Sylwester z Pegasusem

Nie widzę, przynajmniej na tym etapie sprawy, powodów, by nie wierzyć przedstawicielom polskich służb i instytucji w sprawie rzekomego podsłuchiwania i inwigilacji trójki osób za pomocą izraelskiego systemu Pegasus. Z jednej strony mamy bowiem informacje, według których ktoś, nawet nie wiadomo za bardzo kto, miałby szpiegować polityka, adwokata i prokurator, przeciw nim zaś wypowiedzi pod nazwiskiem i, przede wszystkim, pod groźbą przyszłej odpowiedzialności karnej i politycznej. 

Mamy też polityczny interes, w imię którego cała trójka oskarża polskie władze. Krzysztof Brejza, w kluczowym dla tej historii momencie kierował sztabem wyborczym Platformy. Obiektem zainteresowania państwa polskiego był jednak raczej jako szara eminencja inowrocławskiego ratusza, w którym dziać miało się wiele ciekawych historii. W tym historii polskiego internetu, pisanej ponoć przez całe zastępy trolli, tam właśnie zagonionych do ciężkiej pracy. 

Roman Giertych kłopotów z wymiarem sprawiedliwości ma jeszcze więcej, w czym oczywiście widzi (a raczej chce, byśmy my widzieli) tylko polityczne szykany. Jednak, niczym serialowy czarny charakter, od lat wychodzi cało z wszelkich opresji, nawet, jeśli na chwilę poczuje się gorzej w trakcie zatrzymania. A przecież nazbierało się wokół niego sporo wątpliwości, a niektóre z jego działań czynią go osobą mało wiarygodną, choć dla wielu cenną - to przecież sam Giertych chwalił się, jak wymanewrował otoczenie ojca Rydzyka przy układaniu list LPR, sam opisywał siebie jako konia... trojańskiego w koalicji z PiS. Jego polityczni przyjaciele nie mają z tym problemu. A przecież są jeszcze taśmy i pomysł oparcia biznesu na hakach, czy bardzo niejasna rola adwokata w sprawie Wojciecha Sumlińskiego, który opowiadał wiele razy, że treść poufnych rozmów, jakie jako klient toczył ze swoim prawnikiem, dziwnym trafem z miejsca trafiała do służb specjalnych ekipy Tuska. Jest wreszcie rozpolitykowana, choć mało znana, prokurator Wrzosek, która nie chce udostępnić telefonu do badań, ale swoje wie. 

Platforma Obywatelska kreuje się na obrońcę swobód i praw obywatelskich, choć to za jej rządów masowo podsłuchiwano dziennikarzy i blogerów, zresztą, tu uwaga do następców, całkiem bezkarnie. Może właśnie brak konsekwencji pamiętnego audytu pozwala dziś na te bezczelne tyrady i połajanki. I tu trochę złowieszcza uwaga ogólna. Gdy dzisiejsza opozycja próbowała odnaleźć się w tej nowej dla siebie roli, sięgnęła po najgłupsze i najbardziej żenujące elementy kreowanego przez siebie wcześniej wizerunku przeciwników rządu Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Tak najwyraźniej wyobrażała sobie bycie opozycją. Gdy dziś Platforma oskarża PiS o niemal masową i głęboką inwigilację przeciwników rządu, znaczy to przede wszystkim tyle, że tak właśnie rozumie rządzenie. I tak też będzie rządzić, jeśli uda jej się zrealizować dzisiejsze ambicje. Aby to utrudnić, sprawę rzekomej inwigilacji trzeba wyjaśnić.
 

 


Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo