Fale „Bałtyku” podmywają pomnik Balcerowicza

Leszek Balcerowicz ostatni raz urząd ministra finansów przestał pełnić 8 czerwca 2000 r., tego samego dnia przestał być też wiceprezesem Rady Ministrów. W grudniu tego samego roku nie podjął walki o trzecią kadencję przywództwa w Unii Wolności. Kilka tygodni później objął funkcję prezesa Narodowego Banku Polskiego, którą sprawował do 10 stycznia 2007 roku. Potem był już tylko zawodowym autorytetem ekonomicznym dla jednej strony sceny politycznej, dla drugiej pozostając raczej straszakiem i czarnym charakterem czasów transformacji ustrojowej. 

I, co ciekawe, podział ten nie pokrywa się wcale z głównymi sporami naszej polityki, bo w ocenie Balcerowicza zbytnio nie różnią się od siebie sympatycy PiS, lewicy (zwłaszcza tej młodszej i wrażliwszej społecznie, więc i bardziej od starszych kolegów antyliberalnej), a nawet niektórzy wychowankowie „Gazety Wyborczej”. 

To ostatnie pokazuje, że nawet we własnym środowisku Adam Michnik z kolegami ponieśli porażkę, którą dziś maskować muszą połajankami. A muszą, ponieważ Balcerowicz nadal pozostaje punktem odniesienia dla części antypisowskiej opozycji, a zarazem jednym z gwarantów tego, że żadnej pełnej jednomyślności po tej stronie sporu nie będzie. Jak bowiem miałoby do niej dojść, skoro jedni pochylają się nad ofiarami transformacji i kolejnymi pokoleniami, które w dorosłość wchodzą z garbem powstałej wówczas nierówności szans i kapitału kulturowego, a inni wciąż za byłym wicepremierem, autorem niesprawiedliwej transformacji, odpowiadającym za biedę tysięcy ludzi, tęsknią i wciąż traktują jako ekonomiczną wyrocznię. Niedawno Balcerowicz miał być nawet ofertą dla młodych podczas Campus Polska Rafała Trzaskowskiego, dziś natomiast udziela się jako krytyk Polskiego Ładu.

Tu dochodzimy do ciekawej polemiki, która stała się inspiracją dla tego felietonu. Gdy profesor Balcerowicz skrytykował reformy, dość mocno odpisał mu rzecznik rządu, tego zaś do porządku przywołać próbował Paweł Wroński z „Wyborczej”. Dla niego argumentem przesądzającym okazał się zbyt młody wiek rzecznika, nie spodziewał się jednak, że w rozmowę włączą się i inni, w tym Estera Flieger, niegdyś z tej samej redakcji, dziś współpracująca z innymi tytułami. Flieger kwestionuje „argument wieku”, riposta starszego kolegi jest jednak bezlitosna „Nie wiesz, jak smakowała wódka <<Bałtyk>>, nie paliłaś <<Sportów>>.” – punktuje Wroński brak podstaw do oceny transformacji, na którą przecież, bezpośrednio lub pośrednio, załapaliśmy się wszyscy i od której dopiero się tak naprawdę uwalniamy. 
Sam „Bałtyku” też nie piłem, urodziłem się na tyle późno, by z początku nawet nie wiedzieć, że Sztywny Pal Azji śpiewając „<<Bałtyku>> fale zaleją żale, utopimy nasz czas”, nie śpiewa wcale o morzu. Ale też na tyle wcześnie, by kilka lat później z kasety słuchać niewiele starszych ode mnie punkowców z zespołu Zgon Nestora ze Strzegomia i tekstu „Nie mam grosza, celu życia, z głodu będę jadł plan Balcerowicza”. Niektórzy najwyraźniej plan faktycznie zjedli, popili „Bałtykiem” i przepalili „Sportem” z jakichś żelaznych zapasów i teraz próbują odbierać innym głos. 

Szczęśliwie jednak robią to już całkowicie nieskutecznie. I choć hasło „Balcerowicz musi odejść” wciąż jest aktualne, może wreszcie się tego odejścia doczekamy. I nie uczcimy go pomnikami, jak życzy sobie kilku liberałów. Pomników transformacji mamy już dość. 
 

 

Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo