Posłowie pracują nad tym, aby na starość móc zadłużać swoją nieruchomość w zamian za rentę dożywotnią i w ten sposób podwyższyć sobie emeryturę. Ale odwrócona hipoteka - rodzaj kredytu hipotecznego - nie jest żadnym panaceum na kłopoty emerytów.
 
W Polsce 4,3 mln osób ma powyżej 67 lat, z tego 44 proc. otrzymuje świadczenia emerytalne poniżej 1,4 tys. zł brutto. Aby „dorobić” do skromnej emerytury, osoby te mogłyby skorzystać z tzw. odwróconej hipoteki. Według projektu ustawy, nad którym pracują obecnie posłowie, bank wypłacałby osobom starszym rentę zabezpieczoną hipoteką na posiadanym domu lub mieszkaniu. Rzeczoznawca określałby wartość nieruchomości, a bank - biorąc pod uwagę prognozy średniej długości życia - określałby wysokość renty.
 
Kredyt mogłaby spłacać - zamiast staruszka - jego rodzina, jeśli chciałaby po jego śmierci zatrzymać mieszkanie. Byłby to rodzaj długu, który będą musieli spłacić spadkobiercy. Jeśli tego nie zrobią, bank odbierze im odziedziczone mieszkanie.
 
Aby otrzymać rentę z odwróconej hipoteki, emeryt musiałby podpisać zobowiązanie, że będzie utrzymywał nieruchomość w należytym stanie technicznym oraz terminowo płacił podatki i opłaty związane z posiadaniem nieruchomości. Dodatkowo jeszcze będzie ciążył na nim obowiązek wykupienia polisy ubezpieczeniowej.  
 
Transakcja ta może być jednak dla starszych osób ryzykowna. Specjaliści od rynku hipotecznego uważają, że żaden bank przy wyliczaniu wysokości renty nie weźmie pod uwagę 100 proc. wartości mieszkania, ale co najwyżej 35 proc., co oczywiście spowoduje, że wypłacana renta będzie niska. Poza tym wielu emerytów nie będzie stać na sukcesywne prowadzenie remontów czy ubezpieczenie swojej nieruchomości. Już obecnie 12 proc. z nich żyje w trudnych warunkach. Usterka w domu czy zakup leków może postawić tych ludzi w bardzo trudnej sytuacji.
 
Cały tekst w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"