Omikron – ostatnia faza pandemii?

Wszystko wskazuje na to, że bieżąca fala pandemii koronawirusa będzie ostatnią, na którą będziemy zwracać uwagę. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że koronawirus pozostanie z nami na zawsze. Mimo że wiele krajów przeżywa eksplozję zakażeń, istnieje sporo powodów do optymizmu. Przede wszystkim zjadliwość wirusa słabnie, za to szybciej się on rozprzestrzenia. Masowa zapadalność na lżejszą odmianę choroby, przypominającą przeziębienie, może oznaczać rychłe naturalne nabycie odporności zbiorowej przez całą populację.

Omikron rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie. W Stanach Zjednoczonych stanowi już 60 proc. wszystkich zakażeń. Francuzi, Hiszpanie, Włosi czy Niemcy notują dzienne rekordy infekcji. Niektóre kraje wprowadzają surowe restrykcje, przymuszając obywateli do szczepień. Są to kroki, które mają chronić państwową służbę zdrowia przed załamaniem.

Nie taki straszny, jak go malują

Wśród naukowców panuje jednak umiarkowany optymizm. Byle do wiosny – powtarzają. Choć w USA notuje się nawet 700 tys. nowych przypadków zachorowań dziennie, to wszyscy są zgodni – odporność populacji to tylko kwestia czasu. W dodatku firma Pfizer zapowiedziała, że już w marcu będzie dostępna szczepionka na nowy wariant koronawirusa – omikron. W użyciu będą także pierwsze leki przeciwkoronawirusowe.

Epidemiolodzy zauważają, że mutacja omikron zmierza w kierunku wirusa sezonowego. Będziemy mieć z nim do czynienia co roku, łapiąc infekcję podobną do przeziębienia. Rokrocznie krąży ok. 200 tego typu odmian wirusowych.

Dlatego też Hiszpańskie Stowarzyszenie Lekarzy Rodzinnych zaleciło wpisanie leczenia COVID-19 na listę kuracji chorób zakaźnych typu grypa. Jako główny powód wskazano, że wariant omikron wywołuje znacznie słabsze objawy, a jego zwiększona zakaźność doprowadzi do nabycia odporności populacyjnej. Stanowisko lekarzy jest zbieżne ze stanowiskiem hiszpańskiego rządu, który potwierdził, że wcieli owe zalecenia w życie. Ponadto hiszpańska organizacja zrzeszająca lekarzy zaleca też całkowity powrót do normalności, w tym zniesienie obowiązku noszenia maseczek oraz innych restrykcji. „Ani system opieki zdrowotnej, ani społeczeństwo jako całość nie mogą sobie pozwolić na dalsze testowanie pacjentów bezobjawowych lub z łagodnymi objawami oraz izolowanie wszystkich z pozytywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa, biorąc pod uwagę związane z tym konsekwencje na poziomie społecznym i ekonomicznym, w tym masowe zwolnienia chorobowe brane przez ludzi zdrowych” – piszą w komunikacie lekarze.

COVID-19 ma więc być leczony jak zwykła grypa, oczywiście ze specyfiką przewidzianą dla koronawirusa. – Ponieważ infekcja nie omija ozdrowieńców ani osób zaszczepionych, wkrótce każdy zetknie się z omikronem – informuje Światowa Organizacja Zdrowia.

Informować, ale bez paniki

Można odnieść wrażenie, że osoby, które relacjonują przebieg pandemii, zatraciły wszelkie proporcje. Od dwóch lat jesteśmy bombardowani codzienną dawką zastraszających informacji, obrazami ciężkich symptomów choroby, nadmiarowych zgonów i braku nadziei na poprawę.

Właśnie dlatego lawinowo wzrasta liczba pacjentów skarżących się na schorzenia psychiczne, w tym stany lękowe i depresje, oraz zwiększa się wskaźnik samobójstw. W samej Hiszpanii w czasie pandemii liczba młodych osób odbierających sobie życie wzrosła o 250 proc. Najbardziej niepokojąca sytuacja jest w grupie osób w wieku 18–30 lat. Badanie Hiszpańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego wykazało, że aż 40 proc. Hiszpanów cierpi na stany lękowe, depresję lub ma objawy stresu pourazowego. Jest to dramatyczny wskaźnik dewastacji zdrowia psychicznego. Dlatego przy stanie obecnej wiedzy należy ważyć słowa z całą odpowiedzialnością, tak aby nie wyrządzać szkody innym, a zwłaszcza tym o wątłej konstrukcji psychicznej.

W rodzimych mediach trudno jednak o umiar. Można odnieść wrażenie, że jesteśmy w środku tornada, które nigdy się nie skończy. Wśród osób serwujących kasandryczne wieści prym wiedzie prof. Andrzej Horban, główny doradca prezesa Rady Ministrów i przewodniczący Rady Medycznej. „Nadchodzi prawdziwe tsunami. W ciągu kilku tygodni do szpitali może trafić nawet milion osób zakażonych koronawirusem” – mówił w grudniu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. „W polskich szpitalach leży ok. 20 tys. osób, za chwilę nałożą się na to dziesiątki tysięcy nowych pacjentów. Zabraknie nawet stadionów” – twierdził.

Na razie nic na to nie wskazuje. Nie sprawdziły się także inne zapewnienia prof. Horbana. Jeszcze na początku grudnia twierdził, że osoby w pełni zaszczepione nie będą ani chorowały na COVID-19, ani przenosiły wirusa. Oczywiście te zapewnienia nie wytrzymały zderzenia z faktami, czego przykładem jest sam prezydent Andrzej Duda zaszczepiony trzema dawkami, a już dwukrotnie przechodzący infekcję koronawirusem. Prof. Horban zapewniał, że odporność immunologiczna zaszczepionych będzie się utrzymywać przez wiele lat, tymczasem zanika ona już po kilku miesiącach.

Trudno chyba o osobę z pierwszych stron gazet, która tak często zmieniałaby narrację dotyczącą walki z pandemią, w której bierze udział. Prof. Horban, dziś zwolennik radykalnych rozwiązań dotyczących przymusu szczepień, jeszcze rok temu mówił w wywiadzie dla TVN24: „Ja bym na tę szczepionkę tak bardzo nie liczył (…). Szybciej przechorujemy COVID-19, niż uchroni nas szczepionka”.

Symptomy schyłku pandemii

Mimo że z Republiki Południowej Afryki wciąż ograniczane są loty, właśnie przykład tego kraju, który już poradził sobie z omikronem, może być zwiastunem zakończenia problemów. RPA dysponuje wiarygodnymi danymi mówiącymi o tym, że ryzyko hospitalizacji po zakażeniu tym wariantem jest mniejsze o 80 proc. w porównaniu z poprzednimi.

Podobna sytuacja jest w Wielkiej Brytanii. Tam także lekarze mówią o mniejszej liczbie chorych. Badania z Anglii i Szkocji potwierdziły mniejszą zjadliwość obecnej odmiany koronawirusa. Nie oznacza to jednak, że można spocząć na laurach. Systemy ochrony zdrowia wciąż znajdują się w pogotowiu.

W sukurs medykom przychodzą też nowe preparaty. Szczepionka firmy Novavax, dopuszczona ostatnio do obrotu na terenie Unii Europejskiej, według zapewnień ma być dobrym zabezpieczeniem także przed wariantem omikron. Jest to preparat białkowy, taki jak ten stosowany w szczepieniach przeciwko polio, tężcowi czy grypie. W Stanach Zjednoczonych zarejestrowano z kolei lek przeciwko COVID-19 o nazwie paxlovid, produkowany przez firmę Pfizer. Według badań klinicznych preparat zmniejsza ryzyko hospitalizacji i zgonu aż o blisko 90 proc. Paxlovid zawiera substancję czynną nirmatrelvir, która neutralizuje białko koronawirusa i zapobiega jego namnażaniu. Lek ma formę tabletek i może być przyjmowany także przez dzieci powyżej 12. roku życia. Wkrótce preparat może być dostępny także w Europie.

Kiedy można więc się spodziewać końca pandemii? Według wiceministra zdrowia Waldemara Kraski 2022 r. będzie ostatnim rokiem pandemii koronawirusa. Podobnego zdania jest miliarder i filantrop Bill Gates. „Może być głupotą formułowanie kolejnej prognozy, ale myślę, że ostra faza pandemii dobiegnie końca w 2022 r.” – napisał na Twitterze. „Mam nadzieję, że w przyszłym roku COVID-19 stanie się chorobą endemiczną w większości regionów” – dodał.

 


Źródło:

Tomasz Teluk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo