Przyjaciele Tuska na liście płac Putina. Już miesiąc temu „GP” pisała, kto naprawdę zadaje się z Moskwą

Po dzisiejszym spotkaniu polityków PiS z szefową Frontu Narodowego Marine Le Pen z ust polityków PO posypały się oskarżenia wobec rządu o proputinizm i kontakty z partiami wspierającymi Moskwę. Jak jednak już miesiąc temu sprawdziła "Gazeta Polska" - to w dużej mierze politycy związani z Europejską Partią Ludową (EPP), której przewodzi Donald Tusk, wspierają interesy Rosji lub wręcz są na liście płac Kremla.

Kremlin.ru, CC BY 3.0 , via Wikimedia Commons

Sztandarowym przykładem jest tu CDU, partia Angeli Merkel, główna siła napędowa Europejskiej Parti Ludowej (EPP), na której czele stoi Tusk. To nie kto inny jak sama kanclerz Niemiec protestowała w 2017 r. przeciw amerykańskim sankcjom wobec Rosji, uderzającym w rosyjskie  projekty energetyczne takie jak gazociąg Nord Stream 2. W inwestycję tę, umożliwiającą transfer rosyjskiego gazu przez Morze Bałtyckie do Niemiec, zaangażowany jest oprócz rosyjskiego Gazpromu m.in. niemiecki Wintershall i austriacki ÖMV.

Merkel wielokrotnie osobiście angażowała się w działania, które pomagały sfinalizować ten kremlowski projekt szkodliwy dla państw Europy Środkowo-Wschodniej. Docenił to Władimir Putin. W 2021 r. Kreml opublikował komunikat będący laurką dla Merkel:

"Rosyjski prezydent pochwalił niezłomną lojalność strony niemieckiej w kwestii ukończenia tego czysto komercyjnego projektu, który ma wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Niemiec".

Prorosyjskie gesty, o których dziś mainstreamowe media milczą, wykonywała też wywodząca się z CDU Ursula von der Leyen, obecna przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2015 roku von der Leyen publicznie broniła niemieckiej odmowy dostarczania broni Ukrainie, zmagającej się z rosyjską agresją. "Niemcy widzą w Ukrainie i Rosji szansę na udowodnienie, że w XXI wieku rozwinięte narody powinny rozwiązywać spory przy stole negocjacyjnym, a nie przy użyciu broni" - argumentowała ówczesna minister obrony Niemiec. Z kolei w 2018 r. von der Leyen broniła projektu Nord Stream 2, mówiąc, że Niemcy po prostu "dywersyfikują" swoje źródła energii.

Zwolennikiem "miękkiego" podejścia do Rosji i jej geopolitycznych sojuszników jest też Armin Laschet, obecny szef CDU. W styczniu 2021 r. magazyn "Foreign Policy" pisał: "Laschet przestrzegał przed demonizowaniem prezydenta Rosji Władimira Putina za aneksję Krymu, krytykował Waszyngton za wspieranie rebeliantów próbujących obalić syryjskiego prezydenta Baszara al-Assada i opowiadał się za pogłębieniem relacji Niemiec z Pekinem".

A specjalizujący się w sprawach rosyjskich portal Riddle tak charakteryzował szefa CDU:

"Laschet aktywnie uczestniczy w działaniach Dialogu Petersburskiego [regularne "obywatelskie" spotkania niemiecko-rosyjskie - przyp. "GP]. Tutaj pilnie unika ostrych wypowiedzi na temat Kremla. Wzywa do «stworzenia kanałów negocjacyjnych» z Rosją, podkreślając pozytywne kroki Moskwy. Na przykład z zadowoleniem przyjął decyzję Putina o ratyfikacji paryskiego porozumienia klimatycznego. W 2019 roku Laschet, organizując kolejny Dialog Petersburski w swoim regionie, wybrał walkę ze zmianami klimatycznymi jako główny temat wydarzenia. Czyli najmniej drażliwy politycznie i najwygodniejszy dla strony rosyjskiej. Dzięki temu lobbistyczny Komitet Wschodni niemieckiej gospodarki mógł mówić o «sygnałach konwergencji» między krajami. [...] Jednoznaczne pozostaje również stanowisko Lascheta w sprawie Nord Stream 2: opowiada się on za kontynuacją i pomyślnym zakończeniem budowy gazociągu, wzywając do rozpatrywania tej kwestii «w oderwaniu od Nawalnego»".

Tańczący z Rosjanami

Tusk, komentując złośliwie spotkanie Morawiecki-Le Pen, wspomniał o spotkaniu z "przywódcami Austrii". Tak się składa, że zarówno ostatni kanclerz tego kraju - Alexander Schallenberg - jak i poprzedni, Sebastian Kurz, wywodzą się z Austriackiej Partii Ludowej, która wchodzi w skład Tuskowej EPP.

Co robi dziś Karin Kneissl, do czerwca 2019 r. szefowa austriackiej dyplomacji w rządzie Kurza, która zasłynęła z zaproszenia Władimira Putina na swoje wesele i ze wspólnego tańca z prezydentem Rosji? Od marca 2021 r. Kneissl - która wcześniej udzielała się m.in. jako publicystka kremlowskiej telewizji RT - zasiada w zarządzie państwowego rosyjskiego koncernu gazowego Rosnieft.

Posadę w moskiewskim koncernie ma też Wolfgang Schüssel - kanclerz Austrii w latach 2000-2007, polityk właśnie Austriackiej Partii Ludowej. Prominentny przedstawiciel austriackiej chadecji jest od 2019 r. członkiem zarządu Łukoila, a wcześniej zasiadał w zarządzie Mobile TeleSystems, największego rosyjskiego operatora telefonii komórkowej. Co ciekawe -  Schüssel jest jednocześnie przewodniczącym rady powierniczej niemieckiej Fundacji Konrada Adenauera, czyli przybudówki CDU. To właśnie Fundacja Adenauera była jednym ze sponsorów głośnego Campusu Polska Przyszłości, organizowanego przez Rafała Trzaskowskiego.

Politykiem należącej do EPP Austriackiej Partii Ludowej jest też Hans Jörg Schelling, minister finansów Austrii w latach 2014-2017. Działając w rządzie, Schelling aktywnie wspierał budowę Nord Stream 2, zacieśniając współpracę między austriacką grupą OMV a Gazpromem. Po odejściu ze stanowiska został zatrudniony jako doradca tego rosyjskiego koncernu.

Poprzedni austriacki minister finansów (2013-2014) - kolega partyjny Kurza, Schallenberga i Schellinga, czyli Michael Spindelegger (wcześniej szef MSZ) - w 2015 r. został z kolei szefem Agencji Modernizacji Ukrainy. Ta organizacja pozarządowa, wbrew nazwie, miała więcej wspólnego z Rosją niż z Ukrainą, gdyż ufundowana została przez Dmytro Firtasza, prorosyjskiego oligarchę. Departament Sprawiedliwości USA opisuje Firtasza jako "wysoko postawionego przedstawiciela rosyjskiej przestępczości zorganizowanej". Oligarcha, jako pośrednik Gazpromu z mocnymi powiązaniami z Kremlem, przekazywał m.in. pieniądze na kampanie prorosyjskich polityków na Ukrainie. W czerwcu 2021 r. Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy nałożyła sankcje na Firtasza, ponieważ jego biznesy wspierały "kompleks wojskowo-przemysłowy Federacji Rosyjskiej". Dodajmy, że w kierowanej przez Furtasza oprócz Spindeleggera znaleźli się m.in. Waldemar Pawlak, Włodzimierz Cimoszewicz, były niemiecki eurokomisarz (związany z socjaldemokracją) Günter Verheugen oraz były szef francuskiej dyplomacji w centroprawicowym rządzie François Fillona - Bernard Kouchner.

Co do samego Fillona - polityk ten (premier Francji w latach 2007-2012) związany z Republikanami, którzy przynależą do Europejskiej Parti Ludowej - uważany jest za jednego z najzagorzalszych rusofilów we Francji; sam Putin nazwał go "człowiekiem honoru". W 2017 r., kandydując na prezydenta Francji, Fillon nazywał sankcje nałożone na Rosję "bezsensownymi". W lipcu 2021 r. Francuz został powołany do zarządu rosyjskiej państwowej spółki naftowej Zarubieżnieft.

Z Europejską Partią Ludową Tuska związany też jest Nicos Anastasiades, prezydent Cypru, polityk liberalno-konserwatywnego Zgromadzenia Demokratycznego. W sierpniu 2019 roku ujawniono, że kancelaria prawna Anastasiadesa, której był współwłaścicielem i z której wystąpił tuż po objęciu prezydentury w 2013 roku, miała udział w podejrzanych transakcjach biznesowych powiązanych ze spółkami kontrolowanymi przez przyjaciela Putina - Aleksandra Abramowa. Autorzy raportu na ten temat ustalili też, że obie córki prezydenta Anastasiadesa są nadal partnerami w tejże kancelarii, a on sam ma prywatne biuro w jej budynku, oraz że kancelaria Anastasiadesa "przeprowadziła skomplikowane transakcje, w ramach których rosyjskie pieniądze były przekazywane do i ze spółek fasadowych stworzonych przez kancelarię i z nią powiązanych", z których dwie są głęboko powiązane ze słynną Pralnią Trojka (sieć spółek w rajach podatkowych, wykorzystywanych do transferu pieniędzy z Rosji na Zachód). Jak się okazało - Abramow uzyskał obywatelstwo Cypru właśnie z pomocą kancelarii Anastasiadesa.

Wreszcie do EPP należy włoska Forza Italia, której liderem jest znany z serdecznych stosunków z Władimirem Putinem były premier Silvio Berlusconi. To za jego rządów włoski państwowy koncern energetyczny Eni podpisał z Gazpromem umowę na budowę gazociągu South Stream. Berlusconi proponował też Rosji członkostwo w Unii Europejskiej.

Ruble dla liberałów

Europejską Partię Ludową w ostatnich atakach na Polskę mocno wspiera też eurofrakcja liberałów, czyli Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE), w której skład wchodzi sprzymierzona z Platformą Obywatelską partia Nowoczesna. Wystarczy przywołać tu nazwisko Marka Rutte, premiera Holandii, lidera ugrupowania VVD należącego do ALDE. Najbardziej znaną ostatnio działaczką VVD jest Cora van Nieuwenhuizen - minister infrastruktury i gospodarki wodnej w rządzie Ruttego, a potem minister gospodarki i polityki klimatycznej. W 2021 r. Holenderka zrezygnowała z pracy rządowej i została lobbystką koncernów budujących Nord Stream 2: rosyjskiego Gazpromu i holenderskiego Shella. Zarabiać ma 250 tys. euro miesięcznie za dwa dni pracy w tygodniu.

Prominentnym członkiem eurogrupy ALDE jest niemiecka liberalna FDP. Przewodniczący tej partii Christian Lindner powiedział w 2017 r. tygodnikowi "Focus", że jeśli Rosja zrezygnuje z manewrów wojskowych Zapad, to Zachód powinien umożliwić jej powrót do grupy najbardziej uprzemysłowionych państw świata G8. I dodał: "Lepiej jest rozmawiać z Putinem, niż rozmawiać o nim. Powinniśmy stworzyć Putinowi możliwość wyjścia ze ślepej uliczki konfliktu". Nieco wcześniej szef FDP twierdził, że „Niemcy powinny zaakceptować rosyjską aneksję Krymu w 2014 r. jako trwałe prowizorium”, wezwał też do zniesienia sankcji nałożonych na Rosję. Wypowiedzią tą Lindner zrobił prawdziwy prezent Putinowi i jego mediom, które ogłosiły, że „europejscy politycy uznają Półwysep Krymski jako de facto rosyjski” (kremlowska agencja prasowa RIA Nowosti), i że „Niemcy chcą stawić czoła Trumpowi i uznać Krym jako część rosyjskiego terytorium”. 

To nie wszystko. Po rosyjskim ataku gazowym na Siergieja Skripala w Salisbury jeden z czołowych polityków FDP Wolfgang Kubicki uznał, że zamach ten był... zachodnim spiskiem. „NATO potrzebuje wroga, by uzasadnić swą egzystencję” - stwierdził. Wówczas nawet prounijny i liberalny portal „Politico” określił część polityków FDP mianem „rusofilów”.

Do niedawna funkcję szefa ALDE pełnił były belgijski premier Guy Verhofstadt, znany z licznych ataków na prawicowy polski rząd. „W Europie jest piąta kolumna: cheerleaderki Putina, które chcą zniszczyć Europę i liberalną demokrację od wewnątrz. Le Pen, Wilders, Farage, Orbán, Kaczyński, Salvini korzystają z rosyjskich pieniędzy i danych wywiadowczych” - twierdził Belg w jednym z wpisów w mediach społecznościowych.

Tymczasem portal Politico Europe w 2018 r. ujawnił, że Verhofstadt jest powiązany z aferą "Paradise Papers", dotyczącą lokowania pieniędzy w rajach podatkowych. Chodzi o belgijską firmę Exmar, w której władzach w latach 2010-2016 zasiadał belgijski polityk. Roczne sprawozdanie tego przedsiębiorstwa żeglugowego pokazuje, że Verhofstadt zarabiał tam 60 tys. euro rocznie. Według dokumentów opublikowanych w ramach akcji "Paradise Papers" Exmar ma spółkę-córkę Exmar Offshore, zarejestrowaną na... Bermudach. Została ona założona w 1997 r. i zajmuje się m.in. energetyką.

Ale pobieranie pieniędzy od podmiotu, mającego spółkę-córkę w rajach podatkowych, to tylko wierzchołek góry lodowej. Firma Exmar - i to w czasie, gdy Verhofstadt pobierał w niej wynagrodzenie - handlowała bez żadnych skrupułów z rosyjskim Gazpromem. Jak pisał portal blogpublika.com, cytując branżowy lloydslist.com: "Firma Exmar już w listopadzie 2013 r. zawarła z Gazpromem umowę na dostarczanie Gazpromowi 500 tys. ton rocznie skroplonego gazu ziemnego poprzez firmę Pacific Rubiales Energy Corp." 
Verhofstadt wykonywał wobec Kremla przychylne gesty także jako premier Belgii. W marcu 2007 r. odwiedzał Moskwę, składając wizytę zarówno u Władimira Putina, jak i w siedzibie Gazpromu. Belgijska delegacja poprosiła wówczas wprost, by kraj ten stał się „węzłem” tranzytowym rosyjskiego gazu w Europie Zachodniej. Sam Verhofstadt mówił wówczas rosyjskiej agencji Interfax: „nie miałbym nic przeciwko, gdyby Gazprom zdecydował się nabyć infrastrukturę od belgijskiej spółki Distrigaz zajmującej się dystrybucją gazu”. Belg deklarował też wtedy:

„Inna duża spółka dystrybucyjna w Belgii, Fluxys, planuje zbudować wspólnymi siłami z Gazpromem wielkie podziemne składowisko rosyjskiego gazu w Poederlee, który byłby dystrybuowany do Belgii i sąsiednich krajów”.

Osobnym przypadkiem są politycy "proeuropejskiej" socjaldemokracji, którzy żyją za pan brat z Moskwą. Najbardziej znany przykład to były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który najpierw (jako szef rządu) podpisał umowę o budowie wraz z Rosją Gazociągu Północnego, a potem objął kierownicze, znakomicie płatne stanowiska w spółkach Nord Streamu i Rosniefcie.

Na listę płac Putina załapał się też były socjaldemokratyczny premier Finlandi Paavo Lipponen. Został zatrudniony przez rosyjską spółkę budującą Nord Stream 2 jako "niezależny konsultant".

Z kolei wywodząca się z włoskiej Partii Demokratycznej Federica Mogherini - w latach 2014–2019 wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa - mianowała swoim rzecznikiem Catherine Ray, której mężem jest znany w Brukseli lobbysta Gazpromu Thomas Barros-Tastets, widywany w towarzystwie rosyjskiego ministra energii.

 


Źródło: Gazeta Polska

Grzegorz Wierzchołowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo