Komisja Europejska idzie na wojnę z wkładami do podgrzewaczy tytoniu

Gdy oczy całego świata zwrócone są dzisiaj w stronę Ukrainy, a Bruksela po cichu i bezprawnie usiłuje przepchnąć zakaz, który uderzy i w unijną, i w polską gospodarkę. W ocenie ekspertów opublikowany przez Komisję Europejską akt delegowany (odpowiednik rozporządzenia wykonawczego) do dyrektywy tytoniowej jest nie tylko bublem prawnym i przekroczeniem uprawnień nadanych Komisji przez państwa członkowskie. W obecnych czasach to również pomysł antygospodarczy.

fot. Aleksiej Witwicki
Gazeta Polska

Jak wynika z informacji, do których dotarła niezalezna.pl, planowany przez KE zakaz sprzedaży smakowych wkładów do podgrzewaczy tytoniu we wszystkich państwach unijnych może zostać ogłoszony jeszcze w tym roku, a w życie wejdzie na początku kolejnego. 

Pół miliarda złotych rocznie pójdzie z dymem?
Szacowane straty wynikające z wycofania takich produktów z polskiego rynku mogą sięgać nawet ponad 0,5 miliarda złotych w skali roku. 

Według danych rynkowych, o których jako pierwsza pisała „Rzeczpospolita”, w Polsce około 1 mln osób kupuje tzw. nowatorskie wyroby tytoniowe, do których zalicza się tzw. wkłady do pogrzewaczy tytoniu. Niemal dwie trzecie polskich konsumentów kupuje warianty smakowe (głównie mentolowe i owocowe). I to właśnie tych chce zakazać Komisja.

Tryb wprowadzania samego zakazu sprzedaży i produkcji smakowych wkładów oraz niezwykle krótkiego okresu jego wejścia w życie budzi zasadnicze wątpliwości. Dotyczą one zgodności takiego postępowania Brukseli z obowiązującym prawem unijnym. 

Wobec możliwości nieuprawnionego przekroczenia kompetencji przez Komisję Europejską redakcja niezalezna.pl zwróciła się z prośbą o komentarz do ekspertów. 

Bardzo głęboka ingerencja w rynek i istotne wątpliwości proceduralne

Jakub Bińkowski, członek zarządu i dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) 

„Wprowadzanie takich zmian, jak wycofywanie określonej kategorii produktów z obrotu, to bardzo głęboka ingerencja w rynek. Jesteśmy z zasady przeciwni arbitralnym zakazom sprzedaży jakichkolwiek produktów, wprowadzanych bez rzetelnej analizy i dialogu” – mówi Bińkowski. I dodaje: „Tym bardziej negatywnie należy zatem ocenić próby wprowadzania tego rodzaju ograniczeń w trybie budzącym poważne wątpliwości z punktu widzenia kluczowych zasad rządzących procesem legislacyjnym”.
 
W przekonaniu eksperta, zgodnie z art. 290 TFUE, prawodawca unijny może zdecydować o przyznaniu Komisji uprawnień do wydania tzw. aktów delegowanych. 

„W akcie ustawodawczym, przewidującym mechanizm przekazania uprawnień, powinien zostać jasno określony jego cel i zakres” – zauważa Bińkowski. Tymczasem dyrektywa tytoniowa nie przewiduje możliwości ustanowienia przez Komisję w drodze aktu delegowanego nowej kategorii wyrobów tytoniowych. 

„W samej dyrektywie zostały one wymienione i zdefiniowane w art. 2. Przywołany przepis nie zawiera definicji tytoniu do podgrzewania. Tymczasem w projekcie dyrektywy delegowanej przedstawionym przez Komisję Europejską, mimo braku jasnej delegacji do utworzenia nowej kategorii wyrobów, znajduje się definicja tytoniu do podgrzewania oraz propozycje ograniczeń związanych z tą kategorią produktów, tzn. wprowadzenia zakazu charakterystycznych aromatów, czy zmiany wymogów dot. etykietowania. Tego rodzaju tryb postępowania budzi istotne wątpliwości proceduralne” – podkreśla ekspert ZPP. 

W ocenie eksperta Komisja Europejska przekracza zatem swoje uprawnienia, nadane jej przez państwa członkowskie i wynegocjowane w ramach kompromisu. KE ustawia się zatem ponad prawem. 

