Kolejny trudny rok (część 2)

Z pomysłów PiS na Polskę w 2021 r. ostały się przede wszystkim duże projekty infrastrukturalne na różnym poziomie wcielania w życie, takie jak budowa dróg i obwodnic (w tym Via Carpatia i otwarty już brakujący fragment Południowej Obwodnicy Warszawy), przekop Mierzei Wiślanej, CPK czy polski atom. Jednak ten ostatni przykład każe zadać pytania, czy zrobiono wszystko, co można było zrobić, i czy działo się to w odpowiednim czasie.

Budowa elektrowni atomowej to proces wieloletni, tymczasem już dziś odczuwamy nie tylko braki energii, lecz przede wszystkim duszące gospodarkę i odbiorców indywidualnych wzrosty cen. Po zwycięstwie w wyborach w 2019 r. Prawo i Sprawiedliwość zderzyło się z poważnymi problemami społecznymi, których geneza nie jest zależna od rządów, lecz to rządy rozliczane są z ich skutków.

Kłopoty partii rządzącej

PiS skupia się więc na działaniach będących nie efektem strategii wyrównywania warunków życia i szans regionów, prowincji i metropolii, ale wymuszoną przez zewnętrzne okoliczności koniecznością, spowodowaną pandemią, wojną hybrydową i wzrostem cen. Te czynniki wpływają na nastroje społeczne, przy czym jedynie kwestia bezpieczeństwa służy rządzącym. Pozostałe sprzyjają krytykom władz. Kwestia uzasadnienia czy nawet moralnego prawa do formułowania takich sądów przez niektórych uczestników debaty jest drugorzędna.

Zanim przejdziemy do potencjalnych beneficjentów problemów władz, zauważmy jeszcze, że polityka Unii wobec Polski wciąż ulega zaostrzeniu, padamy ofiarą finansowych szykan, a reforma wymiaru sprawiedliwości nie może doczekać się finalizacji, w czym swój udział ma – jak się zdaje – otoczenie prezydenta. Ostatnie dni pokazały też niemoc w kwestii porządkowania rynku mediów, przy czym tu również odpowiedzialność rozkłada się na wielu uczestników gry. Od opozycji, której poprawki wypaczyły całkowicie sens ustawy, poprzez media, nakręcające wokół przepisów spiralę histerii i niezrozumienia ich znaczenia, aż do obozu prawicowego, który nie powstrzymał destrukcji tego aktu prawnego w Sejmie i wysłał tak odmienioną ustawę prezydentowi, który postanowił wylać to dziecko z kąpielą.

Podsumowując tę część, odnotujmy, że 2021 r. przyniósł rządzącym poważne kłopoty, przy których zachowanie poparcia na poziomie podobnym do tego sprzed roku jest pewnym sukcesem. Zauważmy jednak, że jest to poziom notowany już po zeszłorocznych spadkach, które w pewnym momencie zdawały się możliwe do odrobienia, do czego jednak finalnie nie doszło. Do tych wszystkich komplikacji dochodzi kwestia posiadania większości w dzisiejszym Sejmie. Już w ostatnich miesiącach obecności w rządzie Jarosława Gowina była ona niepewna, zważywszy na niestabilność i nielojalność koalicjanta, dziś jest zaś po prostu „sztukowana”, i to za niemałą cenę. Co dla Polski nie zawsze zresztą jest złe (jak w przypadku nagłego i niespodziewanego przyspieszenia w kwestii propozycji Pawła Kukiza), lecz dla samej Zjednoczonej Prawicy bywa kłopotliwe i czyni niepewnym niemal każde sejmowe głosowanie. Tymczasem ewentualna utrata władzy spowoduje najprawdopodobniej dalszą utratę suwerenności Polski, a także zahamowanie lub porzucenie większości projektów modernizacyjnych.

Co się zmieniło po stronie opozycji

Trudno bowiem się spodziewać, by proniemiecka większość dzisiejszej opozycji chciała kontynuować projekty uderzające w politykę tego państwa. Tymczasem wszystkie niemal kluczowe inwestycje bądź ich plany, jakie pojawiły się w okresie rządów PiS, biją bądź w niemieckie interesy (CPK, Via Carpatia), bądź przynajmniej w agendę polityczną naszego sąsiada (atom).

Skupmy się jednak na tym, co wydarzyło się po stronie opozycji. Powrót Donalda Tuska wypatrywany był jako wybawienie i miał być magicznym wręcz zwrotem akcji, po którym zmienią się nastroje społeczne, a w konsekwencji również władza, być może nawet przed upływem kadencji Sejmu w konstytucyjnym terminie. O ile jednak Tusk sprawnie i bezwzględnie odzyskał formalną pozycję w Platformie, o tyle z resztą opozycji nie idzie mu już tak łatwo. Choć ma zwolenników w innych partiach, to nie jest dla nich automatycznie naturalnym liderem.

Mijający rok pokazał nam, że proces emancypacji innych sił opozycyjnych poszedł całkiem daleko i nawet Polska 2050, choć bardzo trudno wskazać różnice w programie czy pomyśle na politykę między nią a Platformą, nie planuje na razie żadnej unifikacji. Lewica, dla Tuska zresztą skreślona jako potencjalny koalicjant, mocniej zaznacza swoją odrębność w kwestiach gospodarczych i podejściu do PRL, ale też III RP. Traktuje lidera PO jako konserwatywnego liberała i zapłaciła za to inspirowanym przez PO podziałem w klubie parlamentarnym. PSL, wrobione w bycie twarzą niepopularnych reform poprzednich rządów, jest lekko podzielone, lecz potencjalnych partnerów zdaje się szukać gdzie indziej, nie mając ochoty na powtórkę z lat 2007–2015 i późniejszej „tęczowej koalicji”. Do wyborów, bo później może już być różnie.

Pułapka polityki reaktywnej

Tymczasem Tusk traktuje wszystkich po stronie opozycji jako wymagających dyscyplinowania poddanych. Sprzeciwy zaczyna budzić to nawet w samej Platformie, w której wprowadza się „szkolny” system oceniania aktywności parlamentarzystów, trudno więc, by na podobne zapędy dobrze reagowali liderzy pozostałych ugrupowań.
Owszem, wszystkie partie (może z wyjątkiem jakiejś części konserwatywnych ludowców, którzy woleliby raczej dogadać się z dzisiejszą władzą, łagodząc jedynie jej przekaz i niektóre reformy) za swój główny cel uważają odsunięcie PiS od władzy, lecz tylko dla Platformy jest to równoznaczne z bezwarunkowym uznaniem przywództwa Donalda Tuska i dominującej pozycji jego ugrupowania. Jest to fatalny błąd komunikacyjny i strategiczny, pokazujący, że lider PO cały czas nie przyjmuje do wiadomości, jak wiele w polskiej polityce zmieniło się w ciągu ostatnich lat.
Czy jednak skazani jesteśmy na chaotyczne rządy rozrywanej ambicjami koalicji sił dzisiejszej opozycji, zgodnej chyba jedynie w tym, by polską politykę podporządkować unijnej zwierzchności i niemieckim interesom?

Trzy lata temu w przygotowywanym dla „Codziennej” podsumowaniu roku zgłaszałem bardzo podobne obawy i zastrzeżenia. „PiS (…) zmieniło premiera i kilkoro ministrów, przeprowadziło kilka reform, lecz i z kilku innych się wycofało, ponoć taktycznie, ale zawsze. (…) Wydaje się, że partia skupia się na gaszeniu pożarów, czasem łatwych do przewidzenia, i nawet jeśli robi to skutecznie, nie zawsze potrafi to sprzedać. Rząd przestaje narzucać narrację, zamiast tego broni się przed atakami, ba, pozwala wpadać opozycji we własne pułapki, ale jest to jednak duża różnica. Czasu na zmianę tego zachowania jest coraz mniej, problem dostrzegli już niektórzy życzliwi PiS komentatorzy, lecz czy sami politycy są w stanie zauważyć, że w polityce liczą się i czyny, i słowa, same czyny zaś krytycy mogą skutecznie zalać całą powodzią słów?”.

Pytanie pozostaje aktualne, choć zmagamy się z innymi wyzwaniami. W 2019 r. udało się wygrać wybory, przedłużenie mandatu na trzecią kadencję, choć trudne, jest więc wciąż możliwe, trzeba jednak odzyskać zdolność kreowania i realizacji swoich narracji. Jak to zrobić, będziemy zapewne pisać już w nowym roku.
 

 


Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo