk, z Klubu Stosunków Międzynarodowych Narodowego Uniwersytetu „Akademii Kijowsko-Mohylańskiej”, najstarszej uczelni na terenie współczesnej Ukrainy.
 

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Kateryna Sydoruk,Olga Alehno
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo