U lemingów padają księgarnie

„Gazeta Wyborcza” ogłosiła, że bankrutuje kolejna sieć księgarń. Nie zdziwiłem się. Czy zgadną Państwo, ile ocalało antykwariatów ze starymi książkami w Poznaniu, chlubiącym się największymi manifestacjami lemingów i najbardziej tęczową „rektorką” uniwersytetu? Otóż jeden.

Znajomy prowadził jakiś czas temu antykwariat w Sopocie, ale z braku klientów wyniósł się z nim na Mazury, gdzie więcej książek sprzedawał w malutkim miasteczku. I jeszcze jedna opowieść księgarza, muzyka grającego na harmonijce ustnej, znowu z Poznania. Nie mogąc wyżyć ze sprzedaży książek, wprowadził do swojej oferty najpierw miody, a potem… piece na pellet. Spotkałem go niedawno i pytam, jak interes. – Coraz mniej książek, coraz więcej pieców na pellet – mruknął. Aż człowiek chciałby zapytać, skąd się wzięły te potężne księgozbiory, eksponowane przez komentatorów w telewizorniach… A, wiem, to była ustawiona jako tło tapeta. Lemingi całą swoją przewagę nad nami, w mniemaniu własnych zwolenników, budują na konstrukcji: my oświeceni, oczytani, wy ciemnota ze wsi. A w praktyce? W praktyce jest jak ze śpiewaniem „Ody do radości” na manifestacjach KOD: nikt nie zna tekstu, a i z kartką radę da mało który.

 


Źródło:

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo