Rosyjscy piloci powinni zacząć się bać. Czym jest system Starstreak, który Wielka Brytania wysłała na Ukrainę?

Brytyjski sekretarz obrony Ben Wallace ujawnił niedawno, że przekazane przez Wielką Brytanię Ukrainie wyrzutnie przeciwlotnicze Starstreak są gotowe do wejścia do służby. To bardzo nowoczesna broń, a jej unikatowe cechy sprawiają, że może okazać się bardzo groźna dla rosyjskich pilotów.

Nilfanion, CC BY-SA 3.0 , via Wikimedia Commons

Starstreak to system obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu produkowany przez Thales Air Defence, z siedzibą w Belfaście, i przyjęty na wyposażenie przez brytyjską armię w 1997 roku. To najszybsza rakieta przeciwlotnicza tego typu na świecie, pocisk osiąga aż trzykrotną prędkość dźwięku. Starstreak może być wystrzeliwany z ziemi, wody i powietrza, chociaż jak na razie tylko wersja naziemna została przyjęta na wyposażenie brytyjskiej armii. 

Wyrzutnie Starstreak występują w trzech różnych formach. Pierwszą jest klasyczna wyrzutnia ręczna, tzw. MANPADS. Druga wersja to tzw. LML – wyrzutnia składająca się z trzech tub z pociskami i wspólnym celownikiem. Wyrzutnie LML można bez problemu zamontować na niemal dowolnym pojeździe wojskowym, można z nich też strzelać ze specjalnego stojaka. Trzecia wersja to wyrzutnie, które można zintegrować z pojazdami opancerzonymi lub dedykowanymi pojazdami obrony przeciwlotniczej, jak np. wyposażony w osiem wyrzutni brytyjski Alvis Stormer. Oficjalnie Wielka Brytania wyśle na Ukrainę tylko wersję MANPADS, ale prasa branżowa donosi nieoficjalnie, że Ukraińcy dostaną także wersję LML. 

Obecność Starstreaka na Ukrainie może oznaczać bardzo poważne problemy dla rosyjskich pilotów.  Zasięg tej rakiety to ponad 7 kilometrów a maksymalna wysokość celu to ponad kilometr, co w zupełności wystarczy do niszczenia śmigłowców i nisko latających odrzutowców – a fakt, że Rosjanom najwyraźniej brakuje inteligentnej amunicji i atakują głównie rakietami niekierowanymi i bombami sprawia, że ich piloci muszą latać nisko. Do tego Starstreak tuż przed uderzeniem wystrzeliwuje trzy głowice bojowe, zwane „rzutkami”. Każda z tych głowic jest wykonana ze stopu tungstenu i zawiera 450 gramów materiału wybuchowego PBX-98, wystarczającą ilość do zestrzelenia śmigłowca czy samolotu. Uniknięcie trafienia wszystkimi trzema jest trudniejsze niż ominięcie pojedynczej rakiety. Ogromna energia kinetyczna „rzutek” oznacza też, że mogą być użyte do niszczenia pojazdów opancerzonych. 
 
Tym, co wyróżnia Starstreaka, oprócz oczywiście bardzo dużej prędkości, jest jego system naprowadzania. Większość ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych używa do naprowadzania na cel czujników wykrywających ciepło silnika lub radarów. Zaletą takiego systemu jest to, że po namierzeniu celu i odpaleniu pocisku żołnierz może się ukryć.

Wadą jest to, że czujniki rakiet można względnie łatwo zakłócić, np. poprzez wystrzelenie flar lub zakłócających radar pasków metalu, tzw. chaff. 

W Starstreaku rakieta naprowadzana jest na cel przez dwa lasery umieszczone w celowniku. Oznacza to, że jej operator musi do samego momentu uderzenia celować we wrogi statek powietrzny. Taki system ma jednak szereg zalet. Przede wszystkim namiaru nie da się zakłócić przy pomocy klasycznych środków, łącznie z najnowszym rosyjskim systemem antyrakietowym L-370 Witebsk. Oznacza to, że jeśli tylko nic nie przeszkodzi operatorowi w celowaniu, to rakieta najprawdopodobniej uderzy w cel i go zniszczy. Eksperci podkreślają, że dzięki ogromnej prędkości pocisku czas, w jakim wrogi pilot może zareagować na zagrożenie, jest bardzo krótki. Dodatkowo nie będzie miał żadnego wcześniejszego ostrzeżenia, że jest namierzany – używane przez Starstreak lasery są na tyle słabe, że nie wykryje ich żaden pokładowy czujnik. Użycie laserów do naprowadzania oznacza też, że brytyjski system może niszczyć cele, które trudno jest namierzyć, jak np. drony, a pocisk można odpalić znacznie szybciej od momentu zauważenia zagrożenia niż w wypadku rakiet „wystrzel i zapomnij”. 

Z wysłaniem na Ukrainę Starstreaków związane były dwie wątpliwości. Pierwsza to obawy, że któraś z tych wyrzutni wpadnie w ręce Rosjan i dzięki temu poznają sekrety jej budowy. Takie ryzyko oczywiście istnieje, ale wielu ekspertów uważa, że nie jest tak duże, jak mogłoby się wydawać. Argumentują, że rosyjski przemysł zbrojeniowy – zwłaszcza teraz, gdy jest objęty międzynarodowymi sankcjami i kontrolą eksportów technologicznych – nie byłby w stanie zbudować kopi Starstreaka nawet, gdyby miał zdobyczny egzemplarz do dyspozycji. 

Drugim problemem było to, że ukraińskie siły zbrojne nigdy wcześniej nie używały tych wyrzutni i nie są w tym przeszkolone. To właśnie kwestia wyszkolenia sprawiła, że Zachód śle lub rozważa wysłanie na Ukrainę głównie broni, z którą Ukraińcy już potrafią sobie radzić, jak np. sowieckie wyrzutnie przeciwlotnicze S-300. Brytyjskie Ministerstwo Obrony poradziło sobie z tym problemem, szkoląc ukraińskich operatorów poza granicami kraju, w jednym z państw Europy Wschodniej. 

Na razie trudno oszacować jak Starstreak poradzi sobie na Ukrainie – chociaż pojawiły się już plotki, że te wyrzutnie zostały już użyte bojowo i okazały się bardzo skuteczne.

Eksperci podkreślają jednak, że sama obecność tego systemu na polu walki będzie dla Rosjan ogromnym problemem. Nie tylko wpłynie negatywnie na ich morale, które i tak zdaje się być wyjątkowo niskie, ale zmusi ich także do innego planowania misji bojowych tak, aby ich piloci byli bezpieczniejsi – a to może znacznie obniżyć skuteczność rosyjskich nalotów. 


 

 


Źródło: Drive, niezalezna.pl

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo