Twierdził, że był molestowany przez księdza. Ulubieniec Joanny Scheuring-Wielgus kłamał!

Marek Lisiński, twarz ruchu osób molestowanych seksualnie przez duchownych, okazał się zwykłym kłamcą. Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że twierdzenia Lisińskiego - który domagał się ogromnej sumy pieniędzy za rzekome molestowanie przez księdza - są niewiarygodne!

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Marek Lisiński, były już prezes fundacji „Nie lękajcie się”, sam siebie przedstawiał jako ofiarę księdza pedofila. Jego molestowanie miało się odbywać w diecezji płockiej, a poszkodowany narzekał, że nie otrzymał żadnego wsparcia ze strony Kościoła. Problem jest jednak taki, że co innego pisał do biskupa w 2014 r. Wtedy dziękował mu za wsparcie, choć również domagał się pieniędzy.

„Dziękuję za zaoferowanie mi pomocy i jak wspomniałem na wstępie procesu, prosiłbym o zadośćuczynienie w kwocie, o której wspomniałem, gdyż terapie są kosztowne i długotrwałe, tym bardziej że sprawca nie daje mi zapomnieć o tym fakcie, a moja sytuacja materialna nie wygląda najlepiej”.

- wspomniał ogólnikowo w czerwcu 2014 r.

Kilka miesięcy później domagał się już konkretnych kwot. Rozpoczął od 150 tys.

„Prosiłbym o wsparcie finansowe jednorazowe w wysokości 150 tys. zł, na obecne terapie i przyszłe, które są konieczne dla mojego zdrowienia”.

- pisał we wrześniu.

W październiku mu się jednak pogorszyło, bo oczekiwał już 200 tys. zł. Złożył również konkretną propozycję.

„Gotów jestem zrzec się przyszłych roszczeń, a nawet wycofać się z działalności publicznej w fundacji. Chciałbym już definitywnie zamknąć ten rozdział własnego życia”.

- napisał.

Diecezja jednak nie zapłaciła. 11 października 2021 r. zapadł wreszcie prawomocny wyrok w sprawie Lisiński kontra ksiądz W., który rzekomo go molestował. Media - "Gazeta Wyborcza" i salon24.pl - opisały właśnie jego pisemne uzasadnienie. Okazało się, że według sądu Lisiński, relacjonując to samo zdarzenie, potrafił przedstawiać trzy różne wersje. Kłamał też, że był ministrantem.

„Tak daleko idące rozbieżności w przedstawianiu tych samych wydarzeń nie da się wytłumaczyć w świetle zasad wiedzy i doświadczenia życiowego, co prowadzić musi do wniosku, że twierdzenia powoda są niewiarygodne"

– napisał w uzasadnieniu wyroku łódzki sąd. A więc Lisiński okazał się zwykłym kłamcą. Bo wcześniej wiadomo było już, że jest oszustem i naciągaczem.

Tak to się zaczęło

Jedną z ofiar Lisińskiego-oszusta był... oskarżony przez niego potem ksiądz. Lisiński pożyczył od niego ponad 20 tys. zł - rzekomo na leczenie chorej na raka żony. Zapewnił, że będzie miał z czego oddać, bo wybiera się do pracy do Niemiec.

"No i po kilku tygodniach doszła mnie wieść, że Marek wcale nie wyjechał do Niemiec. Pojechałem do jego żony. Okazało się, że wcale na raka nie chorowała. Zadzwoniłem do niego, żądając zwrotu pieniędzy"

- opowiedział ksiądz, który usłyszał wtedy "niech ksiądz nie podskakuje, bo są na was haki i mogę księdza załatwić. A wtedy nie tyle ksiądz straci" - opowiedział "GW" ks. W.

W. zagroził mu sądem, ale Lisiński w czerwcu 2008 r. przyjechał do niego po raz kolejny. Przeprosił za wszystko i obiecał, że wkrótce pieniądze zwróci.

"Wrócił w sierpniu, ale zamiast gotówki chciał mi wcisnąć odkurzacz oraz jakąś myjkę do mycia okien w kościele, wartą podobno kilka tysięcy"

- opowiedział "GW" ks. W.

Mimo kolejnych ponagleń Lisiński pieniędzy W. nie oddał - pisze "GW". Dwa lata później, we wrześniu 2010 roku, oskarżył księdza W. o molestowanie.

"Niech to zostanie między nami"

Druga historia jest jeszcze bardziej szokująca, bo ofiarą Lisińskiego padła faktyczna ofiara księdza-pedofila.

29 października 2018 roku 26-letnia dziś Katarzyna – ofiara księdza Romana B. – dostała wiadomość od Marka Lisińskiego, w której prosił on o pożyczenie mu 30 tys. zł na operację. Lisiński - jak ustaliła "GW" - "wysyła maila dwa tygodnie po tym, jak decyzją sądu na konto Katarzyny wpływa milion złotych zadośćuczynienia za to, że Roman B. z Towarzystwa Chrystusowego 13 lat temu więził ją, bił i gwałcił".

Katarzyna powiedziała GW": "Przyjechał do mnie i ja mu te pieniądze dałam do ręki. 20 tysięcy na umowę pożyczki, dziesięć w prezencie. Nie mogłam spać, jak mi o tym napisał. Człowiek, który tyle dla nas, ofiar, zrobił, któremu tak ufałam, śmiertelnie chory?". Lisiński - jak czytamy - "poprosił Katarzynę: Niech to zostanie między nami. Mogłoby to zaszkodzić mojej reputacji".

"GW" pisze ponadto, że Marek Lisiński miał być jednym z bohaterów "Tylko nie mów nikomu", ale został wycięty z filmu, po tym jak w lutym wysłał SMS-a do Tomasza Sekielskiego. Zażądał w nim 25 tysięcy złotych na fundację "Nie lękajcie się" i 25 tysięcy dla siebie: "Dałem Wam numery do ofiar, namiary na sprawy. I co mam za to?" - pisał.


Przypomnijmy, że Lisiński wraz z posłanką Joanną Scheuring-Wielgus chciał rozliczać Kościół z pedofilii. Był nawet z posłanką na spotkaniu z papieżem Franciszkiem.

 


Źródło: salon24.pl, wyborcza.pl, niezalezna.pl

wg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo