Tuż po godzinie 11 przed siedzibą Kancelarii Prezesa Rady Ministrów podpalił się mężczyzna. Jeden ze związkowców, którzy od kilku dni prowadzą tam protest, stwierdził w rozmowie z reporterem RMF FM, że desperat skarżył się na rząd. Trafił do szpitala przy Szaserów, nie znaleziono przy nim na razie żadnych ulotek ani listów, w których motywowałby swój dramatyczny krok - poinformowała nas policja.

Według relacji jednego ze związkowców, 56-latek miał powiedzieć, że został oszukany, że stracił mieszkanie. Przed siedzibą premiera spędził kilkadziesiąt minut, na koniec oblał się jakąś substancją i podpalił zapalniczką.

Gdy mężczyzna trafił do szpitala jego tożsamość była już znana. Teraz policja poszukuje krewnych pacjenta. Obecnie przebywa na sali intensywnego nadzoru. Został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Mężczyzna ma poparzone 60 procent ciała. Według wstępnych informacji, potwierdzanych przez lekarzy z Wojskowego Instytutu Medycznego, mężczyzna oblał się benzyną.
 

23 września 2011 r. na znak protestu oblał się benzyną i podpalił przed budynkiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Andrzej Ż. Miał przy sobie list zaadresowany do Donalda Tuska, w którym zwracał uwagę na liczne nieprawidłowości w urzędzie skarbowym.