Historia ruszyła

Jeśli komuś wydawało się, że historia w naszej części świata nieco przysypia i toczy się powolnym rytmem, to najwyższy czas zrewidować ten pogląd.

Historia właśnie ruszyła, z dużym impetem. Na przykład, jak już wszyscy wiemy, stało się jasne, do czego dążą Niemcy – po wypchnięciu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (a w każdym razie w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób kibicowaniu temu wyjściu) uważają się za wiodącą siłę w Europie. Siłę, która może i powinna doprowadzić do przebudowy Unii w państwo-federację. Karty na stół zostały wyłożone w postaci spisanej umowy koalicyjnej nowego rządu w Niemczech. Oczywiście o jej szczegółach nie można było się dowiedzieć ani z „Gazety Wyborczej”, ani z TVN – tu obowiązuje chyba zasada podawania informacji jak z piosenki Wojciecha Młynarskiego: „Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy”. Po co bowiem Polaków informować o istocie tego, co się dzieje? Na szczęście rzetelną analizę niemieckiej umowy koalicyjnej przeprowadził na przykład Ośrodek Studiów Wschodnich – i na jego stronie można znaleźć te tak gładko pomijane przez totalne media szczegóły.

Celem integracji europejskiej według nowej koalicji rządu federalnego Niemiec powinno być „federalne, europejskie państwo związkowe, zorganizowane zgodnie z zasadą subsydiarności i proporcjonalności”. I tę integrację ma powstający właśnie rząd w Berlinie przeprowadzić. Ten pomysł to nic innego jak wyrastająca z tradycji politycznej Niemiec konstrukcja przypominająca ogólnie zasady działania Świętego Cesarstwa Rzymskiego lub – inaczej nazywając – niemieckich Rzeszy. Obowiązującą zasadą było to, że dziesiątki państw i państewek o różnym stopniu autonomii podlegały władzy w Berlinie. I do takiej idei, jak się wydaje, nawiązują nasi zachodni sąsiedzi i chcą ją w najbliższych latach w nowej „europejskiej” wersji przeprowadzić. Jeśli rzecz jasna nie napotkają na silny sprzeciw innych państw europejskich i jeśli temu projektowi nie zostanie skutecznie przeciwstawiony inny – broniący suwerenności państw członkowskich, przy jednoczesnym budowaniu jedności europejskiej w sferach, gdzie taka jedność Unię wzmacnia.

I taki projekt podjął się właśnie przeprowadzić w Europie nie kto inny jak lider Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. Temu między innymi – zapowiedzi stworzenia takiego alternatywnego wobec niemieckich zapowiedzi projektu – służyło spotkanie w ostatnią sobotę przedstawicieli ugrupowań prawicowych i konserwatywnych z różnych europejskich państw. Od razu trzeba zaznaczyć jedno – kompletnie nie warto zwracać uwagi na to, co mówią ci z totalnej opozycji. Część z nich niewiele rozumie z tego, co się dzieje, część wykonuje zalecenia zewnętrzne, a część przedkłada walkę z Prawem i Sprawiedliwością ponad interesy kraju. Klepią przekazy dnia bezrefleksyjnie, trzeba wzruszyć na to ramionami. Partnerów do poważnej rozmowy wobec wyzwań, jakie stawia właśnie historia, tam nie ma. Szukać należy więc w Europie.

W pierwszym planie jest zacieśnienie współpracy, koordynacja działań ugrupowań prawicowych w Unii i budowanie możliwości połączenia dwóch prawicowych grup w Parlamencie Europejskim. W drugim – przygotowanie projektu, w którym suwerenność, tożsamość narodowa, różnorodność kulturowa państw europejskich, a także funkcjonowanie rzeczywistych mechanizmów demokratycznych – stanowią fundament, na którym jedynie może postępować integracja europejska.

Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę na pewien znaczący aspekt polityki europejskiej, który dotąd nie był formułowany tak wprost jak teraz, gdy powstaje nowy lewicowy rząd w Niemczech. Otóż istotne jest to, że propozycja nowego państwa-federacji została sformułowana przez Niemcy, zapisana jako program nowego rządu niemieckiego, określającego się w tym dokumencie jako rząd narodu o najsilniejszym potencjale i sile w Europie i zdolnego UE narzucić swoją wizję. To oznacza – jak zauważył prezes PiS – przekreślenie pamięci historycznej, która budowała pewien typ wrażliwości historycznej, jaka prowadziła Niemcy do samoograniczenia. To wynikające z całkiem przecież niedawnej historii samoograniczanie się zostało przez obecne Niemcy odrzucone. Wprost, czarno na białym. Temu wyzwaniu trzeba będzie sprostać.
 

 


Źródło:

Joanna Lichocka
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo