Czechosłowacja lat 50. Czas próby dla obywateli i czas hańby dla władzy. Za tydzień do kin trafi film „W cieniu” w reż. Davida Ondříčka. Do pokazania mrocznej historii tamtych czasów wybrano najlepszy do tego filmowy gatunek – czarny kryminał. Patronat nad czesko-polską produkcją ma „Gazeta Polska Codziennie”.

Szare prochowce, kłęby papierosowego dymu i opadające na oczy kapelusze. Spokojnie toczona fabuła. Powoli rosnące napięcie. Klasyczny kryminał – z gatunku tych najlepszych – czyli bez fajerwerków. Przy takich historiach Batman czy Superman mogą spalić się ze wstydu. Jamesa Bonda łączy z detektywem Haklem (Ivan Trojan) tylko to, że czasem nosi kapelusz.

Hakl śledzi morderców i rabusiów. Szybko jednak zostaje odsunięty od sprawy. UB przejmuje śledztwo. Robi to, by chronić prawdziwych zbrodniarzy i zrzucić winę na Żydów. Choć atmosfera się zagęszcza, Hakl nie ustępuje. Po cichu węszy nadal. Każde kolejne odkrycie każe mu myśleć, że wchodzi na grząski grunt. Że na szali stawia już nie tylko swoją karierę, ale też bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny.

Mamy w tej opowieści bohatera równoległego. Niemiec Zenke (Sebastian Koch), zamieszany w tę samą sprawę, by wrócić do żony i dziecka, musi zeznać w sądzie nieprawdę. Tylko tyle i aż tyle. Powie, co mu każą i dostanie paszport. Pragnie wrócić do córeczki, której nie zdążył jeszcze zobaczyć. Nietrudno zrozumieć złożoność jego sytuacji. Mężczyźni powiązani jedną sprawą i grający między sobą w otwarte karty rozmawiają o drogach, którymi chcą pójść. O tragicznej drodze sprawiedliwości Hakla i słodszej drodze kłamstwa Zenkego. – Pomyśl o synku. O jego przyszłości – ostrzega Zenke. – Lepiej mieć ojca tchórza? – odpowiada Hakl. – Tylko po co dziecku martwy ojciec? – próbuje zrozumieć Zenke. Ale nie zrozumie, że może po to, by dać przykład, jak żyć i jak umierać. Na ziemi nie ma sprawiedliwości. Są tylko bohaterowie. Pojedynczy tytani prawdy. Po jednej stronie rozkręcone tryby maszyny manipulacji i śmierci, po drugiej jednostki z napiętymi mięśniami, próbujące udźwignąć tę równię, na której stoi świat. Mają nazwiska znane, jak Popiełuszko czy Pilecki, i takie, o których niewielu słyszało. To im, prawdziwym ludziom honoru, poświęcony jest ten film.