To jedyni zagraniczni dziennikarze, którzy zostali w Mariupolu. „Rosjanie polowali na nas, mieli listę nazwisk”

Mstyslav Chernov jest dziennikarzem Associated Press, który przez 20 dni pozostał w oblężonym Mariupolu, by wraz z fotografem Jewgienijem Małoletką udokumentować rosyjskie zbrodnie na tamtejszej ludności. - Polowali na nas Rosjanie. Mieli listę nazwisk, w tym nasze, i zbliżali się - relacjonuje Chernov.

twitter.com/@odesdivchina

Byliśmy jedynymi zagranicznymi dziennikarzami, którzy pozostali w ukraińskim mieście Mariupol i przez ponad dwa tygodnie dokumentowaliśmy jego oblężenie przez wojska rosyjskie. Byliśmy w szpitalu, kiedy bandyci zaczęli przechadzać się po korytarzach. Chirurdzy dali nam białe fartuchy do kamuflażu

- relacjonuje Mstyslav Chernov.

Według relacji reportera, o świcie do szpitala wpadło kilkunastu żołnierzy pytając, gdzie są dziennikarze. Było ryzyko, że są to przebrani Rosjanie, jednak Chernov przyznał, że jest dziennikarzem i usłyszał, że przyszli go stamtąd wydostać.

Ściany gabinetu zatrzęsły się od ostrzału artylerii i karabinów maszynowych na zewnątrz i bezpieczniej było pozostać w środku. Ale żołnierze ukraińscy mieli rozkaz zabrać nas ze sobą

- pisze dziennikarz.

Wybiegliśmy na ulicę, porzucając lekarzy, którzy nas schronili, kobiety w ciąży, które zostały ostrzelane i ludzi, którzy spali na korytarzach, bo nie mieli dokąd pójść. Czułem się okropnie, zostawiając ich wszystkich w tyle - dodaje.

Jak relacjonuje, uciekali przez kilka minut, które wśród hałasu ostrzelanego miasta, wydawały się być wiecznością. "Samochody pancerne zawiozły nas do zaciemnionej piwnicy. Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się, dlaczego Ukraińcy z narażeniem życia żołnierzy wydobyli nas ze szpitala" - czytamy.

„Jeśli cię złapią, pokażą ci kamerę i sprawią, że powiesz, że wszystko, co nagrałeś, to kłamstwo” – powiedział  mu policjant. „Wszystkie twoje wysiłki i wszystko, co zrobiłeś w Mariupolu, pójdą na marne”.

To był 15 marca. Nie mieliśmy pojęcia, czy wyjdziemy z tego żywi

- dodaje dziennikarz.

Według reportera, około jedna czwarta z 430 000 mieszkańców Mariupola wyjechała w pierwszych dniach, póki jeszcze mogli, ale niewielu ludzi wierzyło, że nadchodzi wojna, a zanim większość zrozumiała swój błąd, było już za późno.

Kilku innych dziennikarzy wyjechało, zanim zniknęły ostatnie połączenia i nastała pełna blokada - dodał.

Brak informacji w blokadzie realizuje dwa cele. Chaos jest pierwszym. Ludzie nie wiedzą, co się dzieje i wpadają w panikę. Na początku nie mogłem zrozumieć, dlaczego Mariupol tak szybko się rozpadł. Teraz wiem, że to z powodu braku komunikacji

- podkreślił.

Drugim celem jest bezkarność. Bez informacji pochodzących z miasta, bez zdjęć zburzonych budynków i umierających dzieci, siły rosyjskie mogły robić, co tylko chciały. Gdyby nie my, nie byłoby nic

- dodał dziennikarz.

Dlatego podjęliśmy takie ryzyko, aby móc wysłać światu to, co zobaczyliśmy, i to właśnie rozzłościło Rosję na tyle, by nas wytropić. Nigdy, przenigdy nie czułem, że przerwanie ciszy jest aż tak ważne

- podkreślił.

 


Źródło: niezalezna.pl,

#Ukraina

Beata Mańkowska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo