Komisja podsłuchowa? Czemu nie!

Od kilku dni politycy i sympatycy opozycji żyją tematem podsłuchów, czy szerzej, inwigilacji, jakiej poddane miały być osoby związane z Platformą Obywatelską i po prostu – przeciwnicy obecnej władzy.

Że padło na osoby umiarkowanie tylko wiarygodne, o tym wielokrotnie już pisano, poświęciłem już tej sprawie swój weekendowy komentarz sprzed tygodnia. Że Platforma, krzycząca o inwigilacji, jest jak złodziej, wrzeszczący „łapać złodzieja”, również powiedziano wiele. 

Inwigilacja dziennikarzy, niesłusznie sprowadzona tylko do brutalnego najścia redakcji „Wprost”, to przecież długa historia podsłuchów niewygodnych publicystów, autorów dziennikarskich śledztw czy blogerów. Lecz nie tylko osób piszących, również po prostu aktywnych społecznie, zwłaszcza, w czasie, następującym po katastrofie smoleńskiej. Inwigilacja i inne działania operacyjne, być może i takie, których nie powstydziłby się sam pułkownik Lesiak. 

Wreszcie cała „afera marszałkowa”, najpierw mająca na celu kompromitację likwidatorów Wojskowych Służb Informacyjnych, później zaś również osobistą zemstę układu władzy na jednym niewygodnym dziennikarzu, Wojciechu Sumlińskim. Co ważne, nie tylko z udziałem ludzi służb, lecz również przedstawicieli mediów, również takich, którzy sami stali się chwilę później symbolem walki o wolność słowa, gdy ABW przyszła do wspomnianej wcześniej redakcji. Niestety, choć Sumlińskiemu udało się uzyskać korzystny i sprawiedliwy wyrok, nie poszły za nim kolejne procesy. Następstw nie miało też ujawnienie skali działań operacyjnych wobec niewygodnych dla władzy za czasów PO w audycie w 2016 roku. Dziś to właśnie się mści.

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego PiS zastosowało bardzo ciekawą taktykę, która wpłynęła na zaskakująco dla wielu wysoką wygraną. Każda kolejna „bomba”, każda wrzutka polityczna czy medialna, niezależnie od tego, czy dotyczyć miała majątku polityków czy pedofilii w Kościele, neutralizowana była poprzez odważną ucieczkę do przodu – rządzący proponowali rozwiązania, dotyczące nie własnego obozu czy konkretnej grupy społecznej, a wszystkich sił politycznych i wszystkich grup społecznych. W ten sposób opozycja traciła broń, a równocześnie i spokój ducha, jak się zdaje. Czasem też pieniądze, jak w przypadku obniżek uposażeń. 

Gdy dziś Paweł Kukiz proponuje zbadanie nadużywania podsłuchów i technik inwigilacji wobec polityków w całym niemal okresie III RP, jest to pomysł z tej samej półki. Wydaje się, że PiS powinno inicjatywę tę poprzeć, naprawić tym samym wcześniejsze zaniechania i… pozwolić kolejny raz skompromitować się swoim poprzednikom.

 


Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo