Kiedy publiczność w opolskim amfiteatrze zerwała się, żeby z Janem Pietrzakiem zaśpiewać „Żeby Polska była Polską”, wiedziałem, że to nie tylko sentymantalna podróż w czasie, lecz wyraz tęsknoty za wspólnotą i pragnienie jej odzyskania. Artysta zachęcał do wspólnego wykonania, mówiąc, że liczy pewnie na 50 procent. Było zdecydowanie więcej.

Organizatorzy galowego koncertu musieli pomieścić w dwuczęściowym koncercie pół wieku polskiej piosenki. Czy się udało? Mimo pewnych braków i niedoróbek sądzę, że tak.
W recenzjach o akompaniującej orkiestrze wspomina się zdawkowo na końcu. Ja uważam, że festiwalowemu zespołowi muzyków i chórzystów, w tym Polskiej Orkiestrze Radiowej, już na samym początku należą się ogromne brawa. Tak znakomitego brzmienia, świetnych aranżacji i perfekcyjnego wykonania nie powstydziłby się żaden światowy festiwal.
Znane od dziesięcioleci piosenki w nowej szacie nabrały blasku, wigoru i szlachetności. Niekiedy – jak w wypadku „Zapomniałam”, gdzie zamiast Urszuli Sipińskiej (która wycofała się z branży już 20 lat temu) pojawiła się Renata Przemyk – właśnie dzięki nowej interpretacji mogliśmy odkryć piękno melodii sprzed lat.

Opolska publiczność przyjmowała wszystkich niezwykle gorąco. Już samo spotkanie po latach na tej samej scenie było dla obu stron wzruszające. Powierzenie jednak obszernego epizodu Krystynie Losce balansowało na granicy zaufania i sympatii, jakimi publika darzyła wykonawców. Bardzo miło było zobaczyć po latach Andrzeja Rybińskiego. „Nie liczę godzin i lat” Andrzej wykonał z tym samym co zawsze uśmiechem. Stan Borys przypomniał kultową „Jaskółkę”. W trakcie jego występu wyczuwalne było niemałe wzruszenie.

Wzruszająco wypadł występ Haliny Frąckowiak, która w Opolu obchodziła także jubileusz pięćdziesięciolecia pracy artystycznej. Na zakończenie artystka – jako jedyna – dziękowała Panu Bogu za minione lata kariery.

Wśród solistów, którzy występowali na pierwszych festiwalach, na pewno w pamięci zostanie Elżbieta Wojnowska. Maria Szabłowska, prowadząca z Pawłem Sztompkem koncert, zapowiadając wykonanie piosenki Osieckiej „Sztuczny miód”, przypomniała, że nie pojawiła się ona w transmisji TVP ze względu na cenzurę. „A to wszystko nie tak, nie tak! Erzatz, cholera, nie życie” – śpiewała Wojnowska. Ciągle w znakomitej formie, poruszającą interpretacją zbudowała niezwykłe napięcie.

Dobrym pomysłem było zaprezentowanie kilku młodych wykonawców, jak Mela Koteluk i Janek Młynarski (syn Wojciecha) czy Ania Dąbrowska. Dzięki temu udało się uniknąć wrażenia, że jubileuszowa gala to wydarzenie już tylko archeologiczne.

Na początku transmisji koncertu w TV pojawiło się ostrzeżenie, że jest w niej zawarte lokowanie produktu. Gdy usłyszałem, że na scenę proszeni są minister kultury i prezydent Opola, pomyślałem, że to właśnie ta chwila – i czym prędzej zgasiłem telewizor. Wolę zachować w pamięci publiczność śpiewającą „Żeby Polska była Polską”, niż uczestniczyć w promowaniu się polityków kompromitującej się coraz bardziej władzy.


Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"