Bruksela zakaże produktów mniej szkodliwych od papierosów?
Wątpliwości innego typu budzi też fakt, że Komisja Europejska chce wprowadzić zakaz sprzedaży wariantu smakowego tego samego produktu, który w Europejskim Planie Walki z Rakiem (EBCP) wymienia jako jedno z narzędzi pozwalających zmniejszyć ryzyko zachorowania na nowotwory wśród osób palących tradycyjne papierosy. 

Na unijnej linii Parlament–Komisja iskrzy. Parlament Europejski już bowiem uznał, choć na razie w ograniczonym zakresie, że tzw. bezdymne inhalatory nikotyny, do których zaliczają się m.in. podgrzewacze tytoniu, wiążą się z mniejszą szkodą dla zdrowia i z mniejszym ryzykiem zachorowania na raka przez palaczy niż dalsze palenie papierosów. W ten sposób kluczowe ciało UE uznało redukcję szkód spowodowanych paleniem za strategię w jakimś sensie korzystną dla ochrony zdrowia publicznego. Tymczasem Komisja Europejska chce palaczom zakazać dostępu do takich wyrobów. 

W głosowaniu nad Europejskim Planem Walki z Rakiem (EBCP) w lutym bieżącego roku europosłowie uznali podgrzewacze tytoniu za jeden z kilku elementów składających się na tzw. redukcję szkód spowodowanych paleniem papierosów. Miażdżącą większością głosów (za głosowało 652 europosłów, a przeciw – 15) przegłosowali ostateczną treść Planu, w którym znalazło się miejsce dla wspomnianych alternatyw do papierosów. Europarlamentarzyści przyznali też, że gdyby palacze, którzy mimo leczenia ze swojego nałogu nadal nie chcą przestać palić, zamiast papierosów wybierali ich zamienniki, w tym tytoń podgrzewany, to przyniosłoby to korzyść zdrowotną i zmniejszyło ryzyko zachorowania na raka. Przełomowa decyzja Parlamentu nie znajduje jednak poklasku w oczach Komisji Europejskiej, która chce część z tych produktów po prostu zdelegalizować.

USA zachęcają palaczy do zmiany wyrobów
Również podejście polityki zdrowotnej USA jest całkowicie odmienne od podejścia prezentowanego przez UE. Stany Zjednoczone zmierzają w kierunku stwarzania swoim palaczom zachęt, aby – jeśli nie chcą w ogóle rzucić nałogu – przechodzili na tytoń podgrzewany. Amerykańska rządowa Agencja Żywności i Leków (Food and Drug Administration, FDA) oświadczyła, że podgrzewacze tytoniu są „wyrobem tytoniowym o zmodyfikowanym ryzyku”, ponieważ zmniejszają narażenie palaczy na szkodliwe związki w porównaniu z paleniem papierosów. Wskutek tego uznała je za „właściwe dla promocji zdrowia publicznego”. Nadal oczywiście odnotowuje szkodliwość wszystkich produktów tytoniowych i nikotynowych, ale podkreśla, że stopnia ich szkodliwości nie można stawiać na równi z paleniem papierosów.

Polskie Ministerstwo Zdrowia prezentuje jednak w tej kwestii o wiele bardziej wstrzemięźliwe stanowisko. W nadesłanej do nas wypowiedzi MZ stwierdza m.in., że: „Okresy przejściowe dopuszczające czteroletnią możliwość sprzedaży papierosów mentolowych w latach ubiegłych nie wynikały z krajowych propozycji regulacyjnych, tylko stanowiły bezpośrednią implementację przepisów dyrektywy 2014/40/UE”. 

Z drugiej strony to państwa członkowskie UE mogą, chcąc chronić rodzimy rynek, postulować o wprowadzenie okresu przejściowego. Na nasze pytanie o to, czy Polska postulowała o wprowadzenie takiego okresu na naszym rynku, resort nie udzielił odpowiedzi. Podobnie jak nie otrzymaliśmy odpowiedzi o to, czy resort zgłosił swoje uwagi do unijnego prawa na piśmie.

Koszty medyczne niższe w przypadku stosowania zamienników
Ministerstwo Zdrowia w skierowanej do nas odpowiedzi podkreśla, że: „nie ma zdrowszych uzależnień”, gdyż „każdy jego rodzaj powoduje istotne zagrożenia dla zdrowia ludzkiego (zarówno tego psychicznego jak i fizycznego)”. To fakt, z którym nikt nie polemizuje. Dzisiaj zwraca się jednak uwagę na skutki czy też konsekwencje zdrowotne i społeczne takich uzależnień, które można minimalizować. Jak wynika z analiz m.in. prof. Iana Irvine’a, ekonomisty z Uniwersytetu Concordia w Kanadzie, o ile koszty medyczne i społeczne wynikające z palenia papierosów są ekstremalnie wysokie, o tyle już w przypadku stosowania ich zamienników są one o kilka rzędów wielkości niższe. Innymi słowy: o ile nie ma „zdrowszych uzależnień”, o tyle można już różnicować same uzależnienia pod kątem ich skutków np. dla systemu opieki zdrowotnej.

Tę zależność w Polsce zdaje się dostrzegać samorząd lekarski. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) już pod koniec ubiegłego roku zaapelowało do Ministerstwa Zdrowia: „o stworzenie mapy drogowej dla Polski bez papierosów, tak aby dzisiejsze dzieci wchodząc w dorosłość nie znały ich smaku”. W swoim apelu lekarze zwrócili uwagę resortu na pilną potrzebę systemowego i kompleksowego ograniczania skutków epidemii palenia papierosów, zachęcając m.in. do tworzenia programów redukcji szkód spowodowanych paleniem. Takie programy działają u nas w obszarach walki z uzależnieniem od narkotyków czy alkoholu. 



Prof. Chojna-Duch: Komisja Europejska łamie zakres delegacji wynikający z Dyrektywy Tytoniowej

„Komisja Europejska, przy okazji wprowadzania zakazu dodatków smakowych, łamie zakres delegacji wynikający z Dyrektywy Tytoniowej poprzez sformułowanie w akcie delegowanym definicji tytoniu do podgrzewania oraz nakazu umieszczania na tych wyrobach ostrzeżeń zdrowotnych” – uważa prof. Elżbieta Chojna-Duch z Katedry Prawa Finansowego Uniwersytetu Warszawskiego. 

Jej zdaniem wprowadzenie nowej definicji w akcie delegowanym, w tym przypadku tytoniu do podgrzewania, za pomocą aktu prawnego niższego rzędu, który nie przechodzi ścieżki legislacyjnej przewidzianej dla dyrektywy, jest sprzeczne z prawem. 

„Także nakazanie umieszczania na tych wyrobach ostrzeżeń zdrowotnych narusza kompetencje państw członkowskich. Zresztą wiele państw (w tym trzy z Grupy Wyszehradzkiej, oprócz Polski) wyraziło już pisemnie swoje zastrzeżenia co do podstaw prawnych kreowania takiej definicji poprzez akt delegowany”.

Jak dodaje prof. Chojna-Duch: „Przekroczenie kompetencji przez KE pozbawia państwa członkowskie prawa do decydowania o klasyfikacji poszczególnych kategorii wyrobów tytoniowych. A szerzej, Komisja nie może samodzielnie wyznaczać ram swego funkcjonowania lub zmieniać przepisów dyrektyw, gdyż oznaczałoby to wejście w kompetencje zastrzeżone, czyli działanie poza prawem i poza kompetencjami (ultra vires).” 

Ekspertka zauważa, że w przypadku wątpliwości, instytucje europejskie powinny się zwrócić do Służby Prawnej, a w sytuacji sporu kompetencyjnego rozstrzyga go Trybunał Sprawiedliwości UE. Jej zdaniem wobec tego: 

„Konieczne jest, aby w momencie, gdy KE zarzuca Polsce łamanie praworządności, jasno i klarownie wypowiedzieć się w pisemnym stanowisku, iż KE nie ma podstaw prawnych do wydawania decyzji takich, jak ta dotycząca zakazu dodatków smakowych, i poprzeć wątpliwości zgłaszane przez inne państwa, zwłaszcza naszych partnerów z V4” – stwierdza prof. Chojna-Duch. 

 


Źródło: Maciej Pawlak

Maciej Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo