Francuska dziennikarka zajęła się wpływami radykalnego islamu… Teraz musi chronić ją policja!

Francuska dziennikarka przygotowała program o tym, jaki wpływ ma radykalny islam na życie w jednym z miast na północy kraju. Teraz musi chronić ją policja, a islamiści grożą jej dekapitacją. 

Zdjęcie autorstwa Anna Tarazevich z Pexels

Roubaix to zamieszkiwane przez niecałe 100 tysięcy osób miasto w północnej Francji, w departamencie Nord w pobliżu granicy z Belgią. Według szacunków jego władz ok. 20% jego mieszkańców w 2013 roku było muzułmanami. Świeższe szacunki twierdzą, że obecnie jest ich już blisko 40%, ale nie ma żadnych oficjalnych statystyk.

Ophélie Meunier to 34-letnia dziennikarka lokalnej telewizji M6 i autorka programu Zone Interdite (fr. Zakazana Strefa). Wyemitowany w niedzielę odcinek dotyczył właśnie Roubaix, wpływowi radykalnemu islamu na życie w tym mieście i tego, jak władzom Francji nie przeszkadza łamanie przez islamistów zasad dotyczących świeckości państwa. W swoim programie Meunier pokazała m.in. lokalną restaurację, która ma specjalne boksy dla kobiet, w których mogą jeść nie rzucając się w oczy mężczyznom. Pokazano też wiele kobiet spacerujących po ulicach w zasłaniających całe ciało burkach.

Najgłośniej zrobiło się jednak o jednym ze sklepów z zabawkami. Meunier pokazała ukrytą kamerą, że sprzedawane w nim lalki i misie są pozbawione... oczu, gdyż radykalna interpretacja Islamu zabrania pokazywania ludzkich postaci. Również na ilustracjach w sprzedawanych w nich książkach religijnych dla dzieci postacie pozbawiono oczu i ust.

„To sposób na pokazanie od dzieciństwa, że będziesz lepszym muzułmaninem niż inni – i sugeruje, że inni nie są dobrymi lub prawdziwymi muzułmanami. I jest to wprowadzenie pryncypium ideologicznego do świata dzieciństwa, w tym sensie jest to dosyć niepokojące”.
- skomentował dziennikarzom specjalista od radykalnego Islamu profesor Bernard Rougier.

Fragmenty programu i zrzuty ekranu przedstawiające sprawiające mocno niepokojące wrażenie zabawki i ilustracje błyskawicznie rozeszły się po francuskich mediach społecznościowych. 

Dziennikarka w swoim programie opowiedziała też o sprawie działającej w tym mieście organizacji pozarządowej Ambitions et Initiatives pour la Réussite (fr. Ambicje i Inicjatywy dla Sukcesu). Lokalny prawnik i muzułmanin Amine Elbahi poinformował służby, że ta organizacja prowadzi działalność o profilu religijnym pomimo tego, że otrzymuje dziesiątki tysięcy euro w dotacjach od władz miasta. We Francji przekazywanie państwowych dotacji na działalność religijną jest zakazane. Trzech członków tej organizacji, która łącznie otrzymała ponad 64,5 tysiąca euro dotacji, zostało oskarżonych przez prokuraturę o zatajenie jej religijnego charakteru, ich proces rozpocznie się w środę. Ich prawnicy twierdzą, że stawiane im zarzuty są bezpodstawne a organizacja zajmuje się jedynie pomocą biednym dzieciom w zdawaniu baccalauréat, francuskiego odpowiednika matury. Także burmistrz tego miasta Guillaume Delbar jest oskarżony o to, że poprzez zaniedbanie złamał przepisy zakazujące przekazywania dotacji na działalność o charakterze religijnym – ale on sam twierdzi, że mógł zostać oszukany. 

Emisja programu wywołała we Francji ogromne poruszenie, gdyż od dłuższego czasu toczą się w tym państwie debaty o wpływie radykalnego islamu na świeckie ideały Republiki. Nawet prezydent Macron nazywał zwolenników radykalnego Islamu „separatystami”, którzy „dzielą naród”. Jego prawicowi rywale w następnych wyborach prezydenckich oskarżają go jednak o to, że jest wobec nich zbyt miękki i wyrozumiały. Program o Roubaix nagłośnił szczególnie skrajnie prawicowy polityk Eric Zemmour, którego krytyka radykalnego islamu kosztowała już dwa wyroki za „mowę nienawiści”. Komentując go nazwał Roubaix „Afganistanem dwie godziny drogi od Paryża”. Portal TRTWorld donosi też, że przedstawione w nim sklep i restauracja zostały już zamknięte przez władze z powodu łamania praw dotyczących świeckości państwa. 

Teraz media donoszą jednak, że Meunier otrzymuje tyle gróźb śmierci z rąk islamistów, że policja zdecydowała się na objęcie jej ochroną. Policyjną ochronę otrzymał również Elbahi, który w tym programie krtykował radykalny islam. Jego prawnik Jean Tamalet powiedział mediom, że jego klient otrzymywał groźby śmierci głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz komunikatora WhatsApp. Islamiści mieli mu grozić, że zetną mu głowę i nazywać go kafirem, co w wolnym tłumaczeniu z arabskiego oznacza „niewierny”. To określenie jest często używane wobec przedstawicieli innych religii i zbyt mało radykalnych Muzułmanów przez zwolenników Państwa Islamskiego i podobnych organizacji terrorystycznych.

Działanie policji jest w tym wypadku całkowicie zrozumiałe. W 2012 roku islamscy terroryści dokonali zamachu na redakcję lewicowego magazynu Charlie Hebdo, bo nie spodobało im się opublikowanie przez nich karykatur Mahometa. W 2020 roku Francuzami wstrząsnęło za to brutalne morderstwo nauczyciela Samuela Patiego. Paty podczas lekcji o wolności słowa miał pokazać uczniom karykatury z Charlie Hebdo, wcześniej ostrzegając, że niektórzy z nich mogą poczuć się nimi dotknięci i w takim wypadku mogą opuścić salę. Kilka dni później 18-letni imigrant z Rosji Abdullah Anzorow obciął mu głowę tasakiem do mięsa, po czym sam został zastrzelony przez policję.

 



Źródło: Niezalezna.pl, Daily Mail, M6

 

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo