Niełatwy raport dla papieża emeryta

Raport, jaki przygotowała - na zlecenie archidiecezji Monachium i Fryzyngii - kancelaria Westpfahl Spilker Wastl, jest absolutnie wstrząsający. Ujawnia on nie tylko skalę nadużyć, ale także to, że tuszowali je lub lekceważyli wszyscy metropolici, z kard. Reinhardem Marxem włącznie. Jednak najtrudniejsze dla katolików może być to, że autorzy raportu stawiają poważne zarzuty także Benedyktowi XVI.

Zacznijmy od liczb, bo już one są porażające, a nie uwzględniają ciemnej, nieujawnionej skali zjawiska. Kancelaria ustaliła, że skrzywdzonych zostało niemal 500 osób, a sprawców było 235. I niestety, co także ujawniono, wiele z zaniedbań trudno uznać tylko za problem z przeszłości. Zdaniem autorów raportu jeszcze dwa lata temu obecny metropolita kard. Marx cedował załatwianie takich spraw na swoich podwładnych, co sprawiło, że dwie z nich zostały załatwione niezgodnie z procedurami. 

Ale to nie ten element raportu jest najtrudniejszy do przyjęciu. O wiele istotniejsze są informacje zawarte na temat Benedykta XVI, który przez pięć lat był także arcybiskupem Monachium. Za jego czasów miało dojść do czterech spraw, których nie załatwiono właściwie. Benedykt XVI odniósł się do nich, w szczegółowej odpowiedzi odrzucił zarzuty, a kancelaria po analizie dokumentów zarzuciła mu nieprawdę. 

Prawnicy z kancelarii WSW sugerują, że papież emeryt w swoich zeznaniach nie powiedział prawdy na temat swojej obecności na spotkaniu, gdzie miała być referowana sprawa jednego z przestępców seksualnych. Benedykt XVI miał wielokrotnie podkreślać, że o sprawie nie wiedział, bo na spotkaniu, gdzie była ona referowana, go nie było. Jednak prawnicy sprawdzili tę informację i przekonują, że choć arcybiskup Joseph Ratzinger rzeczywiście nie był oznaczony jako obecny, to nie był także oznaczony jako nieobecny, a z tego spotkania zachowały się dwie notatki, z których wynika, że późniejszy papież referował na tym właśnie spotkaniu dwie sprawy. To ma oznaczać, że metropolita na spotkaniu był, i że o sprawie wiedzieć musiał. W istocie zaś oznacza to zarzut mówienia nie prawdy w tej sprawie.

I druga kwestia, także poważna, choć mniej bezpośrednio dotykająca samego papieża. Kancelaria przedstawiła argument, że kluczowego świadka, księdza Grubera, ówczesnego wikariusza generalnego archidiecezji, nakłaniano, by brał on winę tylko na siebie. Takie zeznania składał on przez lata, jednak w roku 2021 doszło do przełomu, ksiądz Gruber bowiem zeznał, że ówczesny arcybiskup Ratzinger wiedział o sprawach, a on sam był nakłaniany do mówienia nieprawdy. 

Do tych zarzutów zarówno Stolica Apostolska, jak i sam papież emeryt mają się odnieść w późniejszych okresie.

 


Źródło:

Tomasz P. Terlikowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo