Sytuacja Kościoła Katolickiego nie jest optymistyczna. Również w Polsce. Przyczyn jest kilka... [WYWIAD]

W rozmowie z portalem Niezalezna.pl ks. prof. Andrzej Kobyliński stwierdził, że jeżeli chodzi o stan Kościoła Katolickiego, to na świecie można wyróżnić dwie grupy krajów: afrykańskie i azjatyckie (gdzie katolicyzm rośnie w siłę) oraz państwa zachodniego kręgu kulturowego (gdzie dochodzi do spektakularnego upadku katolicyzm). Ks. Kobyliński zauważa, że Polska należy do tej drugiej grupy. Według etyka z UKSW świadczy o tym galopująca laicyzacja młodego pokolenia spowodowana - między innymi - przez niekończące się skandale pedofilskie, homoseksualne i finansowe.

pixabay

Zbliża się 2022 rok. To dobra okazja, aby dokonać pewnych podsumowań. Przede wszystkim chciałbym zapytać o obecną kondycję Kościoła Katolickiego w wymiarze globalnym. Niektórzy twierdzą, że katolicyzm na świecie jest w kryzysie. Jakie jest zdanie Księdza Profesora w tej sprawie?

Niestety, na świecie są kraje, w których rzeczywiście należy mówić o upadku Kościoła Katolickiego. Ale można także wskazać takie państwa, w których katolicyzm przeżywa dzisiaj prawdziwą wiosnę. Pierwsza grupa to głównie kraje zachodniego kręgu kulturowego. Do spektakularnego rozpadu katolicyzmu dochodzi obecnie między innymi w Belgii, Francji, Hiszpanii i Irlandii. Niezwykle trudny czas przeżywają także katolicy w Kanadzie z powodu skandalu wokół szkół rezydencjalnych, których część była prowadzona przez instytucje katolickie.

W większości krajów Afryki i Azji natomiast, katolicyzm rośnie w siłę. W państwach afrykańskich i azjatyckich katolickie parafie tętnią życiem, wierni modlą się w świątyniach, zakony żeńskie i męskie przyjmują nowicjuszki i nowicjuszy, seminaria diecezjalne są pełne kleryków.

Co wpływa w tych krajach na tak dobrą kondycję wiary?

Z jednej strony, większość państw Afryki i Azji nie została dotknięta ateizmem, który jest bardzo głęboko zakorzeniony w społeczeństwach zachodnich od ponad 200 lat. Z drugiej strony, dobra kondycja religii w krajach afrykańskich i azjatyckich stanowi część globalnego procesu desekularyzacji, który zmienia porządek religijny w świecie od lat 90. XX wieku.

Myślicielem, który pod koniec ubiegłego stulecia wprowadził termin „desekularyzacja” do domeny publicznej był amerykański socjolog Peter Berger (1929–2017). Jego zdaniem, już załamała się teoria sekularyzacji stworzona na początku ubiegłego stulecia w oparciu o rozwiązania wypracowane przez Augusta Comte’a, Emila Durkheima i Maxa Webera. Ta teoria zdominowała w XX wieku myślenie świata zachodniego o religii. A zawiera twierdzenie, że procesy modernizacyjne oraz rozwój nauki i techniki prowadzą nieuchronnie, na wszystkich kontynentach, do narodzin społeczeństw ateistycznych bądź obojętnych religijnie.

A czym dokładnie jest wspomniana przez księdza desekularyzacja?

Najważniejszym jej elementem jest wzrost zainteresowania różnymi formami religii oraz dowartościowanie problematyki religijnej w domenie publicznej. Specyfiką współczesnego podejścia do religii w wielu krajach jest nie tyle odrzucenie czy kwestionowanie jej racjonalności bądź wiarygodności, ile powrót różnego rodzaju fenomenów religijnych w nowej formie.

W tym kontekście coraz częściej nie mówi się już o zmierzchu religii – jak postulowali w ubiegłym stuleciu zwolennicy teorii sekularyzacji – ale o zmianie jej podstawowych funkcji w życiu społecznym. Współczesne metamorfozy katolicyzmu są zatem elementem większego procesu o charakterze ogólnoświatowym, który dotyczy kształtowania się nowych form interpretacji i przeżywania fenomenu religii.

Desekularyzacja dotyczy także Chin?

Zdecydowanie tak. Z jednej strony, w Państwie Środka odradza się życie religijne, z drugiej – nasilają się różne formy prześladowań na tle światopoglądowym.

Przez kilkadziesiąt lat komuniści w Chinach dążyli do całkowitego zniszczenia jakichkolwiek przejawów życia religijnego. W ramach zwalczania „kontrrewolucji i wrogów ludu” wymordowano kilkadziesiąt milionów niewinnych ludzi. W XX wieku całe Chiny spłynęły krwią.

A teraz, w XXI wieku (a dokładniej od 2015 r.) władze chińskie realizują program „sinizacji” religii. Oznacza on wszczepianie chińskich wartości i tradycji we wszystkie praktyki religijne oraz kontrolę Komunistycznej Partii Chin nad wszystkimi religiami.

I tak, władze w Pekinie twierdzą, że w Internecie wciąż istnieją zbyt duże obszary wolności. W związku z tym Komunistyczna Partia Chin zamierza wprowadzić znacznie skuteczniejszą akcję inwigilacyjną i karać wiernych, którzy wykorzystują portale społecznościowe do ewangelizacji i promocji religii lub krytykowania polityki religijnej rządu.

Jeśli chodzi o „pozytywną” rolę religii, władze komunistyczne mają nadzieję, że pięć religii zatwierdzonych przez rząd (buddyzm, taoizm, islam, katolicyzm i protestantyzm) będzie rozwijać i wcielać w życie „religijną teorię socjalizmu o cechach chińskich”. Władze w Państwie Środka dążą bowiem do tego, aby zmusić kościoły i związki wyznaniowe do akceptacji marksistowsko-leninowskiej ideologii partii komunistycznej i promocji tak zwanych „wartości patriotycznych”.

Jeśli chodzi o dozwolony zakres działania wspólnot religijnych, władze w Pekinie uważają, że powinien on ograniczać się do miejsc kultu. Wyznawcom religii natomiast, nie wolno w żaden sposób ingerować w życie społeczne czy polityczne, zwłaszcza w edukację dzieci i młodzieży, która należy wyłącznie do partii komunistycznej.

A jak wyglądał w zeszłym roku stan Kościoła katolickiego w Polsce? Wiadomo, że obecnie mała liczba kandydatów wstępuje do seminariów duchownych.

W Polsce od kilku lat dokonuje się galopująca laicyzacja młodego pokolenia. Trzeba być ślepcem, żeby nie widzieć tego procesu. Niestety, w owej sprawie dominuje „omerta”: zmowa milczenia. Generalnie zwycięża dobre samopoczucie i pragnienie świętego spokoju. Milczą prawie wszyscy: władze kościelne, politycy, ludzie świeccy i tak dalej.

Najbardziej dramatycznym przejawem gwałtownej laicyzacji jest głęboki spadek liczby powołań kapłańskich i zakonnych. W 2021 r. do połowy seminariów zakonnych nie wstąpił żaden nowy kleryk. W konsekwencji aż 19 seminariów zakonnych w Polsce rozpoczęło nowy rok akademicki bez pierwszego rocznika studiów. Podobna sytuacja była w kilku seminariach diecezjalnych. Niestety, ten dramat prawie nikogo nie obchodzi.

Mamy też do czynienia z masową rezygnacją z lekcji religii...

Polska zajmuje pierwsze miejsce na świecie, gdy chodzi o szybkość procesu laicyzacji dzieci i młodzieży w stosunku do religijności ludzi dorosłych. Takie są wyniki badań przeprowadzonych kilka lat temu przez naukowców amerykańskich z Centrum Badawczego Pew (Pew Research Center) z siedzibą w Waszyngtonie.

W takich miastach jak Warszawa, Łódź czy Gdańsk większość uczniów szkół średnich nie chce już mieć żadnego związku z Kościołem katolickim jako instytucją. 

Jakie są przyczyny tej sytuacji?

Zewnętrzne i wewnętrzne. Pierwsze są związane ze zmianami kulturowymi i gospodarczymi, jakie dokonują się w naszym kraju. Polska staje się powoli typowym zachodnim społeczeństwem z dominującym konsumpcyjnym modelem życia. To wielkie wyzwanie dla wychowania religijnego i przekazu tradycji aksjologicznych dzieciom i młodzieży.

Druga grupa przyczyn to niekończące się skandale pedofilskie, homoseksualne, finansowe. Zniszczyły one dużą część zaufania ludzi do biskupów, księży i zakonników. 

Mógłby ksiądz podać konkretne przykłady tych skandalów?

Z pewnością wielką siłę rażenia ma afera związana z arcybiskupem Juliuszem Paetzem, która ciągnie się od kilkudziesięciu lat i wciąż czeka na swoje wyjaśnienie. Wielkim skandalem, obnażającym deprawację naszego życia publicznego, było postawienie pomnika księdzu prałatowi Henrykowi Jankowskiemu. Kardynał Henryk Gulbinowicz jest wciąż kawalerem Orderu Orła Białego. Czy arcybiskup Janusz Bolonek był rzeczywiście agentem wywiadu PRL, który w 1981 r. przekazał władzom komunistycznym w Warszawie kluczowe informacje na temat płk. Ryszarda Kuklińskiego? Można by mnożyć podobne przykłady i stawiać inne, niezwykle trudne pytania. Niestety, na razie nie widzę w Kościele katolickim żadnej siły moralnej, która dążyłaby do zmiany obecnej sytuacji.

A może należy zreformować nauczanie religii w szkole?

Zdecydowanie tak. Mówię o tym od dwudziestu lat. Niestety, gdy chodzi o nauczanie religii w szkole, władze kościelne twierdzą, że wszystko jest w porządku. Ja uważam inaczej: natychmiast trzeba dokonać głębokiej reformy! Dominujący model europejski to rzeczywiście nauczanie religii w szkole: na dwudziestu siedmiu członków Unii Europejskiej, w dwudziestu czterech krajach religia jest nauczana w szkole, ale nie w postaci katechezy, jak jest to u nas, ale w formie przekazywania wiedzy o religiach, szczególnie o chrześcijaństwie. A nasz model trzeba radykalnie zmienić. Jedna z najważniejszych kwestii to zmiana podstawy programowej. Trzeba odejść od modelu ewangelizacyjnego, katechetycznego.

Dlaczego?

Ponieważ szkoła publiczna nie jest miejscem, w którym można katechizować czy ewangelizować dzieci i młodzież. Nie wolno prowadzić katechezy w takich szkołach. Owszem, można to robić w szkołach prywatnych czy wyznaniowych. Na wzór innych krajów, trzeba uczynić z religii w szkole przedmiot będący przekazem wiedzy o chrześcijaństwie i innych religiach.

Reforma podstawy programowej oznacza zmianę całego sposobu rozumienia religii. Mamy tu ogromną pracę do wykonania, żeby to zmienić i przygotować zupełnie nowe podręczniki do tego przedmiotu. Inna ważna kwestia to natychmiastowy powrót katechezy, czyli religii w rozumieniu ewangelizacyjnym i katechetycznym, do parafii. Trzeba zostawić jedną godzinę w szkole nauki o religiach, ale druga godzina oznacza natychmiastowe odtworzenie salek katechetycznych. Miejscem katechezy jest parafia, nie szkoła! Takie rozwiązanie funkcjonuje między innymi we Włoszech. Uważam, że w Polsce należy czym prędzej przyjąć włoski sposób nauczania religii w szkole oraz w parafii.

Kolejne pytanie: czego można się spodziewać w 2022 r., gdy chodzi o Kościół katolicki w Polsce i na świecie? Czy katolicyzm zostanie wzmocniony przez trwający obecnie globalny proces synodalny?

Wydaje mi się, że w naszym kraju w najbliższych miesiącach nie będą podjęte żadne istotne decyzje, które mogłyby zatrzymać pogłębiający się kryzys religijny. Na razie wszystko wskazuje na to, że Kościół katolicki w Polsce zamierza iść drogą, jaką od lat 90. ubiegłego wieku podąża Kościół katolicki w Irlandii.

W grudniu 2021 r. na portalu Wiez.pl zostały opublikowane dwa teksty Tomasza Terlikowskiego na temat zmarłego niedawno ojca Edwarda Konkola, który należał do zakonu werbistów. Lektura tych artykułów wyraźnie pokazuje, że na razie nie jest możliwa jakakolwiek odnowa moralna Kościoła katolickiego w Polsce.

Z jakiego powodu?

Ponieważ prawie nikt nie chce realnej zmiany. Znakomitej większości duchownych i świeckich odpowiada to, co jest obecnie. Natomiast debata synodalna możne wzmocnić Kościół katolicki - na przykład - w Ameryce Południowej, gdzie od wielu lat traci on miliony wiernych na rzecz powstających jak grzyby po deszczu nowych zborów zielonoświątkowych.
 

 

Źródło: niezalezna.pl

Eryk Łażewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo