Pod hasłem reformy urzędów pracy rząd zamierza wycofać się z płacenia za bezrobotnych składki na ubezpieczenie zdrowotne. Wydatki z budżetu na ten cel z roku na rok rosły, bo dramatycznie rosło bezrobocie. Po skoku na pieniądze przyszłych emerytów w OFE to kolejna desperacka próba ratowania dziurawych finansów państwa.

Resort pracy ogłosił, że urzędy pracy będą od przyszłego roku płaciły składki ubezpieczeniowe tylko za tych, którzy mają prawo do zasiłku. Pozostali, którzy już tego prawa nie mają ze względu na odmowę przyjęcia pracy, zostaną przesunięci w struktury powiatu. Na razie resort nie zdradził, kto konkretnie miałby przejąć opłacanie za nich składek. Ma to uczynić za kilka tygodni.
Według resortu jedna trzecia rejestrujących się w pośredniakach czyni to tylko dlatego, aby mieć status bezrobotnego i aby urząd opłacał za nich składki na ubezpieczenie zdrowotne. Otrzymaniem zatrudnienia w ogóle nie są zainteresowani, bo pracują na czarno. Bezrobotni tłumaczą, że nie przyjmują pracy, bo składane im oferty są żenujące i nigdy nie powinny się znaleźć w ofertach państwowego urzędu.

Ministerstwo Pracy przekonuje, że dzięki planowanym zmianom urzędnicy zyskają więcej czasu i będą mogli skoncentrować się na poszukiwaniu pracy dla tych, którzy są gotowi ją przyjąć. Według ekspertów to jednak tylko PR-owski zabieg. Ich zdaniem, to nie reforma funkcjonowania urzędów pracy jest celem całej tej operacji, ale chęć ratowania sypiącego się budżetu państwa. Składki za bezrobotnych otrzymujących zasiłek są opłacane z Funduszu Pracy, za tych bez zasiłku płaci zaś budżet państwa. Przeniesienie płatności składek zdrowotnych „gdzieś do powiatu”, np. do budżetów samorządowych, odciążyłoby budżet centralny.

Praktykę tę potwierdza raport „Zarys systemu ochrony zdrowia Polska 2012” sfinansowany przez NFZ, a wydany przez Europejskie Regionalne Biuro WHO. Autorzy, opisując działania polskich władz na rzecz ograniczania zadłużenia państwowego, stwierdzili, że „sektor zdrowotny jest także objęty polityką fiskalną rządu nastawioną na ten cel”. Z liczb obrazujących wysokość składek na ubezpieczenie i świadczenia, jakie państwo musi ponosić, widać, jak dramatycznie wzrosła ta pozycja w budżecie. Jeszcze w 2007 r. było to 408 mln zł, w 2008 r. - 575 mln zł, a w 2010 r. już 1 mld 72 mln zł.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"