W poszukiwaniu nowego cara?

We wtorek opublikowaliśmy zdumiewającą odezwę podpisaną przez emerytowanego wprawdzie, ale nadal wielce wpływowego gen. Leonida Iwaszowa, która pojawiła się na stronie kierowanego przezeń Ogólnorosyjskiego Stowarzyszenia Oficerskiego, wzywającą kremlowskie władze do rezygnacji z planów wojny z Ukrainą i wzywającą Putina do ustąpienia ze stanowiska prezydenta Rosji. Te heretyckie tezy znajdują się w konkluzjach odezwy, ale już jej początek pobudza do wielu pytań, posłanie bowiem zaadresowane jest „do Prezydenta i obywateli Federacji Rosyjskiej”, a zatem najwyraźniej liczy na jakiś oddźwięk u tych obywateli, a zwłaszcza tych noszących mundury. Krótko mówiąc, jest to wezwanie do wojskowego przewrotu.

Gdy generałowie piszą listy publiczne, świadczy to o tym, że w kraju dzieje się niedobrze. W ubiegłym roku informowałem Czytelników o takich pismach, które pojawiły się we Francji i w USA, gdzie również generałowie w stanie spoczynku zwracali się do kolegów będących w służbie, wskazując na straszliwe ich zdaniem grzechy rządu, które grożą upadkiem ojczyzny, a ów upadek może odwrócić jedynie interwencja armii. We Francji taką odezwę poparły tysiące oficerów służby czynnej, a mimo głośnych wrzasków oburzenia prezydenta Macrona i zlewaczonych mediów włos im z głowy nie spadł, a wedle niedawnego sondażu ponad połowa Francuzów życzyłaby sobie, aby armia naprawdę przejęła odpowiedzialność za losy kraju.

Podobny apel generałów amerykańskich zdegustowanych wewnętrzną i zagraniczną polityką ekipy Bidena przyniósł ostatnio nieoczekiwane pozytywne rezultaty: niechcący firmować blamażu w Afganistanie Pentagon przykręcił swoje tajemne śruby i zmusił prezydenta nie tylko do całkowitej zmiany retoryki wobec Putina, z którym już się zaczynał bratać, ale i do realnych działań wzmacniających wschodnią flankę NATO, co teraz właśnie obserwujemy.

Generał wciąż żyje, gada?

Ale gdzie by komuś takie rzeczy przychodziły do głowy w Rosji? Za Stalina samo podejrzenie o rzekomą nielojalność kosztowało głowę trzech z pięciu jego marszałków, a za Chruszczowa najbardziej ambitnego z marszałków czasu wojny, Żukowa, brutalnie odsunięto od władzy nad armią. Dopiero gdy pierestrojka Gorbaczowa realnie zagroziła rozpadem Związku Sowieckiego, wojskowi się obudzili i dokonali niezwykle żałosnej próby przewrotu znanej jako pucz Janajewa. Później już się nikt nie buntował, a tu teraz taki nóż w plecy Kremla! W dodatku ze strony postaci, której powszechnie znane nacjonalistyczne poglądy nie są emanacją tęsknot za komuną ani nawet imperium.

Generał Iwaszow jest członkiem kilku „superpatriotycznych” ugrupowań politycznych, a mimo to totalnie krytykuje całą politykę prowadzoną od intronizacji Putina, uważając, że car i jego otoczenie to zwykłe zbóje dbające wyłącznie o własną kabzę, gotowe przez prowadzone nieustannie wojny doprowadzić nie tylko do upadku Rosji jako mocarstwa, ale wręcz zagrozić jej istnieniu jako państwa!

Generał przekonująco i logicznie dowodzi, że do tego właśnie doprowadzi szykowana przez Kreml wojna z Ukrainą na wielką skalę, i dlatego właśnie wzywa Putina do zaniechania ataku i rezygnacji z prezydenckiego fotela. I – nikt generała natychmiast nie aresztuje, podczas gdy za o wiele mniejsze „przewiny” ginęli niepokorni dziennikarze, a do łagrów trafiali tacy jak Nawalny! Co więcej, dzień później Iwaszow wystąpił w opozycyjnej rozgłośni radiowej Echo Moskwy, gdzie jeszcze zaostrzył retorykę. Poinformował słuchaczy, że opublikowaną odezwę Stowarzyszenia Oficerskiego poparło 76 proc. jego członków, przy czym znaczna ich część żądała nie tylko ustąpienia Putina, lecz także pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej! A znaczy to ni mniej, ni więcej, że nawet „jastrzębie” w kręgach wojskowych z przerażeniem obserwują coraz bardziej awanturniczą politykę „zbierania ziem ruskich” forsowaną przez Putina. Czym innym jest bowiem straszenie zagranicy rzekomą potęgą rosyjskiej armii dysponującej ponoć supernowoczesnymi „wunderwaffen”, a czym innym dobrze znane generałom realia – katastrofalny stopień nasycenia wojska nowymi technologiami i notoryczne od lat obcinanie budżetu na zbrojenia.

Bliski bunt mundurowych?

Na to, że armia nie jest zadowolona mimo takich wiekopomnych zwycięstw, jak podbicie własnej prowincji (Czeczenia) czy pokonanie znanej potęgi (Gruzja) oraz zajęcie bez wystrzału „odwiecznie rosyjskiego” Krymu, wskazywała seria podejrzanych zgonów wysokich funkcjonariuszy GRU, wywiadu wojskowego, coraz bardziej podporządkowanego FSB, czyli przefarbowanego pobieżnie KGB, tak bliskiego sercu prezydenta. Były to niewątpliwie działania mające paraliżować ewentualne zalążki buntu mundurowych. A kim są owi członkowie Stowarzyszenia Oficerskiego, z których aż 76 proc. chce dymisji i rozliczenia Putina? Gdzie są rozmieszczeni i ilu ich jest? Niewykluczone, że wkrótce się tego dowiemy, jeśli Kreml zdecyduje się mimo takich publicznie wygłoszonych ostrzeżeń zaatakować Ukrainę z całą mocą. Zresztą gdyby się teraz wycofał, to car nie tylko straciłby twarz, ale może faktycznie i stanowisko, jeśli zaś jednak zaatakuje i natknie się na opór skuteczniejszy, niż zakładali jego stratedzy, to los jego będzie jeszcze marniejszy. Gdy się zajrzy do dziejów Imperium Rzymskiego, to łatwo się przekonamy, że powołani do strzeżenia życia cezara pretorianie zamordowali więcej z nich niż różni pretendenci do tronu…

Można więc sobie wyobrazić niezbyt nawet krwawy przewrót dokonany przez rosyjską armię, która ukatrupi lub aresztuje prezydenta, najbliższych mu ludzi oraz wierchuszkę oligarchów pod hasłem ratowania narodu i państwa. Ci, którzy przeżyją, staną przed trybunałami specjalnymi oskarżeni o wszelkie możliwe zbrodnie, poczynając od grabieży dóbr narodowych, ludobójstwo, napaści na inne kraje, może nawet znienacka dowiedzielibyśmy się prawdy o katastrofie smoleńskiej? Tak przecież zrobili Chruszczow i jego klika, po śmierci Stalina zwalając na niego wszystko, także wspólne zbrodnie.

Pytanie o plecy Iwaszowa

Nie piszemy tu wcale jakiejś political fiction, po prostu staramy się wyciągać logiczne wnioski z niespodziewanego wystąpienia generała, które najwyraźniej prezentuje on jako głos całej armii. Skoro Iwaszow nadal pozostaje na wolności i może głosić swoje herezje w powszechnie słuchanym radiu, to znaczy, że ktoś go ochrania. Ktoś, kto dosyć ma groźnego dla kraju awanturnictwa putinowskiej mafii. Ilu jest i na jak znaczących stanowiskach w armii czynnej tych „ktosiów”, możemy na razie tylko przypuszczać, ale ja bym tej wersji rozwoju wypadków nie lekceważył.

Warto nadal śledzić działania gen. Iwaszowa, zwłaszcza że nie napotkały one na żadną reakcję ze strony władzy, a przypomnę, że moje artykuły dotyczące sojuszu Polski z Ukrainą były publikowane po rosyjsku i dawali im odpór nie tylko znani politolodzy, ale też deputowani do Dumy i osoby z kręgu doradców Putina, ostatni zaś z nich o rodzącym się sojuszu brytyjsko-polsko ukraińskim doczekał się omówienia pod chwytliwym tytułem: „Polski reżyser filmowy grozi wymazaniem z mapy obwodu kaliningradzkiego!”. W tychże mediach omawiane są „rusofobiczne” teksty Tomasza Sakiewicza i Jana Rokity. Tyle uwagi dla płodów umysłów jakichś polaczyszek, a o wstrząsającym orędziu własnego wybitnego generała ani słowa?

Przejrzałem przed chwilą ponownie rosyjski internet – orędzie oficerów pojawia się już na setkach portali, ale żadnego oficjalnego odzewu na ten buntowniczy tekst nigdzie jak dotąd nie znalazłem. Chyba że za pośrednią odpowiedź uznać niespodziewane wypłynięcie ponoć należącego do Putina luksusowego jachtu, dotąd cumującego w Hamburgu – płynie ewakuować „cara” przed gniewem „strzelców”?
 

 

 



Źródło:

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo