Nie tędy droga

Decyzja parlamentu, by odrzucić kolejny z wielu projektów Fundacji Pro Prawo do Życia, wbrew pozorom i zamysłom serc wielu jest - z perspektywy obrony życia (bo inna mnie nie interesuje) jest słuszna. Ani to ten czas, ani nie ta treść prawa, ani metoda osiągania celów.

Nieco ponad rok po istotnym i spójnym z poprzednimi wyrokami Trybunału Konstytucyjnego, nie trzeba kolejnych zmian, kolejnych spektakularnych akcji, ale cierpliwej pracy nad realną, dostępną powszechnie i finansowaną z budżetu pomocą dla par, które spodziewają się dziecka z wadami letalnymi, nad wypracowaniem dalszych rozwiązań, które wspomagać będą rodziny i osoby zajmujące się opieką nad osobami niepełnosprawnymi (w tym opieką wytchnieniową, realną pomocą socjalną, pomocą psychologiczną itd.), nad głęboką zmianą mentalności społecznej. To jest w tej chwili realna przestrzeń pracy związanej z obroną życia, działalności pro life.

Kolejne spektakularne akcje, prowokowanie jeszcze ostrzejszymi zapisami, jeszcze mocniej kontrolującymi, jeszcze bardziej ignorującymi emocje kobiet, a także przekonania znaczącej części opinii publicznej, nie tylko sprawie obrony życia nie pomaga, ale jej - krótko i długoterminowo - szkodzi. Jeśli bowiem - właśnie przez takie działania, i to w sytuacji przyspieszonej sekularyzacji młodzieży, przekroczy się pewien rubikon, to w końcu politycy (a nie tylko w Polsce klasa polityczna często kieruje się sondażami, a nie ideami) zmienią konstytucję, a co za tym idzie także prawo. Obraz ruchów pro life, jaki wyłania się z działań dwóch najbardziej widocznych organizacji też nie budzi społecznej sympatii, a to przekłada się na emocje w wymiarze krajowym. I też nie służy sprawie obrony życia. I nie ma znaczenia, że istnieją liczne organizacje pro life, które akcji zmiany prawa w tej chwili nie popierają, które wykonują ciężką pracę na dole, bo jak Bractwo Małych Stópek po prostu zapewniają pomoc kobietom w kryzysowej sytuacji i realnie pokazują, na czym polega obrona życia, bo ich działalność jest mniej widoczna.

I wreszcie na koniec, jeśli ruch pro life (z którym, co nie jest żadną tajemnicą, się utożsamiam) ma realnie wpływać na rzeczywistość, to musi szukać nowych metod dotarcia, musi ukazywać oblicze (i nie chodzi o PR, ale o realną przemianę) prokobiece, nowoczesne, oparte na myśleniu o prawach człowieka, a niekoniecznie zakorzenione w religijności. Innej drogi nie ma.

 

Źródło:

Tomasz P. Terlikowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo