Jednym miliony, drugim płomienie

  

Wizja rozwoju gospodarczo-społecznego Polski przyjęta u zarania III RP zaczyna przynosić ponure efekty. Rozwarstwienie społeczne i pauperyzacja, zrujnowane więzi rodzinne i problemy psychiczne Polaków – to cena za liberalizm ery postpolityki.

Rządząca partia nie czuje się odpowiedzialna za skutki polityki społecznej, jaką prowadzi na rzecz najbardziej majętnej części Polaków i dla zysków drenujących od lat nasz rynek firm zagranicznych. Zwykły człowiek – tania siła robocza – nie może liczyć nawet na wystarczającą pomoc ze strony własnego państwa. Samopodpalenia to najbardziej rozpaczliwy gest – z pozoru zupełnie jednostkowy, ale w gruncie rzeczy to jedyny widziany przez opinię publiczną znak sprzeciwu coraz słabszych ludzi z podklas społecznych.

Chore społeczeństwo

To idzie bieda i złość! – bieda tym bardziej dokuczliwa, że przegląda się we wciąż rosnącym dobrobycie nielicznych, w poczuciu, że przecież innym się udało, że wokół widać mnóstwo znaków materialnego powodzenia. To zresztą częsty argument dzisiejszych propagandystów sukcesu: przecież ludziom się powodzi. Jednak nikt nie mówi – choć opracowania takie istnieją – jakimi pozamaterialnymi czynnikami Polacy płacą tylko za to, że są w stanie utrzymać się na powierzchni, spłacać choćby kredyt na mieszkanie.

Po pierwsze, jest coraz więcej rozdzielonych rodzin, dzieci na stałe pozbawionych obecności i troski rodziców („wychowywanych" przez media). Po drugie, coraz mniej czasu pozostaje na prywatne życie, niezapełnione obowiązkami zawodowymi, co odbiera możliwość tworzenia mocnych relacji z innymi i owocuje brakiem stałych związków, coraz częstszymi rozwodami, programową samotnością singli. Często stres związany z przeciągającym się czasem pracy (zarówno dobowo, jak w perspektywie miesięcy i lat) skutkuje wzrostem nerwic, chorób wieńcowych, rozlicznymi dolegliwościami psychosomatycznymi. Polacy używają bardzo dużo środków paramedycznych, czyli leków przeciwbólowych. Można wręcz z gorzkim sarkazmem powiedzieć, że nie bez przyczyny na polskich ulicach najczęściej widać banki i apteki: pieniądze i tabletki, tabletki i pieniądze.

Korzenie wyzysku

To wszystko nie dzieje się przypadkiem, jest wynikiem modelu transformacji, jaki przyjęto u zarania III Rzeczypospolitej. Tyle że po latach pewnej prosperity negatywne tendencje znów się wzmacniają. Sojusz „uwłaszczonej nomenklatury" i „sfraternizowanej opozycji" uczynił miliony Polaków bezwolną masą, z którą można zrobić, co się zechce. Na bardzo interesujący ślad dyskusji z tamtego czasu trafiłem w książce „Lech Kaczyński. Biografia polityczna", której głównym autorem jest Sławomir Cenckiewicz. Jeszcze jako prominentny działacz NSZZ „Solidarność" prezydent oceniał w 1990 r.: „Program Balcerowicza może przysporzyć korzyści istotnej, ale mniejszościowej grupie społecznej. Resztę czeka trwała pauperyzacja". Na determinujące to zjawisko kwestie w tym samym czasie zwracał uwagę Jarosław Kaczyński. Nowy system „powstał w drugiej połowie lat 80. przy okazji parcelacji gospodarki przez komunistyczne spółki nomenklaturowe. Wreszcie, niektóre powiązania narodziły się już w okresie solidarnościowym, poprzez kształtujący się nowy biznes. […] Układ realnych powiązań ze starym i nowym systemem musi zostać rozbity. Inaczej państwo nie uzyska sterowności".

Dziś możemy w pełni ocenić, na ile trafne były te oceny, tak wyśmiewane wówczas i dziś przez beneficjentów transformacji. Zauważyłem niedawno na łamach „Codziennej", że Platforma Obywatelska jest postrzegana jako Unia Wolności czasów postpolityki. Dotyczy to nie tylko wejścia w układ, czy wręcz przejęcia jego najbardziej newralgicznych punktów i ośrodków decyzji. Rzecz także w pobalcerowiczowskiej doktrynie społeczno-gospodarczej, nagradzającej establishment kosztem ogółu społeczeństwa, ze zdecydowaną szkodą dla jego najsłabszych warstw, które zyskały najmniejsze korzyści w czasie transformacji. Te grupy najszybciej idą teraz na dno. Fasadowy charakter modernizacji, w którym tak gustuje rządząca partia, ma swoje skutki: igrzyska zamiast chleba, nieopłacalne, ale efektowne stadiony zamiast sprawnej struktury społecznej, której wdrożenie wymagałoby o wiele więcej kompetencji i wrażliwości na realne potrzeby.

Owoce wykluczenia

Jednym miliony, drugim płomienie. Jednym cygara, wina i dziewczyny do towarzystwa w ramach „wydatków reprezentacyjnych", drugim 520 zł zasiłku miesięcznie i substancja łatwopalna rozlana na ciele, wędrówka ognia i okrutna agonia – los Andrzeja Filipiaka. Ta pogarda decydentów rządzącej partii, która ustami milionera Niesiołowskiego wysyła Polaków na szczaw, owocuje najokrutniejszymi skutkami: kolejne samopodpalenia stają się częścią naszego krajobrazu społecznego. Tych kilka przerażających demonstracji niemocy, w czasach gdy rządzi Platforma Obywatelska, rodzi pytania: gdzie są autorytety, gdzie opiniotwórczy publicyści? Nabrali wody w usta, bo to, co się dzieje, nie pasuje do ich opowieści o Polsce.

Żyje się lepiej, żyje się weselej – przekonywał towarzysz Stalin w 1935 r., dwa lata po sztucznie wywołanej klęsce głodu na sowieckiej Ukrainie, która pochłonęła miliony ofiar. Zachowując wszelkie proporcje, utrzymane w podobnym tonie zawołania dzisiejszych propagandystów sukcesu brzmią nie mniej tragikomicznie, jeśli porównać je z faktami. Dane Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają wzrost biedy, rośnie liczba samobójstw wywołanych trudną sytuacją życiową i zawodową. Trzeba ponadto śledzić pilnie statystyki dotyczące niewypłacalności polskich rodzin – choćby z racji zaciągniętych kredytów konsumpcyjnych i hipotecznych, kolejne dane o bezrobociu i liczbie osób decydujących się na emigrację zarobkową.

Jednak strategia władzy się nie zmienia. Gdy niedawno na portalu „Nowego Obywatela" opublikowaliśmy wywiad z senatorem Jerzym Chróścikowskim, znawcą zagadnień polskiej wsi, stwierdził on: „Jeśli spojrzymy na długofalowe programy rozwojowe, sięgające roku 2030, to widzimy, że skupione są one na rozwoju metropolii. Tzw. program polaryzacyjno-dyfuzyjny mówi, że mamy modernizować najpierw centra, a później – rzekomo – przez dyfuzję dobrobyt wielkich ośrodków będzie stymulował rozwój prowincji. Ale to się nie sprawdziło nigdzie w Europie". Te plany pokazują, że Platforma Obywatelska, jeśli utrzyma się przy władzy, nadal będzie wdrażała pobalcerowiczowski, nastawiony na dobrobyt nielicznych program społeczno-gospodarczy.

Jednym przybędzie milionów, drugim – powodów do desperacji. Aż w końcu na „zielonej wyspie" zostanie chyba sam Donald Tusk. A w roli Piętaszka, najpewniej, Stefan Niesiołowski.

Autor jest publicystą „Nowego Obywatela", portali Plac Wolności i Deon.pl
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts