Książątko w Waszyngtonie

Znów historia powtarza się jako farsa. Rafał Trzaskowski przed jedną z kilkuset podkomisji Izby Reprezentantów USA rozpoczął swoje wystąpienie słowami Lecha Wałęsy z jego historycznego przemówienia z 1989 r. Przy całej złożoności postaci Wałęsy miał on mandat do wypowiedzenia słów: „My, naród” („We the people”) nawiązujących do preambuły amerykańskiej konstytucji.

Trzaskowski ma mandat, lecz do zarządzania sprawami miasta, którego jest prezydentem. Powinien więc zamiast (wirtualnie) do Waszyngtonu udać się (realnie) na rondo Waszyngtona i nie z przemówieniem, ale np. z miotłą, bo takie ma uprawnienia. Skoro już przemawiał podczas politycznego spotkania za granicą, miał obowiązek poprosić MSZ o instrukcje i sporządzić stosowną notatkę. Taki nakaz ciąży na wszystkich politykach. Tak działa każde państwo traktujące poważnie własne bezpieczeństwo. 

Polityka zagraniczna nie może być platformą lansu samorządowych książątek, które nie zważając na zagrożenie polskich granic, dla własnych korzyści politycznych decydują się deklamować dyżurny zestaw kłamstw szkalujących Polskę. 

Od donoszenia na własną ojczyznę jeszcze nikt nie stał się większy!

 

Źródło:

Adrian Stankowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo