Pożytki ze studiowania psychologii

Mój niedoszły zawód psychologa przysparza mi do dzisiaj wiele interesujących spostrzeżeń, szczególnie w analizie zjawisk politycznych. Okazuje się, że może też dostarczyć całkiem sporo wiedzy, jeżeli chodzi o politykę w jej najszerszym wymiarze, czyli geopolitykę. Dzisiaj wszyscy liczący się sztabowcy świata próbują rozstrzygnąć, czy Rosja uderzy na Ukrainę i jak bardzo jest w stanie zaangażować się w ten konflikt. Liczone są siły inwazyjne i potencjalny opór Ukraińców. Kalkuluje się możliwe straty i zyski Kremla z rozpętania nowej wojny. To wszystko nie ma sensu. Moskwa oczywiście ma dosyć sił, jeżeli zechce, zająć całą Ukrainę. Być może pod pozorem awantury Białorusi z Polską przesunęła wojska, które mają wziąć udział w tej wojnie.

Decyzja o jej rozpoczęciu jednak zależy od czegoś innego. Wydawałoby się, że w wielkiej polityce powinien rozstrzygać rachunek zysków i strat. Jeżeli tak, to jest on moim zdaniem niejasny. Ukraina może stać się dla Rosji drugim Afganistanem. Nawet jeżeli uda się ją szybko i możliwie bez wielkich strat zająć, to sprawa w tydzień ani w miesiąc się nie skończy. Z wejścia do Kijowa nie będzie przez lata żadnych pożytków ekonomicznych, logistycznych ani możliwości zdobycia przewagi militarnej nad Zachodem. Za to powstanie konieczność utrzymywania ogromnych sił i przełamywania blokady ekonomicznej ze strony UE i NATO. Z drugiej strony, zajęcie Ukrainy daje Rosji perspektywę odbudowania imperium. Nie dzisiaj, lecz w nieodległej przyszłości. 

Czy więc gra jest warta świeczki? Zależy, kto to będzie oceniał. Gdyby sprawę analizował polityk wychowany w warunkach cywilizacji zachodniej, pewnie wojna byłaby niemożliwa. Starty dla mieszkańców Rosji, w wyniku wojny na Ukrainie, będą ogromne, wiele ofiar, spadek poziomu życia, izolacja w wielu miejscach świata, ryzyko wojny globalnej. To wszystko musiałoby spowodować, że nikt, kto liczy się z demokratyczną wolą społeczeństwa, wojny nie zaryzykuje. Ale Władimir Putin ma swoją świadomość w zupełnie innym miejscu. Warto zobaczyć, kim fascynuje się ten polityk. Nie jest komunistą. O komunizmie wielokrotnie wypowiadał się źle i myślę, że jest to szczere. Putin jest typowym rosyjskim imperialistą. Wzorców historycznych ma pewnie wiele: Iwan Groźny, caryca Katarzyna czy wreszcie Józef Stalin. Łączyła ich chęć budowania wielkiej Rosji.

Chęć podboju. Kiedy Rosja przestawała być agresywna, nie radziła sobie z własnymi problemami. Wojna zawsze była świetnym pomysłem na ucieczkę od nieporadności w zarządzaniu. Putin jawi się dzisiaj jako najbardziej niebezpieczny drapieżnik. Jednocześnie za jego czasów Rosja straciła Ukrainę i szybko traci wpływy w republikach azjatyckich. Zagrożone są też tereny Kaukazu. Może się okazać, że Putin odejdzie jako polityk, który wbrew całemu piarowi doprowadził do zwinięcia imperium. I to jest jego czarny sen. Jedyne, co może odwrócić sytuację, to zajęcie Ukrainy. To jest moment krytyczny dla myślenia Wielkorusów. Czy decyzje jednego człowieka mogą mieć aż taki wpływ na całe państwo? Trzeba pamiętać, że Putin jest produktem pewnego systemu. Systemu, który wprawdzie wywodzi się ze zbrodniczego komunizmu, ale ideologie porzucił już dawno, łącząc imperializm Sowietów z wielkoruskim. To ludzie tego systemu znaleźli i osadzili na Kremlu kogoś, kto jest esencją tej mieszanki. Nie mogą więc odpuścić Ukrainie, tak jak nie odpuszczą ostatecznie całej Europie Środkowej. Jedyne, co może ich zatrzymać, to determinacja Zachodu, który zablokuje agresję, póki jest to jeszcze możliwe. 

 

Źródło:

Tomasz Sakiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo