Obrzydzanie macierzyństwa

Nienarodzone dzieci opisywane są poprzez wulgaryzmy, tak prymitywnie odczłowieczane, że aż trudno wyobrazić sobie, by można było odnaleźć jeszcze niższe poziomy chamstwa i prostactwa. Chodzi rzecz jasna o wywołanie niechęci do macierzyństwa i poprzez to propagowanie aborcji na życzenie.

„Rejestr ciąż”, „zmuszanie do rodzenia dzieci” czy „strach zajść w ciążę w tym kraju” – to tylko niektóre hasła, jakimi bombardowana jest polska opinia publiczna w ciągu ostatnich tygodni. Zjawisko, w formie tak intensywnej, możemy obserwować już od ponad roku. Rozpoczęła je akcja piorunów nakierowana na zwulgaryzowanie macierzyństwa. Powyższe cytaty to kolejna odsłona tego procederu, wydatnie wspieranego przez ogromną część działających w naszym kraju mediów i różnej maści celebrytów. Chodzi rzecz jasna o wywołanie niechęci do macierzyństwa i poprzez to propagowanie aborcji na życzenie. Wszystko przybiera niewyobrażalnie ordynarne formy. Nienarodzone dzieci opisywane są poprzez wulgaryzmy, tak prymitywnie odczłowieczane, że aż trudno wyobrazić sobie, by można było odnaleźć jeszcze niższe poziomy chamstwa i prostactwa. Ono jest jednak nobilitowane, przedstawiane jako nowoczesność, racjonalność i wręcz kwintesencja kobiecości. Ale poza odrażającą formą jest jeszcze szokująca głupota. Poraża brak wiedzy na temat biologii człowieka. Wmawianie ludziom, że 20- czy 25-tygodniowe maleństwo jest nic nieczującym zlepkiem komórek. Twierdzenie, iż takich dzieci – w razie ich śmierci w łonie matki – nie trzeba urodzić (rozpłyną się?!) czy opowiadanie o tym, iż zespół Downa czy Turnera to zagrożenie dla życia matki. Jakiś poważny problem jest z polską edukacją, skoro takie przedpotopowe teorie wchodzą w głowy młodych ludzi jak w masło. Warto też zwrócić uwagę na ostatnie odkrycie małżeństwa Brejzów, czyli „rejestr ciąż”.

Można powiedzieć ironicznie, że jest jeszcze gorzej, niż donosi przenikliwy poseł Platformy. Taki rejestr jest w naszym kraju od lat. Więcej. Kobiety w ciąży są stygmatyzowane specjalnymi książeczkami zdrowotnymi, systematycznymi pomiarami wagi, a nawet sprawdzaniem, czy nie mają chorób wenerycznych. W wywiadach medycznych są pytane o liczbę ciąż – także tych poronionych, i ta wiedza jest umieszczana w ich dokumentacji, przechowywana w archiwach. Dokładnie tak samo jak w przypadku każdej innej procedury medycznej. A opieka nad kobietą ciężarną jest złożona z bardzo wielu procedur medycznych. Dlaczego zatem odkrycie stanu funkcjonującego od lat, doskonale znanego każdej kobiecie, która była w ciąży, nagle staje się sensacją, trafia na czołówki największych mediów, wywołuje falę oburzenia aktorek czy piosenkarek? Dlatego że w szeroko zakrojonej akcji obrzydzania macierzyństwa wykorzystywane jest wszystko – bez względu na to, czy ma jakikolwiek związek z rzeczywistością, czy jest kompletnym odpałem. A przez to nie brakuje ludzi lansujących się na takich bzdurach. Nawet takich, których powinnością – z racji pełnionej funkcji – jest znać obowiązujący w Polsce (taki jak w każdym innym cywilizowanym kraju) system opieki nad przyszłymi mamami.
 

 

Źródło:

Katarzyna Gójska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo