Twierdzą, że Polska „zastygła” wobec działań Putina. Nie widzą, co robi Berlin?

"Rosja dąży do odbudowania świata podzielonego na strefy wpływów" - stwierdzają w artykule dla „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" były ambasador Polski w USA i Niemczech Janusz Reiter oraz były szef niemieckiego MSZ Sigmar Gabriel. Potwierdzeniem ich teorii, mają być wydarzenia na Ukrainie i w Kazachstanie. Zdaniem autorów tekstu, Warszawa i Berlin stracą najwięcej na takim układzie, a nasz kraj "zastygł w izolacji". Nie wspominają jednak o tym, kto blokuje wsparcie, dla państwa najbardziej narażonego na atak Władimira Putina.

pixabay

Zdaniem autorów tekstu, obecne działania Rosji, mają na celu coś więcej niż sama Ukraina. Putin ma dążyć do odbudowania świata, w którym rządzą wpływy. Pozostawienie Ukrainy samej, miałoby być zielonym światłem, do ingerencji w Europę.

 "Jeśli prawo do stref wpływów zostanie raz uznane, stworzony zostanie precedens, który przy następnej okazji zostanie rozszerzony na inne przypadki. Kto uważa, że przyszłość Ukrainy można oddzielić od przyszłości Europy, ten się myli"

– czytamy w „FAS”.

Jak wskazują autorzy tekstu, żądania Kremla przypominają te, z 1989 roku, kiedy to rosyjscy wysłannicy proponowali stronie niemieckiej objęcie krajów Europy Środkowo-Wschodniej wspólnymi gwarancjami bezpieczeństwa. W tekście zaznaczono, że spełnienie żądań oznaczałoby ograniczenie narodowej suwerenności państw sąsiadujących z Rosją, w tym do wyboru sojuszy wojskowych.

"Polska i Niemcy stracą najwięcej"

Zdaniem autorów, Putin celowo wybrał taki moment na eskalację swoich działań. Wskazują, że obecnie kryzys wewnątrz Ameryki ogranicza jej działania, a część państw członkowskich nie chce wyrazić konkretnego stanowiska wobec działań Rosji, ponieważ m.in. czują, że ich interesy załatwią USA.

 "„Dlaczego pozwalamy na to?” – pytają Gabriel i Reiter odpowiadając, że przyczyną jest „polityczna kondycja UE”. Komisja Europejska rozszerza chętnie swoje kompetencje, ale nie tam, gdzie znajdują się przyczyny deficytu jej siły."

- pisze Deutsche Welle. Jak stwierdzają politycy, "Polska, która z powodu położenia geograficznego i historii powinna być zaalarmowana i powinna wykorzystać swój cały polityczny potencjał, „zastygła w wybranej przez siebie samą izolacji”."

Autorzy dodają, że Niemcy i Polska mogą stracić najwięcej na tym kryzysie, a również w działaniach RFN brak jest stanowczości. "Zdziwienie budzi to, jak często w Niemczech stawiane jest pytanie, co powinno się zrobić, żeby uspokoić Rosję. Bardziej odpowiednie byłoby pytanie, co musi zrobić Rosja, aby jej sąsiedzi nie uważali NATO za jedyną gwarancję bezpieczeństwa wobec rosyjskich wpływów" - czytamy.

Stanowczość Niemiec

Dalej politycy piszą o tym, że Europa musi stanowczo powiedzieć, jakie skutki zostaną wyciągnięte wobec Rosji, za ewentualny atak na Ukrainę oraz dodają, że „Europie i Niemcom nie brakuje gotowości  do negocjacji i dialogu oraz woli odprężenia z Rosją. Brak im natomiast zdecydowania, gdy stawką jest pokój."

Warto tutaj przypomnieć jak ostatnio na tle konfliktu Ukraina-Rosja zareagował Niemcy. Berlin najpierw zablokował transport wyposażenia obronnego z Wielkiej Brytanii do kraju Wołodymyra Zełenskiego, a następnie dowiedzieliśmy się o podobnej sytuacji w przypadku wsparcia z Estonii. Zdaniem tamtejszego rządu dostarczenie wojskowego wyposażenia "nie byłby pomocny", dlatego RFN pomoże przy szpitalu polowym.

 

 


Źródło: DW.COM, niezalezna.pl

#Polska #Niemcy #Ukraina #Rosja

Mateusz Święcicki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo