Polski Ład i krótka pamięć

Pierwsze przekazy medialne na temat Polskiego Ładu wskazywały na to, że mamy do czynienia z falstartem. Jednak choć start programu nie odbył się bez problemów, z których tłumaczyć muszą się dziś politycy Zjednoczonej Prawicy, ogólny pozytywny odbiór zmian pozostaje wyższy od stopnia wyborczego poparcia dla koalicji rządzącej. Wydaje się więc, że to tak mocna krytyka reformy podatkowej była medialnym falstartem. Tymczasem ruszają kolejne fronty medialnej krytyki działań PiS, mające jeden wspólny mianownik – wiarę w krótką pamięć wyborców. 

Nie będzie czternastej emerytury!” – alarmują więc niektóre media, co podchwytują chętnie internauci, ci zawsze do PiS źle nastawieni, ale i ci rozczarowani, chętnie przyjmujący kolejne potwierdzenia dla swego obecnego zniechęcenia do polityki rządzących. O mniej lub bardziej racjonalnych podstawach tej drugiej postawy pisałem w wielu tekstach z ostatnich tygodni i miesięcy, na pewno analiza tego zjawiska będzie dla PiS niezbędna, jeśli partia ta myśli (a myśleć przecież musi) o trzeciej kadencji rządów. 

Historia czternastki

Jednak kwestia dodatkowego świadczenia emerytalnego to ciekawy przykład propagandowego nadużycia, obliczonego na wykreowanie odpowiednich dla stojących za nim środowisk politycznych. Gdy temat czternastej emerytury w ogóle pojawił się w politycznych zapowiedziach, rozpatrywane musiało być wprowadzenie jej jako świadczenia stałego, czego echa znajdziemy w ówczesnych wypowiedziach prezydenta Andrzeja Dudy, a także prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jednak ustawowo zagwarantowano wyłącznie trzynastą emeryturę, kolejne świadczenie stało się tym samym inicjatywą jednorazową. I było to wiadomo już rok temu. 

Być może finalnie zresztą wypłata czternastki dla seniorów zostanie powtórzona, choć w tej chwili nie jest to sferze planów. Przypomnijmy jednak, że gdy była ona wypłacona w 2021 r., działo się to w zupełnie innych warunkach, zarówno zewnętrznych (sytuacja gospodarcza), jak i przy innym systemie emerytalnym, przed wprowadzeniem emerytury bez podatku. Jest oczywiste, że w czasie dużej inflacji i rosnących rachunków o wiele bardziej będziemy liczyć każdą złotówkę. Gdy informacje zastępuje propaganda („Nie jesteśmy tu po to, by ewangelizować” – pisze jedna z dziennikarek), o wiele łatwiej o wywołanie dodatkowego poczucia zagrożenia.

Pierwsze recenzje i co się głównie przebija

Jak wspomniałem, pierwsze dni Polskiego Ładu przyniosły informacje o błędach w naliczeniu wypłat dla kilku grup zawodowych, a jak wiemy, system w takich sytuacjach zawsze myli się na niekorzyść zwykłego obywatela (z obywatelami niezwykłymi bywa już różnie…). Debatę publiczną jak zawsze zdominowały głosy tych, którzy mają narzędzia i czas, by mówić swoje i mówić to głośno. Dlatego też z pierwszych reakcji na zmiany można było wnioskować, że społeczne niezadowolenie jest wręcz powszechne, niektórzy zaś uznali zapewne, że tym razem już na pewno mamy do czynienia z falą, która zatopi obecny rząd. 

Głosy osób, które na zmianie zyskały, słabo przebijały się w dyskusjach, a do ich formułowania na pewno nie zachęcała wykreowana już wcześniej zła opinia o beneficjentach rządowych programów. Jej symbolem i apogeum był usunięty już wpis Romana Giertycha, który zamieścił fotografię mężczyzny pijącego spirytus z butelki.

„Znaleziono kogoś – pisał Giertych – kto zyska na Polskim Ładzie. Z programów socjalnych otrzymuje 2379 złotych miesięcznie (podwyżka o 50 zł) oraz mieszkanie. I pije teraz zdrowie pracujących! Pan Janusz kocha PiS i prezesa Kaczyńskiego. I jest patriotą, bo obcych alkoholi nie tyka”. Wiele osób pisało byłemu wicepremierowi, że nie pomaga swoim kolegom z opozycji, publikując tego typu komentarze. Zapewne ostatecznie przyznał im rację, kasując wpis, po drodze jednak wywołał on lawinę bardzo podobnych komentarzy, w których mowa była na przykład o „obrzucaniu pieniędzmi pisowskich zwierząt”. Mogliśmy zapoznać się też z poruszającą historią właścicielki lokalnej pizzerii narzekającej, że PiS tak ośmielił i rozleniwił jej zatrudnioną na czarno pracownicę, że ta zażądała… wolnej niedzieli! 

Czy Polski Ład uruchomi wędrówki elektoratu

I tak spór o Polski Ład znów ustawia się w wygodnej dla PiS logice konfliktu nie tyle politycznego, ile klasowego, w którym po jednej stronie mamy wyzysk i pogardę, a po drugiej zwykłych, często ciężko pracujących ludzi, którzy przez lata czuli się wykorzystywani przez pracodawców i porzuceni przez państwo. Kosztem ubocznym jest oczywiście utrata części bardziej liberalnych gospodarczo, a przy tym konserwatywnych wyborców na rzecz Konfederacji, a w skrajnych przypadkach Platformy, jednak czy akurat to zdecyduje o wyniku kolejnych wyborów? 

Otoczenie Jarosława Gowina twierdziło, że niektóre socjalne zapowiedzi kosztowały PiS utratę głosów lepiej sytuowanych wyborców i przedsiębiorców w wyborach parlamentarnych 2019 r. Działo się to jeszcze w czasach, gdy ugrupowanie było częścią Zjednoczonej Prawicy, a jej nieznający historii lub gardzący nią młodzi aktywiści nie oskarżali rządu o stosowanie ubeckich metod wobec opozycji. 

Jednak nie brak było zupełnie innych głosów, które uznawały racjonalność tego działania, ponieważ zmiany wprowadzane przez PiS korzystne były przede wszystkim dla tych grup społecznych, w których o wiele łatwiej było spotkać jego wyborców. I tak samo oceniano również Polski Ład, zwłaszcza w jego początkowej, dużo radykalniejszej społecznie i podatkowo odsłonie. 

W niedzielę Wirtualna Polska opublikowała sondaż, w którym osób dobrze lub w miarę dobrze oceniających zmiany jest 48 proc., podczas gdy ich krytyków (umiarkowanych i bezwzględnych) jest 40 proc. Oczywiście nawet taką informację opozycyjny portal traktuje jako porażkę rządu, widać jednak, że taki wynik badania nie potwierdza ani nastrojów w redakcjach, ani w mediach społecznościowych, a grupa zwolenników programu jest o co najmniej 10 proc. liczniejsza niż elektorat PiS z ostatnich sondaży, co z kolei pokazuje, że wciąż istnieje spory potencjał wyborczy dla tej partii. 

Historia fuzji Lotosu i Orlenu

Inną, niestety również trafnie odwołującą się do krótkiej pamięci opinii publicznej jest zmasowana krytyka za sprzedaż części aktywów Lotosu przy okazji fuzji tego przedsiębiorstwa z Orlenem. O tym, że ten podział majątku był warunkiem zgody instytucji unijnych na fuzję dwóch państwowych gigantów, było wiadomo od wielu miesięcy. 
Owszem, gdy tylko pojawiły się unijne zastrzeżenia, było to niewątpliwie rozczarowujące zarówno dla obserwatorów i kibiców tej operacji biznesowej, jak i samych zainteresowanych. Najwyraźniej jednak władze państwa i spółek uznały, że nawet przy tych ograniczeniach gra nadal jest warta świeczki. Dziś temat wraca, sprzedaż stacji benzynowych kilku zewnętrznym podmiotom przedstawia się jako niespodziewaną i szokującą informację. Część zwolenników prawicy czuje się zaalarmowana doniesieniami o wyprzedaży majątku narodowego, a politycy Platformy krzyczą wręcz o sprzedawaniu Lotosu Rosjanom. To ostatnie jest typową dla tej partii bezczelnością, nie tylko dlatego, że aktywa koncernu trafią do węgierskiego koncernu, lecz przede wszystkim dlatego, że to nikt inny, tylko premier Donald Tusk był zwolennikiem sprzedaży gdańskiej firmy Rosji. Czy tym razem ktoś da się na to nabrać? 

Ponieważ rzecz dotyczy kwestii wrażliwych, z różnych powodów zarówno dla liberalnych, jak i konserwatywnych odbiorców, sprawę warto będzie tłumaczyć. Przynajmniej do tej drugiej grupy być może uda się dotrzeć z wyjaśnieniami. A może nawet nie będzie trzeba? Przecież nie chodzi tylko o krótką pamięć, lecz również o liczbę informacji i bodźców, które w takim natężeniu zwyczajnie powszednieją. Szkoda tylko, że jako społeczeństwo nie tyle uodparniamy się na manipulacje, ile po prostu na nie obojętniejemy.

 


Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo