O niepełnosprawnym Radku, który zbierał złom i trafił za to do więzienia opowiada portalowi niezależna.pl Czesław Hoc, poseł PiS, w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim.

Dlaczego pan zajął się sprawą Radka Agatowskiego?
26 marca jego matka przyszła do mojego biura poselskiego w Kołobrzegu i dzień później wystosowałem do ministra Jarosława Gowina ostry apel, aby spowodował wobec Radka szybkie działania. Byłem naiwny, bo myślałem, że Radek będzie już na Wielkanoc w domu. Argumentowałem, że jest to niebywały skandal, iż trafił do celi. Warto pamiętać tu o 23-letnim Wojtku z Siemianowic Śląskich, który zmarł w więzieniu, gdzie trafił za kradzież węgla na torach. To działo się, a gdy członkowie mafii pruszkowskiej wychodzili na wolność.

Radek mimo choroby został potraktowany jak pospolity przestępca.
Zabrano go brutalnie z warsztatów terapii zajęciowej. Skutego kajdankami zawieziono do Zakładu Karnego w Potulicach.

Jak działał sąd?
Sąd odbierał matce głos. Odniosłem wrażenie, że policja gra tu tylko na statystyki. Chłopak ukradł zużytą antenę, którą jej właściciel wyrzucił na złom. Wartość wyceniono jednak na ok. 300 zł. Jest to więc przestępstwo, bo przekracza 250 zł. Lokalizuje sprawcę i ma 100 proc. wykrywalności. Radek miał napisać oświadczenie, że było inaczej, ale on nie umie pisać ani czytać.

Jak zachowują się wobec niego więźniowie?
W zakładzie karnym więcej empatii i troski wobec Radka wykazywali właśnie więźniowie niż polski wymiar sprawiedliwości. Oni dbali o niego, a dostał srogi wyrok. To jest dramatyczne.

Jaki Pan wyciąga wniosek z postępowania państwa wobec Radka?
Radek ma 25 lat, znaczny stopień niepełnosprawności, napady padaczki i jest po dwóch operacjach stawów biodrowych. Jest upośledzony intelektualnie, a polski wymiar sprawiedliwości stawia sobie za punkt honoru, aby zakuć go w kajdany. Są ośrodki wychowawcze, dom pomocy społecznej dla osób dorosłych, są w nich wolne miejsca. Jednak ten system pomocy nie działa, trzeba go zrewidować.