Gdy wybuchła wojna, uciekły do Polski. Niektóre ukraińskie kobiety wracają do ojczyzny. „Tam jest nasz dom"

W ostatnich dniach zauważamy, że część osób już wraca na Ukrainę. Są to głównie kobiety, które wcześniej uciekały do Polski. Teraz wracają, tłumacząc, że tam jest ich dom i rodzina – przyznał koordynator Polskiej Akcji Humanitarnej na przejściu granicznym w Hrebennem Dariusz Karwiński.

twitter.com/Straz_Graniczna

Na wszystkich przejściach granicznych z Ukrainą w woj. lubelskim odprawiono minionej doby prawie 30 tys. osób na wjeździe do Polski. Najwięcej osób przekroczyło granicę w Hrebennem, tj. 10,4 tys.

Kierownik punktu informacyjnego na przejściu w Hrebennem z ramienia wojewody lubelskiego Piotr Adamczuk przekazał, że panuje tam ciągle spory ruch, zarówno pieszy, jak i samochodowy.

"W tej chwili odprawy odbywają na bieżąco, nie ma już kolejek po ukraińskiej stronie. Grupy uchodźców docierają do nas o różnych porach dniach. W nocy z reguły jest mniejszy ruch. Podejrzewam, że to może przez obowiązujące na Ukrainie godziny policyjne"

– powiedział Adamczuk.

Dziś na przejście graniczne w Hrebennem dotarła Luba ze swoją córką i mężem. Pochodzą z miasta Krzemieńczuk w obwodzie połtawskim.

"W naszej w okolicy na razie było spokojnie, ale przyjechało już bardzo dużo uciekinierów z Charkowa. Postanowiliśmy wyjechać. Teraz wybieramy się do Poznania do naszych bliskich"

– powiedziała Luba, która na Ukrainie była gospodynią domową.

Zapanował większy spokój

Koordynator Polskiej Akcji Humanitarnej na przejściu w Hrebennem Dariusz Karwiński powiedział, że noc z poniedziałku na wtorek minęła spokojnie w porównaniu z tym, co działo się tutaj jeszcze tydzień temu.

"Wydaje mi się, że teraz większość osób z Ukrainy przewożona jest autobusami przez granicę, więc my jako Polska Akcja Humanitarna witamy ich już w miejscu, gdzie pracują celnicy. Tam dostają od nas pierwszy posiłek, napoje, gorącą herbatę. Następnie wsiadają z powrotem do autobusów i jadą dalej, nie zatrzymując się tu po przekroczeniu granicy"

– przekazał Karwiński.

Dodał, że po polskiej stronie w Hrebennem czekają najczęściej osoby, które pieszo przeszły granicę lub oczekują na dalszy transport.

"Czasami to są dwie godziny, a czasami dwanaście. Przez ten cały czas my się tymi ludźmi opiekujemy, pomagamy. Nikomu nie odmawiamy pomocy"

– dodał koordynator PAH.

W jego ocenie, tak naprawdę nikt nie wie, czy należy spodziewać się nagłego wzrostu liczby uchodźców.

"Wszystko zależy od sytuacji polityczno-militarnej na Ukrainie. Zdajemy sobie sprawę, że część ludzi jest pewnie spakowana i przygotowana, żeby emigrować z kraju w związku z konfliktem zbrojnym. Natomiast, czy to nastąpi, trudno powiedzieć"

– podkreślił Dariusz Karwiński.

Wracają do ojczyzny, do domu...

Jak zaznaczył, w ostatnich dniach można zauważyć, że część uchodźców wraca już na Ukrainę. Dodał, że najczęściej są to kobiety, które wcześniej uciekły do Polski, gdy rozpoczęła się rosyjska agresja na Ukrainę.

"Nie jest to jakaś wielka liczba, ale ja sam miałem już kilka przypadków trzy-, czteroosobowych grup kobiet, które po prostu wracają na Ukrainę wyjaśniając, że tam jest ich dom, rodzina, mąż, ojciec, brat, syn. Są obywatelkami Ukrainy, więc w dowolnej chwili mogą tam wrócić. My ze swojej strony nie możemy absolutnie zabierać im nadziei i zabraniać powrotu na Ukrainę"

– powiedział Karwiński.

 

 

 


Źródło: niezalezna.pl, PAP

#Ukraina #Rosja #wojna #uchodźcy #Polska #kobiety

az
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo